Każdy wie, jak wiele znaczy piłka nożna dla Hiszpanów i „to jedno” spotkanie, rozgrywane dwa razy do roku – wielkie derby Hiszpanii pomiędzy F.C. Barceloną i Realem Madryt. Warto jednak dowiedzieć się, że nie tylko o piłkę w tym meczu chodzi.
Korespondencja z Hiszpanii
Ten artykuł nie będzie o tym, którzy zawodnicy wybiegną na boisko, z jakim ustawieniem, kto usiądzie na ławce, a kto będzie nieobecny. Skupi się natomiast na czymś innym – na podtekście historycznym czekającego nas meczu. Kiedy podczas dyskusji pomiędzy Hiszpanami pada pytanie „Real czy Barça?”, prawie nikt nie odpowiada wymijająco i tak właśnie przedstawia się sytuacja w Hiszpanii – można być albo za Realem, albo za Barcą, dopiero dalej są inne kluby.

O powiązaniach politycznych Realu wie większość futbolowych kibiców, jednak mało kto wie, że Real został oficjalnie założony przez Katalończyka, Juana Padrósa Rubió. Skąd zatem taka nienawiść Katalończyków do Królewskich (i vice versa)? Rozpoczęła się ona tak naprawdę w 1936 roku, kiedy w Hiszpanii wybuchła wojna domowa, rozpoczęta i wygrana dzięki wstawiennictwu wojsk Hitlera i Mussoliniego przez generała Franco. W czasie trzyletniej wojny Real stracił w walkach wielu działaczy i piłkarzy, a sam stadion Estadio Santiago Bernabeu został przekształcony w więzienie. Jednak dzięki wstawiennictwu „największego fana” to Real najszybciej podniósł się sportowo po zakończonej wojnie.
Franco nie szczędził ogromnych (czytaj: państwowych) funduszy na rzecz klubu i to za jego sprawą do klubu przybyły takie gwiazdy jak Alfredo Di Stefano, Ferenc Puskas (najlepszy strzelec XX wieku z 512 golami w 528 meczach), Raymond Kopa i inni. Sprawa Alfredo Di Stefano była największą wojną między Realem a Barceloną do czasu Luisa Figo – oba kluby zapłaciły niemałą zaliczkę za tego piłkarza, a spór musiała rozwiązywać FIFA. Alfredo jednak w tamtym okresie celowo zaczął grać poniżej swoich oczekiwań i F.C. Barcelona, do której początkowo trafił Argentyńczyk, zrezygnowała z jego usług. Trafił on do Realu, z którym ośmiokrotnie zdobywał mistrzostwo Hiszpanii, pięciokrotnie wygrał Puchar Europy i dwukrotnie został wybrany najlepszym piłkarzem Europy. Dla Realu zdobył 216 goli w 282 meczach, a dodatkowo zmienił reprezentację Argentyny na reprezentację Hiszpanii, dla której w 31 meczach zdobył 23 bramki. Rywalizacja Realu z Barceloną często rozgrywała się poza boiskiem, jak chociażby w półfinale Pucharu Króla w 1943 roku, w którym Los Blancos trafili na Barcelonę. W pierwszym meczu na swoim terenie w Madrycie przegrali 0:3, jednak w rewanżu odnieśli najwyższe zwycięstwo w historii klubu, wygrywając na Camp Nou 11:1.
Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że przed rozpoczęciem meczu rewanżowego do szatni Katalończyków wszedł dyrektor służb specjalnych i przypomniał zawodnikom, że wielu z nich dopiero co wróciło do Hiszpanii na mocy amnestii ogłoszonej przez generała Franco, która wybaczała ucieczkę. Sprawiedliwości stała się zadość w finale, kiedy Athletic Bilbao pomścił Katalończyków i wygrał 1:0. Przez cały okres rządów generalicji Katalończycy musieli znosić kompromitujące porażki, ale mogli odgryzać się na arenie międzynarodowej, gdzie wpływy polityki nie sięgały – nie znaczyło to jednak, że gra była czysta. Tak było w sezonie 1960/61, kiedy to w 1/8 Pucharu Europy los połączył Real i Barcę. W Madrycie padł remis 2:2, natomiast w Barcelonie padł wynik 2:1 dla gospodarzy i Real znalazł się za burtą rozgrywek. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w pierwszym meczu angielski sądzia Arthur Ellis podyktował wątpliwy rzut karny dla Barcelony, a w drugim jego rodak Reg Leafe nie uznał aż czterech (!) goli strzelonych przez zawodników Realu na Camp Nou. Barcelona w tamtym sezonie doszła do finału, gdzie przegrała z Benfiką Lizbona 2:3.












