W futbolu osiągnął niemal wszystko – wygrał ligę hiszpańską oraz angielską, sięgnął po trofeum Champions League, odebrał nagrodę Złotego Buta… Mógł osiągnąć jeszcze więcej. Wiedział jednak, kiedy zejść ze sceny niepokonanym. Teraz Henrik Larsson ma przed sobą kolejne wyzwanie – właśnie stanął u progu kariery trenerskiej.
„Kiedy tylko zacząłem chodzić miałem futbolówkę u swoich stóp” – takie słowa zamieścił na swojej stronie internetowej urodzony 20 września 1971 roku w Helsinborgu syn marynarza, imigranta z Wysp Zielonego Przylądka oraz Szwedki. Henrik już w wieku 16 miesięcy dostał od ojca pierwszą piłkę. To właśnie jemu zawdzięcza pasję, która jest z nim od dziecięcych lat. Tą pasją jest oczywiście piłka nożna. Swój czas poświęcony na zabawę, młody Henke najczęściej spędzał na boisku razem ze swoimi braćmi (Kimem i Robertem) z futbolówką przy nodze. Jego pasją były też pływanie oraz unihokej, który jest bardzo popularny w Szwecji. Jako młody chłopiec z zaciekawieniem oglądał mecze, szczególnie Liverpoolu oraz Tottenhamu. Kilkadziesiąt razy obejrzał też film opowiadający o życiu Pelego. Mówił, że chciałby być taki jak on. Również w szkole wyróżniał się wśród rówieśników tym, że nie chciał być ani maszynistą, ani strażakiem, ale piłkarzem. Chyba sam wtedy nie myślał, że zostanie tak znakomitym futbolistą.

Henrik Larsson już w wieku sześciu lat dołączył do swojej pierwszej szkółki piłkarskiej – Hogaborg BK w Helsingborgu. Tam trenował i kształcił się na zawodowego piłkarza. Kiedy miał dwanaście lat, zaczął mieć problemy ze wzrostem. Mimo swej szybkości wyraźnie nie dawał sobie rady z rosłymi rówieśnikami. Rok później cały sezon rozgrywek dla młodzieży przesiedział na ławce. Wydawało się, że to koniec marzeń o zawodowym kopaniu piłki, gdyż Henke stracił cały entuzjazm, który go motywował do ciągłego pracowania nad sobą. Jednak trener młodzieżówki powiedział mu, że ma jeszcze czas, aby osiągnąć swój optymalny wzrost, oraz, że talent nigdy nie wystarczy, kiedy nad nim nie pracujemy. Te słowa odnowiły w Henriku zapał, który otaczał go podczas niemal całej młodzieńczej kariery.
Można powiedzieć, że Szwed zaczął swoje dorosłe życie już w wieku piętnastu lat, kiedy całe wakacje trenował z pierwszym zespołem. Potem musiał zarabiać na siebie między innymi pakując warzywa i owoce w magazynie albo pilnując dzieci w ośrodku. Rok później po swoim pierwszym seniorskim treningu został przeniesiony do pierwszej drużyny, a swoje pierwsze 90 minut zagrał, gdy miał 17 lat. Był wtedy bardzo szczęśliwy i jak sam powiedział, kochał to, co robił.
Talent Henrika został dostrzeżony, kiedy ten przekroczył próg 21 lat. Szwed był obserwowany przez skautów lokalnego Helsingborgu. Wkrótce Henke dostał telefon z ofertą kontraktu. Zgodził się od razu na śmieszną umowę, która gwarantowała wynagrodzenie na poziomie 300 funtów miesięcznie bez dodatkowych premii. Jednak jak wiemy, nie pieniądze są dla Larssona najważniejsze. Pasja i chęć zrealizowania marzeń kierowały młodym Szwedem i jak potem się okazało, poszły w dobrą stronę.












