FC Barcelona – Real Madryt było hitem 35. kolejki La Ligi. Było to spotkanie absolutnie spektakularne. Mecz, który zmuszał nas do oglądania go do samego końca. Zasiadając w fotelach lub też na stadionie nie wiedzieliśmy, co wydarzy się za parę sekund. To była rewelacyjna rywalizacja, która najprawdopodobniej zaważyła o tym, kto sięgnie po Mistrzostwo Hiszpanii w tym sezonie. Barcelona pokonała 4:3 „Królewskich”. Po pierwszym kwadransie podopieczni Carlo Ancelottiego prowadzili 2:0, aby ekipa Flicka mogła dokonać kolejnej remontady. Co to był za mecz!
Polacy w Barcelonie
W Barcelonie byłem od piątku. Momentami czułem się, jakbym nigdzie nie poleciał. Dookoła mnie język polski przenikał przez język hiszpański, a chwilami polski był językiem dominującym. Rodacy przylecieli do stolicy Katalonii, aby wspierać swoich reprezentantów. Także tych na emeryturze. Tylko koszulki na plecach z numerem „19” obserwowałem częściej niż z nazwiskiem Lewandowski. Polscy piłkarze są fundamentalnymi elementami tegorocznej ekipy trenera Flicka.

Przed podróżą na swoje pierwsze El Classico powtarzałem, że lecę obejrzeć być może ostatni taki mecz z dwoma polskimi akcentami. Myślę, że nie byłem jedyną osobą, która tak myślała. Pewnie możemy czuć zawód, że oglądaliśmy „Lewego” tylko w trakcie rozgrzewki. Dla mnie była to okazja do zobaczenia po raz pierwszy Roberta Lewandowskiego. Tym razem się nie udało. Jednak po takim spektaklu nawet brak napastnika „Blaugrany” zostanie wybaczony. Mam nadzieję, że wszyscy bawiliśmy się nieziemsko i chwile spędzone w niedzielne popołudnie zapamiętamy do końca życia.
Anty(bohater)
Skoro mowa już o Polakach to spójrzmy, jak oni nam się zaprezentowali. Wojciech Szczęsny jest człowiekiem, któremu niejeden emeryt zazdrości. Forma, przygody, a przede wszystkim to, jak nadal on gra w piłkę. Przecieramy oczy ze zdumienia obserwując przemianę byłego bramkarza reprezentacji z Polski. Po błędzie Cubarsiego, który skrzętnie wykorzystał francuski snajper Realu, Szczęsny wyszedł z bramki. Polak był spóźniony i ewidentnie wpadł w Kyliana Mbappe. Najskuteczniejszy zawodnik Realu wykorzystał rzut karny, który sam wywalczył. Choć bramkarz wyczuł kierunek strzału, nie dał rady sparować futbolówki.

Nie był to mecz życia Wojciecha Szczęsnego. Jednak po tej potyczce – poza faulem – nie możemy nic zarzucić bramkarzowi gospodarzy. Przy żadnej bramce nie mógł zrobić niczego lepiej, inaczej. On grał cały czas swoje. Wychodził na przed pole. Chciał aktywnie wspierać swoich partnerów z defensywy. Dodajmy, że w ostatnich chwilach meczu, przy rezultacie 4:3, był w stanie wygrać pojedynek z Kylianem Mbappe. I w tej chwili pokazał się niczym bohater, który ratuje świat przed złem. Z jakże złego wejścia w nogi napastnika „Królewskich” po obroniony strzał w kulminacyjnym momencie.













