Filip Marchwiński w sezonie 2024/2025 opuszczał Lech Poznań jako wielka nadzieja polskiej piłki. Świeżo po fantastycznym sezonie zmienił „Kolejorza” na włoskie Lecce. Kierunek z miejsca wydawał się dziwny pod kątem szans na grę oraz jego stylu, aczkolwiek nikt nie spodziewałby się, że ta historia skończy się tak źle. Niedługo ponownie ujrzymy go na boiskach PKO BP Ekstraklasy, lecz tym razem w barwach Cracovii.
Włoska przygoda
24-latek trafił do drużyny Lecce z dużymi oczekiwaniami. Wychowanek Lecha miał już za sobą sześć sezonów w profesjonalnej piłce, podczas których wyglądał obiecująco. W pierwszej drużynie „Kolejorza” zanotował 166 występów, 28 bramek oraz 11 asyst, a to wszystko w wieku 22 lat. Włochy wydawały się ciekawym kierunkiem na rozwijanie dalej talentu. Kibicom dał się poznać w najlepszy możliwy sposób, strzelając dwie bramki w spotkaniu z Niceą w trakcie okresu przedsezonowego. Kolejnym krokiem był debiut w Serie A z Atalantą w już 1. kolejce. Następnie dwa razy wystąpił w meczach pucharowych, a w jednym z nich wyszedł nawet w podstawowej jedenastce. Jak się później okazało, były to jego jedyne występy w koszulce Lecce.
W następnych meczach nie był wybierany do składu, a później przytrafiały mu się ciągłe kontuzje. Dwa razy uraz stawu skokowego, a następnie zerwane więzadła krzyżowe, co po podsumowaniu dało nam 302 dni i 33 kolejki opuszczone ze względu jedynie na kontuzje. Do pełnej sprawności fizycznej wrócił dopiero w końcówce ubiegłego roku, co utrudniło mu zbudowanie pozycji w drużynie. Do końca sezonu nie udało mu się jej także odbudować. Marchwiński mimo ciągłego pobytu na ławce rezerwowych ani razu nie wszedł na boisko na choćby minutę. Takim sposobem każdy spodziewał się, że przygoda Filipa we Włoszech musi dobiec końca i tak też się wydarzyło. Filip Marchwiński dołącza do Cracovii na zasadzie wypożyczenia.











