Wtorek w Lidze Mistrzów okazał się pełen emocji, które towarzyszyły awansom do ćwierćfinałów Arsenalu Londyn i Bayernu Monachium. Najbardziej prestiżowe rozgrywki piłkarskie w Europie nie zwalniają tempa. Kolejne dwa starcia czekają na rozstrzygnięcie. Odbędą się one w Manchesterze i Madrycie.
Każda seria kiedyś się kończy. W pierwszym potkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów boleśnie przekonali się o tym gracze AC Milan. Podopieczni Leonardo wcześniej trzy razy mierzyli się z Manchesterem United na własnym boisku i każda z tych potyczek kończyła się ich zwycięstwem. Jednak do czterech razy sztuka, bo poprzednia konfrontacja poszła zdecydowanie nie po ich myśli, dzięki świetnej postawie przede wszystkim Wayne’a Rooneya to „Czerwone Diabły” okazały się lepsze. Wygrana 3:2 stawia zawodników sir Aleksa Fergusona przed starciem na Old Trafford w uprzywilejowanej sytuacji. Do awansu wystarczy im tylko obrona korzystnego rezultatu. Wątpliwe jednak jest to, by finaliści poprzedniej edycji zamknęli się we własnym polu karnym. „Rossoneri” nie mają wyjścia. Jeżeli chcą wywalczyć przepustkę do 1/4 finału, muszą postawić zdecydowanie na atak. Muszą też pamiętać o defensywie, gdyż ofensywnie usposobieni Anglicy nie zamierzają ułatwiać im zadania. Biorąc pod uwagę formę obu drużyn, każdy inny rezultat, poza promocją MU, uznany zostanie za sporą niespodziankę.
Do jeszcze większej sensacji może dojść w Madrycie. Gospodarze tegorocznego finału Ligi Mistrzów są po raz szósty z rzędu bliscy odpadnięcia w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Od sezonu 2004/2005 „Królewscy” upokarzani byli kolejno przez: Juventus Turyn, Arsenal Londyn, Bayern Monachium, AS Roma i Liverpool FC. Obecnie bliski zadania kolejnego ciosu dziewięciokrotnemu zwycięzcy tych prestiżowych rozgrywek jest Olympique Lyon. Ewentualna porażka z Francuzami będzie tym bardziej bolesna, że podopieczni Manuela Pellegriniego dysponują piekielnie mocnym składem z Cristiano Ronaldo, Kaką i Gonzalo Higuainem na czele. Gracze ze Stade Gerlande są w uprzywilejowanej sytuacji. W przypadku przegranej nikt nie będzie miał do nich o to pretensji. Jeżeli obronią korzystny rezultat, staną się bohaterami. Jednak Real Madryt to zawsze Real Madryt. Siła „Królewskich” jest obecnie niewyobrażalnie wielka, a sami piłkarze robią wszystko, co mogą, by sprawić swoim kibicom najpiękniejszy z możliwych prezentów: pokonać w finale Ligi Mistrzów na własnym stadionie znienawidzoną Barcelonę. Emocji na pewno nie zabraknie. Na papierze faworytami są Hiszpanie, lecz, biorąc pod uwagę ich wyniki w ostatnich latach, każdy rezultat jest możliwy.









