Barcelona wszechwładna na Camp Nou? Nie. Real Madryt zabójczy na Bernabeu? Nie. To Atletico wiedzie w tym sezonie prym w meczach na własnym stadionie. Podopieczni Diego Simeone na Vicente Calderon są wprost rewelacyjni i mają olbrzymiego pecha, że Katalończycy – mimo wszystko – notują w tym sezonie równie doskonałe wyniki, nie pozwalając Falcao i spółce rozsiąść się na fotelu lidera.
„Los Rojiblancos” to bezdyskusyjnie najlepsza drużyna obecnego sezonu na własnym podwórku. 33 strzelone gole (tylko Barcelona ma jedno trafienie więcej), sześć straconych (najlepszy wynik w lidze) i komplet dwunastu zwycięstw. Te osiągnięcia muszą robić wrażenie. I robią. Eksperci zastanawiają się jednak, co będzie, kiedy na Vicente Calderon przyjadą właśnie dwaj najwięksi giganci hiszpańskiej piłki. Atletico ciągle nie rozegrało meczów przed własną publicznością z Realem i Barceloną, jednak dyspozycja madrytczyków w obecnych rozgrywkach każe sądzić, że obecni mistrz i wicemistrz kraju mogą mieć w bezpośredniej konfrontacji niemałe problemy.

Zespół prowadzony przez Diego Simeone nie stracił choćby jednego punkcika w ostatnich dwudziestu pojedynkach na własnym obiekcie we wszystkich rozgrywkach. A trzeba przyznać, że „Los Rojiblancos” momentami niespecjalnie chcą się przemęczać i wygląda to tak, jakby wygrywali swoje mecze najmniejszym nakładem sił. Simeone stawia nacisk przede wszystkim na defensywę – spisuje się ona wręcz wzorcowo i to ona pozwala (nie zapominamy o Falcao oczywiście) zajmować drużynie tak wysokie miejsce w La Liga. Należy zwrócić uwagę na fakt, że spośród sześciu straconych goli na Vicente Calderon w tym sezonie ligowym aż trzy są udziałem Rayo Vallecano, które pewnego wieczoru próbowało dokonać heroicznej remontady. Podopiecznym Paco Jemeza zabrakło czasu, ale i tak – przegrywając po ponad 50 minutach 0:4 – zdołali zmniejszyć straty i wyjechać ze stolicy z wynikiem 3:4.
Bezsprzecznym liderem formacji obronnej Atletico jest Diego Godin, któremu w obecnym sezonie nie przytrafił się praktycznie ani jeden słabszy mecz. Urugwajczyk opuścił w lidze zaledwie 45 minut w meczu pierwszej rundy z Betisem. Jego powtarzalność jest czymś godnym pozazdroszczenia, a przecież nie tylko on stanowi o sile bloku defensywnego. Kiedy Atletico gra w swojej ulubionej formacji 4-2-3-1, Godin tworzy parę stoperów z Joao Mirandą, z którym znakomicie się uzupełniają. To oni są pierwszymi osobami odpowiedzialnymi za rozpoczynanie akcji ofensywnych. Mając przed sobą tytanów pracy w postaci Mario Suareza i Gabiego, czują się niezwykle komfortowo i kiedy cała ta czwórka przebywa na boisku, przeciwnym drużynom bardzo trudno jest cokolwiek zdziałać w środkowej strefie boiska.












