Gran Derbi Polonia. Eleven Sports vs Canal+


3 kwietnia 2016 Gran Derbi Polonia. Eleven Sports vs Canal+

Po wielu latach nierozerwalnej, wydawać by się mogło, obecności ligi hiszpańskiej na antenach Canalu +, przed rozpoczęciem obecnego sezonu prawa transmisyjne do La Liga przejęła nowo powstała telewizja Eleven Sports. Największym wydarzeniem w Primera Division w ciągu całej kampanii są oczywiście Gran Derbi. Dlatego też przyjrzyjmy się, jak obie stacje "opakowywały" to spotkanie.


Udostępnij na Udostępnij na

Studio

Studio przedmeczowe. Idealny moment, by wykorzystać ciekawość wszystkich zgłodniałych emocji kibiców. Fani,  przy okazji takich spotkań jak „Gran Derbi”, tylko czekają, by móc zasiąść przed telewizorami i oddać się futbolowemu szaleństwu. Jak wyglądały przedmeczowe studia w Canalu+? O ile sięgam pamięcią – nudno, sztampowo, przewidywalnie. Wejście, przywitanie, chwila rozmowy o sytuacji w tabeli, materiał video, rozmowa z gośćmi, znów materiał video i tak w kółko. W studio zazwyczaj zasiadali ci sami eksperci lub też celebryci, którzy kibicują Realowi lub Barcelonie. Czy rozmowa o futbolu z gościem, który na co dzień zajmuje się czymś zupełnie innym, kimś kto jest niedzielnym kibicem może być ciekawa? Może, ale z pewnością nie musi. Tym bardziej, że rozmowa z kimś takim powinna wyglądać zupełnie inaczej niż z ekspertem piłkarskim. Jednak trzeba przyznać, że sytuacje z gośćmi spoza futbolowego świata były wyjątkami, próbami ożywienia monotonnej, studyjnej narracji. A to, jak taką narrację można ożywić, doskonale pokazało w swoich dwóch klasykach Eleven Sports.

Oglądanie ludzi w studio, a oglądanie ich przed Estadio Santiago Bernabeu czy na nadmorskiej promenadzie w Barcelonie. Jest różnica, prawda? Eleven nie ma jeszcze (choć jest już w planach) miejsca, które służyłoby za studio. Gran Derbi jest chyba jedynym wydarzeniem sportowym, które takiego zaszczytu dostąpiło. Jeśli nie ma gdzie siąść i pogadać, trzeba kombinować. I ktoś, zapewne Patryk Mirosławski – redaktor naczelny Eleven Sports Network – wpadł na pomysł, by takowe studio organizować na świeżym powietrzu, w Madrycie lub Barcelonie. Jeśli ktoś ma chociaż minimalne pojęcie o tym, ile piłka nożna, a zwłaszcza Gran Derbi, znaczą dla Hiszpanów, ile niosą ze sobą wzruszeń, emocji, czy wręcz namiętności, zrozumie, jak genialnym było to posunięciem. Kto z Was nie chciałby znaleźć się w Barcelonie w dniu „El Clasico” lub też pod Estadio Santiago Bernabeu na minuty przed rozpoczęciem tego jakże wyjątkowego meczu? Kto nie chciałby porozmawiać z dojrzałymi wiekiem mieszkańcami Barcelony o ich przedmeczowych odczuciach? I nawet jeśli jest to spowodowane brakiem studia, to mam nadzieję, że w Eleven będą tę tradycję kontynuowali. „Gran Derbi” to święto. A jak pewnie pamiętacie z lekcji religii, dzień święty trzeba święcić. Studia w Warszawie można używać przy okazji meczów Realu z Deportivo, czy Barcelony z Rayo.

Żeby jednak nie było tak pięknie – Eleven należy się również prztyczek w nos. A nawet dwa. Po pierwsze, wejścia z baru z Champions w Warszawie, w których Marcin Grzywacz próbował przekazać nie wiadomo co. Bo jak nazwać wejście reportera, który relacjonuje, że kibice Realu cieszyli się po bramce „Królewskich”, że kibice Barcelony też mieli powody do radości, gdyż ich ukochany klub prowadził. Czym wreszcie różnią się ludzie oglądający akurat w tym barze od milionów oglądających go w domach? Jedziemy do Barcelony, czy też wcześniej Madrytu, budujemy wokół tego wyjazdu całą otoczkę, na każdym kroku informujemy widza – „na żywo z Barcelony” – by potem wrócić do jakiegoś baru, nawet jeśli tak renomowanego, w Warszawie i pokazywać jak ludzie jedzą i piją. Być może miało to jakieś głębsze przesłanie, ja go jednak nie odnalazłem. Zresztą nie tylko ja. Moi redakcyjni koledzy mieli podobne odczucia. Drogie Eleven! Nie chcemy więcej wejść z polskich barów, szczególnie tak niemerytorycznych! Jeśli jedziecie do Hiszpanii, to ma być Hiszpania! Koniec kropka.

