Kolejny raz potwierdził to w rozegranym El Clasico. Kibice Realu Madryt czekali na jego powrót do gry długimi miesiącami. Ostatni raz na boisku swojego cracka widzieli w maju poprzedniego roku. Od tego czasu każdy mecz wiązał się z obawami co do gry lewego obrońcy, jak i całej defensywy. Wrócił Mendy, wróciła normalność i stabilizacja.
Tak jak ludzie czekają cały rok na okres grudniowy – święta Bożego Narodzenia i sylwestra – tak kibice Realu Madryt od maja marzyli o tym, żeby w końcu na lewą stronę powrócił Ferland Mendy. Wrócił, i to w jakim stylu. Absolutnie nie widać, żeby miał pięć miesięcy przerwy od gry w piłkę. Wchodzi na boisko z pewnością siebie i charakterystyczną dla siebie olbrzymią jakością.
Tęsknota za Mendym nie mogła dziwić. Carlo Ancelotti musiał kombinować na wiele sposobów, jak uzdrowić lewą stronę obrony Realu Madryt pod nieobecność francuskiego cracka. Na tej pozycji w tym sezonie zagrali już: Miguel, Marcelo, Nacho, Alaba czy Camavinga. Powrót Mendy’ego rozwiązuje ten problem.
Przedryblować Mendy’ego łatwo nie jest, wyprzedzić też, o przepchnięciu go nie ma mowy. Jedyne, na co można liczyć w starciach z tym zawodnikiem, to nadzieja, że popełni jakiś błąd, bo to akurat zdarza się każdemu, ale jemu niezwykle rzadko.
Transfer Zidane’a
Również Carlo Ancelotti od zawsze cenił francuskiego lewego obrońcę. Ferland Mendy, grając jeszcze w barwach Lyonu, podobno był w kontakcie z obecnym trenerem Realu Madryt, który wówczas widział go w swojej jedenastce Napoli. Na całe szczęście dla kibiców Realu Madryt trafił on jednak do stolicy Hiszpanii.
Jednak miejsce w składzie musiał sobie wywalczyć. Marcelo wówczas nie był jeszcze w tak dramatycznej formie jak obecnie, więc nie było to zadanie wybitnie łatwe, choć do trudnych też nie należało. Zidane chciał zmieniać styl gry Realu Madryt na pewniejszy w defensywie, a w takiej sytuacji oczywistym wyborem ponad Marcelo był właśnie Mendy.
Francuz w pierwszej drużynie Realu Madryt zadebiutował wtedy, gdy wszyscy uczniowie płaczą z tęsknoty za wakacjami. Pierwszy raz w białej koszulce „Królewskich” wybiegł na boisko 1 września 2019 roku. Początki były trochę nieśmiałe, być może było to związane z presją ceny (Real zapłacił prawie 50 milionów euro). Jednak gdy nieśmiałość minęła, zobaczyliśmy prawdziwy potencjał i talent Ferlanda.
Gdy już zadomowił się w pierwszym składzie, w Madrycie zaczęto liczyć mecze ligowe, których z Mendym Real nie przegrywał, a także stracone gole, których liczba magicznie spadła właściwie do zera.











