Lech Poznań w końcu przełamał się w spotkaniach ze Śląskiem Wrocław. Zakończył serię bez wygranej z tym zespołem i, triumfując na własnym stadionie, umocnił się na pozycji lidera ligowej tabeli. Nie był to dla „Kolejorza” łatwy mecz, ale drużynie Nielsa Frederiksena udało się pozostać na zwycięskim szlaku. W dużo gorszych nastrojach do Wrocławia wracają podopieczni Jacka Magiery, których gra zdecydowanie nie napawa optymizmem i nie daje wielkich nadziei na przyszłość. To spotkanie rozjaśniło wątpliwości wokół tych zespołów, a dla obu ekip może być przełomowe.
Trener Jacek Magiera na pomeczowej konferencji prasowej mówił, że przy lepszej grze w defensywie jego podopiecznych Śląsk mógł wywieźć z Poznania przynajmniej punkt. Faktycznie, długimi fragmentami tego spotkania Lech męczył się, próbując przełamać mur postawiony przez przyjezdnych. Ostatecznie Filip Szymczak po zgraniu Bryana Fiabemy zdołał pokonać Rafała Leszczyńskiego i wyprowadzić Lecha na prowadzenie. „Kolejorz” pokazał, że potrafi wygrywać w mniej efektownym stylu. Natomiast Śląsk Wrocław daje swoim sympatykom coraz więcej powodów do niepokoju.
Kluczowy moment Szymczaka
Jedyną bramkę dla Lecha Poznań w tym spotkaniu zdobył Filip Szymczak, którego Niels Frederiksen stara się konsekwentnie odbudować. Dla wychowanka „Kolejorza” jest to trzeci mecz z rzędu z golem. A w starciu ze Śląskiem Szymczak nie zawiódł jako napastnik wychodzący w wyjściowej jedenastce. W grze Lecha było oczywiście widać brak Mikaela Ishaka. Szwed świetnie utrzymuje się przy piłce w pobliżu pola karnego rywala. Ale najważniejszym zadaniem napastnika jest strzelanie bramek i w tym aspekcie Szymczak nie zawiódł. Po meczu w mix-zonie mówił dziennikarzom, że w końcu trenuje jako typowy napastnik, łapie automatyzmy potrzebne do gry dla tej pozycji. I zaczynamy widzieć tego efekty.
Jego bramka była szczególnie istotna, ponieważ w drugiej połowie meczu w szeregi „Kolejorza” zaczynały wkradać się nerwy. Również kibice wściekali się na sędziego Piotra Lasyka, a żółtą kartkę zarobił nawet Niels Frederiksen. Na dodatek Śląsk wyglądał, jakby zaczynał się przyzwyczajać do tempa, które od początku nadawał Lech Poznań. Gdy zwycięstwo stawało pod coraz większym znakiem zapytania, sytuację uspokoił właśnie Filip Szymczak. Piłkarz, który do niedawna był przez kibiców bardzo krytykowany, w meczu ze Śląskiem Wrocław został nagrodzony przez zgromadzonych na stadionie fanów oklaskami. Były to brawa, na które w pełni zasłużył.











