Grzegorz Krychowiak pierwszy raz został powołany przez Fernando Santosa na zgrupowanie, podczas którego reprezentacja Polski miała zmierzyć się z Wyspami Owczymi oraz Albanią. Po tym pierwszym starciu jesteśmy już mądrzejsi, czy decyzja o zaproszeniu pomocnika była słuszna. Czy Grzegorz Krychowiak to zawodnik na miarę reprezentacji Polski?
Po ogłoszeniu listy powołanych zawodników większość kibiców zapewne zauważyła, że Portugalczyk tym razem postawił na doświadczenie. Pierwszy raz za jego kadencji zaproszeni na zgrupowanie zostali Grzegorz Krychowiak i Kamil Grosicki. Persony, które za czasów innych trenerów odgrywały większe role, ale Fernando Santos wcześniej nie dał im szansy. Tym razem było inaczej i obaj znaleźli się w kadrze.
Co by nie mówić – duże zaskoczenie, że Portugalczyk nagle powołuje Grzegorza Krychowiaka. Być może miałoby to sens, gdyby był szykowany na Albanię jako typowy zadaniowiec. By zagrać mocną pierwszą połowę, sfaulować kilka razy Albańczyków, uprzykrzyć im życie, złapać żółtko i zejść do szatni. Tak się jednak nie stało.
Grzegorz Krychowiak vs. Wyspy Owcze
Reprezentacja Polski gra w meczu domowym z Wyspami Owczymi. Jest to idealna okazja, żeby zawodnicy, którzy wcześniej nie wyróżniali się, a są w dobrej formie, dostali szansę od Portugalczyka. Jak się okazuje – nie tym razem. Fernando Santos na mecz z ekipą, która jest w rankingu na 129. miejscu i jedyne, co potrafi robić, to się bronić, wychodzi z Grzegorzem Krychowiakiem w podstawowym składzie.
Czy to ma sens, żeby zawodnik, który ma problem z podawaniem piłki do przodu, zagrał na środku pomocy z „Farerami”? Raczej nie. I to spotkanie utwierdziło nas w tym przekonaniu. Prawdopodobnie Portugalczyk po meczu z Mołdawią już tak się bał, że może się coś złego wydarzyć, że postanowił wystawić od pierwszych minut Grzegorza Krychowiaka. Miał zapewne pełnić rolę strażaka środka pola.
Jednakże w niektórych momentach pomocnik był tak elektryczny, że to jego pożary trzeba było gasić. Statystyki też wiele mówią. Aż 17 strat w ciągu 80 minut gry. Siedem z nich było zrobionych na własnej połowie. Już nie mówiąc o perfekcyjnym nastrzeleniu sobie ręki przy próbie podania. Co więcej, zawodnik grający na co dzień w Abha jako jedyny na boisku w pierwszej połowie dostał żółtą kartkę.











