Można go lubić bądź nie. Można jednocześnie doceniać jego wkład wniesiony w polski futbol lub drwić z jego ostatnich klęsk i mówić, że się wypalił. Franciszka Smudę jednak niełatwo zniechęcić, dlatego dziś zamiast wygodnego fotela 70-letni szkoleniowiec wybrał ławkę trenerską.
7 listopada 2016, Górnik Łęczna ogłasza, że nowo zatrudnionym szkoleniowcem, który ma zastąpić na tym stanowisku Sławomira Nazaruka, będzie nie kto inny jak Franciszek Smuda. Legenda polskiego futbolu, człowiek, który niegdyś awansował z Widzewem do Ligi Mistrzów, ten sam, któremu można zawdzięczać jeden z najbardziej emocjonujących meczów w historii polskiej piłki, czyli pojedynek o mistrzostwo pomiędzy Legią a Widzewem właśnie.
Nazwisko Smuda to jednak nie same sukcesy, to również wielkie rozczarowania, jak to z 2012 roku, gdy już jako selekcjoner reprezentacji Polski poległ, nie wychodząc z wydawałoby się najłatwiejszej grupy. Następne lata to jednak równia pochyła, ale prawdziwego mężczyznę zgodnie z powiedzeniem poznaje się po tym, jak kończy.
Mając już 70 wiosen na karku, obecny trener Górnika Łęczna jest już na ostatniej prostej w swej niezwykle bogatej i barwnej drodze, jaką przebył w nie tylko polskiej piłce. Wielu mogłoby chcieć odejść na bok i powiedzieć „dość”, jednak nie on. Pomocną dłoń wyciągnęła drużyna z Łęcznej walcząca o awans do I ligi. Czy cel uda się zrealizować?
Drugie podejście
Rok 2016 dla Górnika Łęczna był ostatnim w ekstraklasie. Po tym jak klub prowadziło w sezonie aż trzech trenerów, zespół pożegnał się z najwyższym szczeblem rozgrywkowym w Polsce, a i rok później okazał się zbyt słaby nawet na I ligę.
Gorzki smak porażki po raz kolejny w swoje karierze poczuł także popularny „Franz”, ale nie ten grany przez Bogusława Lindę w filmie „Psy”, lecz Smuda, który to miał czynić cuda. Tych jednak nie było, a dwa ostatnie mecze przeciwko Jagiellonii Białystok oraz Legii Warszawa, przegrane po 0:5, pokazały, że coś już się chyba wypaliło.

Gdy Górnik już bez Smudy w I lidze bił się o utrzymanie, to sam trener próbował po raz kolejny podbić serca fanów łódzkiego Widzewa, lecz ani pierwszym, ani drugiemu nie wychodziło.
Łęczna, jak zostało wspomniane, pożegnała się z ligą, a trener nie wywalczył oczekiwanego awansu. Nastał jednak nowy sezon, a z nim nowe nadzieje. Górnik postawił na jednego trenera, potem drugiego, aż w końcu jak dwa lata wcześniej postanowił dać szansę staremu znajomemu. Tym razem nie czekano do grudnia, lecz już w trakcie trwania rundy jesiennej dano trenerską batutę.
Niepokonani

Ponoć drugi raz do tej samej rzeki się nie wchodzi. Dla Franciszka Smudy to jednak chleb powszedni. Tak było w przypadku Wisły Kraków czy wspomnianego Widzewa Łódź, dlaczego więc miałoby być inaczej z Górnikiem?











