Zapewne większość fanów polskiej piłki jest świadoma, że Rafał Gikiewicz po sezonie opuści Union Berlin. Obecność w tym klubie dała mu niesamowitą okazję do pokazania swoich umiejętności oraz wypromowania własnej osoby. Dzięki Ursowi Fischerowi wszedł na wyższy poziom i dzisiaj jest łączony z każdym niemieckim klubem, który ma braki na pozycji bramkarza. W Polsce zwracamy uwagę głównie na naszego krajana, ale wśród beniaminków Bundesligi jest parę perełek, na które warto rzucić okiem.
Dzisiaj zajmiemy się ekipami, które są najmniej doceniane. Najczęściej są stawiane na przegranej pozycji ze względu na brak ligowego obycia. Zwykle przyczyną ich klęsk jest brak funduszy lub niemożność dostosowania się do nowych warunków gry. Jednak razem z nimi do wyższej ligi często przechodzą postacie, które do tej pory były niezauważane lub ze względu na swoją charakterystykę nie miały szansy się zbytnio wyróżnić.
Drużyny beniaminków kompletując drużynę na pierwszy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej, szukają też graczy, który mieli jakiekolwiek obycie w bardziej renomowanych ekipach. Tę drogę przeszedł właśnie Rafał Gikiewicz – trafił on do stołecznej drużyny po sezonie spędzonym na ławce we Freiburgu. Dawid Kownacki również wie coś o takiej ścieżce. Młody Polak trafił do Fortuny Duesseldorf po długim pobycie na ławce we włoskiej Sampdorii. Obaj zdecydowanie mieli coś do udowodnienia, jeśli chcieli utrzymać się na wysokim poziomie.
Zawodnicy beniaminków są niejednokrotnie mylnie oceniani. Spora część kadry ma oczywiście pewne ograniczenia techniczne i mentalne. Przecież nie każdy może być czołowym graczem. Ale postronnym widzom umykają z oczu pojedynczy piłkarze posiadający niesamowitą historię i zdolni do rzeczy większych niż batalie o utrzymanie.
Nie tylko Gikiewicz. Union i jego polityka kadrowa
Pomysłem najbardziej znanego polskim kibicom beniaminka Bundesligi na walkę o utrzymanie było postawienie na doświadczenie. Niewątpliwym atutem okazała się oczywiście obecność na ławce trenerskiej wcześniej wspomnianego Fischera. Szwajcarski szkoleniowiec postanowił, że jego zespół skupi się w dużej mierze na defensywie. Klub umożliwił mu to i ściągnął odpowiednie wsparcie.
Do zespołu przyszli między innymi zapomniani przez niemieckich kibiców Neven Subotić i Christian Gentner. Ich obecność w takim klubie jak Union okazała się bardzo przydatna. Razem ze starą gwardią pojawiło się kilku innych ciekawych zawodników. Z linii defensywnej warto zwrócić uwagę na przyzwoitego Kevena Schlotterbecka, który podobnie jak Gikiewicz trafił do Berlina z Freiburga. Kto wie, czy przy odrobinie szczęścia nie wskoczy do pierwszego składu we Freiburgu.
Kogo jeszcze wypromował Union?
Gdyby tak wskazywać, kto się wyróżnił, kto wcześniej nie był znany, a teraz dobrze sobie radzi, to Marius Bülter. Zawodnik ściągnięty z FC Magdeburg, spadkowicza z drugiej ligi, zrobił dobre wrażenie. Też Sebastian Anderson, napastnik. To są zawodnicy, którzy z całą pewnością się wypromowali i gdyby Unionowi powinęła się noga, to oni na pewno nie spadną.










