Widzew liczył na przełamanie. Ambicje podopiecznych trenera Franciszka Smudy zostały podrażnione w poprzednim tygodniu – porażka przed własną publicznością z ŁKS-em 1926 Łomża (1:2). Mało tego, łodzianie ostatni raz smaku zwycięstwa w delegacji zaznali 1 października, pokonując w Nowym Mieście Lubawskim Finishparkiet (1:3). Czerwono-biało-czerwoni chcieli poprawić wyjazdowy bilans. Nie było to zadanie łatwe, ekipa trenera Bogdana Jóźwiaka na własnym terenie przegrała dotąd tylko raz – z liderem z Aleksandrowa Łódzkiego (0:2). Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że starcie Lechii z Widzewem było meczem o ligowy tron.
Prawie jak na reprezentacji
Zanim piłka poszła w ruch, na Stadionie Miejskim w Tomaszowie Mazowieckim zapachniało międzynarodowym futbolem. Obie jedenastki wychodziły na murawę przy akompaniamencie klubowego hymnu Lechii, co oczywiście nie dziwi. Jeśli mecz rozgrywany jest w „Sercu Łodzi”, piłkarzom wychodzącym z tunelu towarzyszy słynny „Taniec Eleny”. Ku zaskoczeniu wszystkich obserwatorów w niedzielę przed trzecioligową potyczką odegrano także melodię „Mazurka Dąbrowskiego”. Wszystko dlatego, że 11 listopada przypadała 99. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Spiker poprosił wszystkich obecnych na obiekcie o powstanie i odśpiewane zostały dwie zwrotki polskiego hymnu. Z przymrużeniem oka można stwierdzić, że kibice mogli się poczuć prawie tak, jakby grała reprezentacja – nie tylko ze względu na osobę jej byłego selekcjonera. Z jednej z telewizyjnych reklam doskonale jednak wiadomo, że prawie robi wielką różnicę.
Czas przełamań
Po chwili zadumy arbiter z Warszawy, Krzysztof Korycki, dał sygnał do rozpoczęcia gry. Od pierwszych minut aktywniejsi byli gospodarze. W 13. minucie to jednak Widzew otworzył wynik spotkania. Podanie w polu karnym od Adama Radwańskiego otrzymał Mateusz Michalski. Zawodnik stanął oko w oko z Mateuszem Awdziewiczem i pewnie posłał piłkę w lewy dolny róg bramki lechistów. Dla 26-letniego pomocnika było to pierwsze trafienie od 2 września, gdy na wyjeździe pokonał on golkipera rezerw Legii Warszawa. Po objęciu prowadzenia łodzianie zaczęli grać spokojniej, kontrolowali boiskową sytuację. Mogli podwyższyć, ale wysiłek aktywnego na prawej stronie Marcina Kozłowskiego marnowali jego koledzy. Gdy wydawało się, że do przerwy przyjezdni utrzymają skromne prowadzenie, nadeszła 43. minuta i ładny gol Jakuba Rozwandowicza. 25-letni napastnik – grający w przeszłości w barwach Widzewa w Młodej Ekstraklasie – wykorzystał dobre podanie od Łukasza Bociana i posłał futbolówkę w krótki róg bramki Patryka Wolańskiego. Dla niego – podobnie jak dla Mateusza Michalskiego – był to gol na odblokowanie się. Starszy z braci Rozwandowiczów (Maksymilian gra w ŁKS-ie Łódź – przyp. red.) ostatni raz na listę strzelców wpisał się 15 października, w domowej potyczce z Sokołem Ostróda (1:0).










