Górnik Zabrze zremisował 1:1 z Fenerbahçe, lecz pokazał się z genialnej strony. Wicemistrz Polski zmierzył się z wicemistrzem Turcji i brakowało niewiele do sprawienia ogromnej niespodzianki. Remis premiował gości, którzy utrzymali jednobramkową przewagę wypracowaną w Stambule. „Trójkolorowi” stępują ze ścieżki Ligi Mistrzów na trasę ku Lidze Europy.
Plan trenera
Górnik Zabrze i Fenerbahçe zmienili tylko jednego gracza względem konfrontacji sprzed ośmiu dni. W Zabrzu nie oglądaliśmy Maksyma Khlanii, który zaskakująco zasiadł na ławce rezerwowych. Taofeek Ismaheel zaznał zaufania od 44-letniego szkoleniowca, a Yvan Ikia Dimi zmienił stronę na lewą. Pozostali żołnierze zostali nienaruszeni i zdeterminowani szarpali się na Arenie Zabrze.
Ismail Kartal wypuścił w bój Marcosa Asensio, który wszedł jako zmiennik w pierwszym meczu. Triumfator Ligi Mistrzów w barwach Realu Madryt przereformował środek pola Turków, ponieważ Fred został cofnięty pięterko niżej. Hiszpan grał za plecami Andersona Talisci, dodając umiejętności gry z piłką i kontrolowania tempa rywalizacji.

Najgorszy scenariusz
Górnik Zabrze nie był do odczytania dla rywala po wczorajszej konferencji prasowej, ponieważ Michal Gašparík nie odkrył niczego. Słowak zaznaczał, że wszystko zależne jest od scenariusza spotkania. Trener miał całkowitą rację, gdy spojrzymy na przebieg potyczki. Zabrzanie mieli w pierwszej kolejności nie stracić dystansu do rywala, a w ataku miał nadejść odpowiedni moment. Ujrzeliśmy plan na odważniejszą grę, który nie okazał się jedynie pustymi słowami.
Jednak rzut karny pokrzyżował plany i zmusił do zmodyfikowania podejścia do tego dwumeczu. Anderson Talisca znalazł sposób na Philipa Schulzego po raz drugi w tej batalii i ponownie ze stałego fragmentu gry. Zabrzanie potrzebowali dwóch trafień do dogrywki od 12. minuty. Śmiały początek nie przyniósł niczego pozytywnego do tego spotkania, poza naruszoną nadzieją…
Ambicja
Trener gości powiedział, że lepiej powinna zostać zakończona pierwsza odsłona przez jego podopiecznych. Turcy dali się zepchnąć przez gospodarzy, którzy nie utracili wiary w końcowy sukces. 19-krotni mistrzowie Turcji próbowali wychłodzić spotkanie swoją grą z piłką. Fenerbahçe grało ostrożnie i przyspieszało sporadycznie swoja natarcia. Fred siał spustoszenie swoimi podaniami z pierwszego kontaktu, a Marco Asensio robił kółeczka z futbolówką i kontrolował tempo ataków. Matteo Guendouzi był wszędzie na palcu gry. Skrzydłowi nie mijali Erika Janży i Michala Sáčka. Wicemistrz Polski nie pękł mentalnie, lecz nakręcił się ze zdwojoną siłą.










