Gdy z zabrzańskiego klubu odchodzili Żurkowski i Gwilia, wiadomo było, że zawodników tych zastąpić będzie niezwykle trudno. Nadzieją kibiców był Artur Płatek, który na robieniu dobrych transferów zna się jak Magda Gessler na rewolucjach w lokalach. Po dwóch kolejkach ekstraklasy w wykonaniu Górnika widzimy jednak, że nowe nabytki klubu nie zasługują na gwiazdkę Michelin.
Przez lato środek pola Górnika ogołocony został z dwóch fenomenalnych zawodników. Szymon Żurkowski wyjechał do Włoch, a Gwilia – do Warszawy. Klub z Zabrza stracił zatem swoje płuca oraz, jak by nie patrzeć, dużą część serca. Całe szczęście zarząd zapowiadał, że w letnim okienku transferowym załata dziurę powstałą po dwóch wspomnianych wcześniej zawodnikach.
Do klubu trafili zatem Filip Bainović oraz gość, który w naszej lidze powinien robić furorę – Alasana Manneh, wychowanek tej FC Barcelony. Do składu powrócił także Szymon Matuszek, a gotowy do gry jest także Łukasz Wolsztyński. Jak jednak każdy (kto przez ostatnie dwa tygodnie śledził naszą ekstraklasę) wie, nowi zawodnicy zbyt wiele do gry zespołu nie wnieśli.
Słaby początek
Spotkanie z Wisłą Płock miało być pierwszym sprawdzianem dla nowo sprowadzonych na Roosevelta piłkarzy. Fakt, nie wszyscy spisali się źle – Erik Janża zaliczył całkiem udany debiut. Oprócz tego w grze Górnika trudno szuka się pozytywów, szczególnie jeśli pod lupę bierzemy wspomnianą dziurę, która powstała w środku pola.
Alasana Manneh, który miał być (i wciąż jest) nadzieją na to, że Górnik w końcu zacznie ładnie rozgrywać piłkę, zgasł. W Płocku chyba nie do końca potrafił odnaleźć swoje miejsce na murawie, a finalnie zszedł do szatni na przerwę i słuch po nim zaginął. Jego miejsce zajął Łukasz Wolsztyński, który pokazał, że nadal potrafi wnieść do zespołu nieco jakości. To on wywalczył piłkę przed polem karnym „Nafciarzy”, by posłać ją do Igora Angulo, który doskonałe podanie zamienił na bramkę.
Tego meczu do udanych na pewno nie zaliczy Szymon Matuszek, który zszedł przy stanie 1:0 dla Wisły Płock. Zawodnik, któremu w poprzednim sezonie zdarzało się wychodzić z opaską kapitana, w Płocku był zupełnie kimś innym. Zwykle harujący na boisku Matuszek był cieniem samego siebie.
Niemrawe spotkanie z Zagłębiem
Słaby występ Matuszka w Płocku zadecydował o tym, że ten w kolejnym spotkaniu usiadł na ławce. Jego miejsce zajął kolejny nowy zawodnik oraz debiutant w zespole Górnika Filip Bainović. Zmiana ta dała tyle co nic, bo Bainović był kompletnie niewidoczny i mało co wniósł do gry drużyny. Nie wyskakujmy jednak do przodu z ocenami, bo choć na razie nie wygląda to zbyt dobrze, to może chłopaki potrzebują po prostu czasu.











