Wtorkowe mecze kibicom piłkarskim w Europie dostarczyły sporych emocji. Nie inaczej powinno być w środę. Smaczku konfrontacjom zaplanowanym na ten dzień dodaje fakt, że obie mają zdecydowanych faworytów. Na pewno doda to motywacji teamom niedocenianym, by pokazać klasę i pokonać teoretycznie silniejszych rywali.
Na Stadio Giuseppe Meazza San Siro po raz kolejny w roli kopciuszka stanie CSKA Moskwa. Tym razem podopieczni Leonida Słuckiego będę musieli zmierzyć się z mistrzem Włoch, Interem Mediolan. Potyczka z graczami Jose Mourinho będzie dla „Wojskowych” o wiele cięższa niż ta z 1/8 finału, w której wyeliminowali Sevillę. Najlepszy klub z Półwyspu Apenińskiego w ostatnim czasie w lidze prezentuje się różnie. Potrafili w rozgrywkach międzynarodowych poradzić sobie z faworyzowaną Chelsea, by w Serie A stracić punkty na niepotrzebnym remisie z Palermo lub prestiżowej porażce z Romą.

Piłkarze CSKA w Premier Lidze także nie są orłami. Udało im się ograć niezbyt silne Amkara Perm i Anży Machaczkała. Jednak gdy przyszło zmierzyć się z naprawdę mocnym rywalem, Dynamem Moskwa, to przeciwnicy dyktowali warunki gry. Natomiast podopieczni Słuckiego tylko szczęściu oraz dobrej postawie swojego bramkarza, Igora Akinfiejewa, zawdzięczają, że w starciu z nimi w ogóle wywalczyli punkty. Wydaje się, że Rosjanie nie stanowią zagrożenia dla Interu, a „Niebiesko-czarni” bez większych problemów powinni awansować do półfinału.
Podobnie ma się sytuacja drugiego środowego starcia. Arsenalowi Londyn daje się niewielkie szanse, na awans do kolejnej fazy. Zdecydowanie wyżej stoją akcje obrońcy tytułu klubowego mistrza Europy, FC Barcelona. Trudno nie być faworytem każdego starcia, jeżeli ma się w składzie takich zawodników jak Xavi, Thierry Henry czy Lionel Messi. Reprezentant Argentyny w ostatnim czasie trafia niemal jak na zawołanie, zdobywając w ostatnich siedmiu meczach jedenaście bramek. Arsenal nie dysponuje aż taką siłą rażenia. Podopieczni Arsene’a Wengera są skuteczni, potrafią stworzyć zagrożenie w polu karnym przeciwnika, tworzą zgrany zespół, lecz Cescowi Fabregasowi oraz Andriejowi Arszawinowi i spółce jeszcze wiele brakuje do osiągnięcia poziomu swoich hiszpańskich przeciwników.
Jednak, jak pokazuje chociażby ta edycja najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych w Europie, faworyci nie zawsze wygrywają. Dowiodły tego chociażby AC Milan, pokonując na wyjeździe Real Madryt, czy Rubin Kazań, upokarzając… Barcelonę na Camp Nou. To „Blaugrana” ma jednak więcej szans na odniesienie zwycięstwa i wielką niespodzianką będzie każdy inny wynik, niż pokonanie „Kanonierów” na ich terenie.










