Hapoel Tel Awiw uległ na własnym stadionie PSV Eindhoven 0:1. Jedyna bramka meczu padła w 71. minucie po rzucie karnym. Jej autorem był Georginio Wijnaldum. PSV jest jak na razie niepokonane – trzy mecze i trzy zwycięstwa.
Mecz rozpoczął się bardzo spokojnie. Pierwsza groźna okazja miała miejsce po ośmiu minutach gry. W dobrej sytuacji ładnie uderzył Omar Damari, ale jego strzał nie wpadł do bramki. Chwilę później Lyad Khutaba oddał niecelny strzał. W pierwszym kwadransie bardziej aktywni byli gospodarze, ale to nie wpłynęło na wynik spotkania.
W 17. minucie spotkania trwało oblężenie bramki Happoelu. W końcu po dograniu w pole karne minimalnie niecelnie uderzył Mertens. Chwilę później toczyła się akcja z drugiej strony. Tym razem Toto Tamuz wbiegł w pole karne, ale jego strzał zablokowany został przez jednego z obrońców PSV i był tylko rzut rożny, z którego nic nie wyszło. Po dwudziestu minutach gry świetną okazję miał Hapoel. Po indywidualnej akcji jednego z pomocników izraelskiego klubu piłkę w polu karnym otrzymał Omar Damari, który obrócił się i minimalnie przestrzelił. Niecelnością wykazał się także kilka minut później Stanislav Manolev strzałem z dystansu.
W następnych minutach na boisku panował spokój, piłkarze zamknęli się w środku pola. Stracha napędził kibicom w Tel-Awiwie Manolev, ale gdy wbiegł z piłką w pole karne, sędzia uznał, że nie zagrał czysto i przerwał atak prawego obrońcy PSV. Po upływie pół godziny nie można było stwierdzić, która z drużyn jest lepsza. W końcu w 34. minucie spotkania dobrą sytuację miał Tim Matavz, który otrzymał świetne podanie w polu karnym, ale piłka przeleciała tuż obok słupka. Po chwili szczęścia z drugiej strony boiska spróbował Nosa Igiebor. Piłkarz z Tel-Awiwu ograł jednego z obrońców, a jego strzał minimalnie nie trafił w bramkę.
Na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu pierwszej połowy spotkania mieliśmy kilkuminutową przerwę w grze. Na murawie leżał Orlando Engelaar i potrzebna była interwencja klubowego lekarza. Po chwili w tym samym miejscu piłkę ustawił Mertens, uderzył dość ładnie, ale piłka po rzucie wolnym przeleciała tuż nad poprzeczką i wylądowała na górnej siatce. Moment później akcja przeniosła się znów na drugą stronę, gdzie niecelny strzał oddał Toto Tamuz. Kilka minut przed końcem pierwszej połowy próbowali przycisnąć gospodarze, ale po akcji, zakończonej strzałem Cohena, piłka znalazła się w rękach bramkarza. W doliczonej minucie obie drużyny chciały jeszcze strzelić gola do szatni, ale pierwsza połowa zakończyła się remisem.
Pierwsze pięć minut drugiej połowy to także bardzo spokojna gra. Ciekawa sytuacja miała miejsce dopiero w 51. minucie, kiedy Labyad wbiegł w pole karne i z bliskiej odległości uderzył wprost w bramkarza. Po chwili uderzył Zakaria Labyad, ale piłka nie trafiła w bramkę. W 55. minucie celnie uderzył Dries Mertens, ale bramkarz poradził sobie z jego uderzeniem.
Po pierwszym kwadransie ciekawą sytuację miał Zakari Labyad, ale jego strzał zablokowany został przez jednego z obrońców z Tel-Awiwu. Minutę później uderzył także Mertens, ale tym razem bramkarz znów nie musiał interweniować. Szczęście uśmiechnęło się do PSV Eidnhoven, gdy na dwadzieścia minut przed końcem sfaulowany w polu karnym przez Mario Pecalkę został Mertens. Z jedenastu metrów sprawiedliwość wymierzył Georginio Wijnaldum. Po golu gra nieco się uspokoiła. Ciekawą sytuację oglądali kibice w Tel-Awiwie w 82. minucie, gdy dobrym, ale niecelnym strzałem popisał się Tim Matavz. Chwilę później Salim Toama napędził stracha rywalom, ale Hapoel wciąż nie mógł wyrównać.