A jak już jesteśmy w przy Hiszpanii. Barcelona jest pięknym miastem. Sagrada Familia, Las Ramblas, Park Guell. O ile jeszcze umieszczenie głównego studio na nadmorskiej promenadzie jest zrozumiałe, tak nie rozumiem sytuowania wejścia Marcina Gazdy w przerwie sobotniego meczu z lokalnym barze. Chcieliście pokazać czym różnią się takie miejsca w Polsce i Hiszpanii? Telewizja i miejsca, w których ludzie jedzą nie jest dobrym pomysłem. Zwłaszcza, że nie wszyscy się potrafią przed kamerą zachować. A to pokazało jedno z barcelońskich dzieci.

Bardzo dobrze natomiast wypadło studio w listopadzie przy okazji madryckiego „Gran Derbi”. Stanowisko reporterów zostało rozstawione pod samym Estadio Santiago Bernabeu. Przechadzający się w tle kibice, co tu dużo mówić, pomagali poczuć klimat tego dnia. Gorzej wyglądało to w sobotę. Morze, słońce, jeżdżący na deskorolkach i rowerach ludzie nie mają zbyt wiele wspólnego z piłkarskim świętem. I chociaż potrafią oddać klimat zdecydowanie lepiej niż cztery ściany i kilku facetów przy stole, to lepiej należy ocenić studio, a raczej jego miejsce przy okazji listopadowego klasyku.

Jeśli miałbym porównać Canal+ i Eleven od strony merytorycznej – obie stacje zasłużyłyby co najmniej na czwórkę. Tym co różni te dwa kanały jest podejście do widza. Oglądając „Gran Derbi” w C+ miałem wrażenie oglądania „mądrych głów” – nauczycieli, którzy na „El Clasico” zjedli zęby. Brakowało mi gdzieś wejścia w relację z widzem, luzu, o których przecież w Canalu+ wiedzą dużo. Wystarczy obejrzeć Ligę+ Extra, by zauważyć, że można w studiu rozmawiać merytorycznie, nie udając przy okazji Greka. Taki był jednak pomysł i konwencja reżysera i nie mnie to oceniać.

Jednak jako młodemu człowiekowi, zdecydowanie bardziej odpowiada mi podejście Eleven, które jest tworzone przez ludzi niewiele starszych ode mnie. Ani w listopadzie, ani w sobotę tego luzu nie brakowało. Odnosiłem wrażenie, że redaktorzy tej stacji są tam dla mnie. Mówią dla mnie, żebym się czegoś dowiedział, poznał atmosferę miasta w dniu tak wielkiego meczu. Przy okazji studia stacjonarnego, jak w Canal+, często odnoszę wrażenie, że prowadzący je oraz ich goście tworzą kółko wzajemnej adoracji, rozmawiając ze sobą i dla siebie. Wiem, że jest to moje subiektywne odczucie i Ty, drogi czytelniku, możesz się ze mną zupełnie nie zgadzać. Jednak podejście Eleven wnosi odrobinę świeżości, trochę życia do świata telewizji sportowych, w których wszystko jest robione jest „na jedno kopyto”. I chociaż nie wszystko wychodzi dobrze, vide bar Champions i dzieciak bawiący się lodem, to taka postawa jak najbardziej zasługuje na pochwałę. Duży plus wędruje również na konto Eleven za to, że zaczęli budować atmosferę już na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania. Pierwsze wejście z Barcelony miało miejsce o 15.50. Kolejne, na godzinę przed meczem, o 19.30.

 

Goście

Canal+ był ortodoksyjny także w tym temacie. Były, wspomniane już, próby zapraszania gości celebrytów. Zazwyczaj jednak były to te same, serwowane nam przez C+ aż do znudzenia twarze. Goście, nie goście, zatrudnieni w stacji eksperci pokroju Leszka Orłowskiego, czy też innego człowieka, który na co dzień komentuje dla Canalu mecze. Przy okazji takiego spotkania można było zdecydowanie postarać się bardziej i zafundować widzom jakieś nowe twarze.

Czego przez lata nie czynił lub czynił bardzo rzadko, zrobiło Eleven. Mam świadomość, że sobotni Klasyk był dopiero drugim transmitowanym w tej stacji, nie możemy więc jeszcze mówić o regule. Niemniej jednak podczas madryckiego spotkania gościem w studiu był Rafał Lebiedziński – dziennikarz, freelancer mieszkający na co dzień w Madrycie. Był on doskonałym uzupełnieniem redaktorów telewizji Eleven. Przedstawił wiele smaczków związanych z życiem Madrytu i tym, jak wygląda on w czasie Grand Derbi, a także ile dla tego miasta to spotkanie znaczy.

Gościem przy okazji sobotniego „El Clasico” w Barcelonie był Kuba Ostrowski, dziennikarz telewizji Eurosport. Ta postawa Eleven również zasługuje na pochwałę. Nie często się bowiem zdarza, by jedna telewizja zapraszała do swojego studia dziennikarza innej, konkurencyjnej. Pokazuje to, że w Eleven nie są zamknięci jedynie na swoich ludzi. Są w stanie otworzyć się na specjalistów spoza swojej listy płac, by podnieść jakość merytoryczną swojego studio.

Przegląd prasy

Oddzielny, krótki akapit należy się przeglądowi prasy. W Canalu+ niestety takiej praktyki brakowało. Jeśli już pojawiała się, to sporadycznie i ograniczała się do zaprezentowania okładek hiszpańskich dzienników.

Znów inaczej sytuacja wygląda w Eleven. Marcin Gazda przedstawiał o czym piszą hiszpańskie gazety. Nie ograniczał się też do samych okładek, ale opowiadał również o zawartości dzienników i przytaczał najciekawsze fragmenty, o których w Polsce mało kto miał okazję słyszeć.

Komentarz

W obu stacjach absolutna liga mistrzów. Nie mam, co do tego wątpliwości. Duet Wolski – Orłowski, czy też Laboga – Orłowski to najwyższy poziom. Ogromna wiedza, spokój, klasa, głosy, które już na zawsze będą nam się kojarzyły z ligą hiszpańską. Wcześniej też było wyśmienicie. Jacek Laskowski, który w Canalu+ odpowiadał za ligę hiszpańską, w przeszłości to człowiek, który o Hiszpanii, futbolu hiszpańskim czy latynoamerykańskim wie wszystko. I chociaż po odejściu do TVP obniżył odrobinę loty, to w czasach Canalu+ był w ścisłej czołówce komentatorów w Polsce.

„Dos de gala” z telewizji Eleven, czyli Patryk Mirosławski i Tomasz Ćwiąkała, to również bardzo wysoki poziom. Wiedza o Hiszpanii i fascynacja tym krajem bardzo pomagają przy komentowaniu Primera Divsion, w tym także Gran Derbi. Prezentują oni jednak inną szkołę komentowania. Podchodzą do tego bardziej na luzie, częściej wchodząc między sobą w interakcję. Widz czuje się przez to bliższy wydarzeniom. Odnosi wrażenie, jakby oglądał mecz z bardzo dobrze poinformowanymi o realiach hiszpańskiej piłki nożnej kolegami. Jedyna wada zarówno tego, jak i innych duetów w Eleven Sports to zbytnie spoufalenie się i częste docinki współkomentujących wobec siebie nawzajem. Części widzów taka postawa może przeszkadzać, tak więc z pewnością możemy to uznać za minus.

Socialmedia

Media społecznościowe to miejsce, które jest dziś równie ważne co telewizja. Oczywiście, w momencie, gdy Canal+ zaczynał transmitować La Liga, i co za tym idzie Gran Derbi,  socialmedia dopiero raczkowały. Wzrost ich znaczenia nie został jednak niezauważony przez ludzi w C+ i były one wykorzystywane do „zagajania” tematu Gran Derbi poprzez zapowiedzi czy filmiki promujące „El Clasico”. W zupełnie innej epoce do gry wkroczyło Eleven Sports. W 2015 roku socialmedia były już głównym kanałem promocyjnym, miejscem, w którym każdy szukał informacji na samym początku. Eleven doskonale zrozumiało tę rolę. Już na kilka dni przez „Gran Derbi” profile kanału zaczęły wypełniać się przeróżnymi ciekawostkami dotyczącymi poprzednich spotkań lub też dyspozycji najlepszych graczy obu drużyn.

 

Aktywni w socialmediach byli również redaktorzy telewizji, którzy z Barcelony, czy też wcześniej z Madrytu, relacjonowali przygotowania do Gran Derbi zamieszczając w nich filmiki i zdjęcia.

Podsumowując, przyznaję zwycięstwo Eleven Sports. Telewizja ta ma zdecydowanie mniejszy budżet oraz dysponuje znacznie uboższym zapleczem ludzkim, a mimo to nie boi się innowacji i nowych rozwiązań. Podejście Patryka Mirosławskiego i spółki do relacjonowania „El Clasico” jest powiewem świeżości w relacjonowaniu wydarzeń sportowych w Polsce. Nie twierdzę, że to co serwował Canal+ było do kitu. Wydaje mi się jednak, że w porównaniu z tym, co możemy oglądać teraz, było to już trochę nudne. Nie odbieram ludziom z C+ wiedzy, doświadczenia i profesjonalizmu. Myślę jednak, że w ich poczynania wkradła się rutyna, która przy okazji tak wielkiego wydarzenia może przeszkadzać. Nawet jeśli wciąż był to bardzo wysoki poziom. Wszak oglądanie Barcelony może się znudzić i trzeba sobie zrobić od niego przerwę.

 

Komentarze
Szczepan Jędrusik (gość) - 3 lata temu

Budżet to Eleven raczej ma ogromny skoro wykupili tyle praw sportowych i to od tych "bogatszych".

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze