Po słabej grze Wisła Kraków przegrała u siebie z Odense w pierwszym meczu fazy grupowej Ligi Europejskiej 1:3. Honorową bramkę dla mistrzów Polski zdobył Andraż Kirm.
Wisła rozpoczęła mecz nieco nerwowo, już w pierwszej minucie defensorzy mieli spore problemy z wyekspediowaniem piłki z własnego pola karnego. W ataku było podobnie, podania były niedokładne i nieprzemyślane, skutkujące często przechwytami Duńczyków, a jeden z takowych zakończył się ładną szarżą i zagraniem w pole karne Petera Utaki. Żaden z kolegów Nigeryjczyka nie dopadł jednak do piłki. Jako że w pierwszych 10 minutach trudno się było doszukać jakichkolwiek przesłanek pozwalających nazwać mecz ciekawym, uwagę zwracał nawet w połowie niezapełniony stadion gospodarzy oraz ich wyjściowy skład, zawierający zaledwie jedno polskie nazwisko (Sobolewski).

W rzeczonej 10. minucie miała miejsce kolejna akcja Duńczyków, Ruud ładnie znalazł się z piłką na prawym skrzydle i dokładnie dośrodkował na głowę Utaki, który pomylił się minimalnie. Po chwili groźnie z dystansu strzelał Gislasson, a piłka po rykoszecie wyszła na rzut rożny. Po nim goście również byli blisko bramki, ale z niewielkiej odległości chybił Johansson. Kolejne z kolei wejście Utaki w pole karne przyniosła faul Jaliensa na potężnie zbudowanym napastniku gości, jednak sędzia tego przewinienia nie zauważył. Przewaga Odense w pierwszym kwadransie nie podlegała dyskusji, a gra bloku obronnego mistrzów Polski pozostawiała bardzo wiele do życzenia.
Wisła nie była nijak w stanie zaatakować wicemistrza Danii, dryblingów próbowali zarówno Melikson, jak i Iliew, jednak nie przynosiło to żadnego efektu w postaci strzału na bramkę czy choćby dośrodkowania w pole karne. W 26. minucie kolejną akcję, po fatalnej stracie Kirma, który potknął się o własne nogi, przeprowadziło Odense, jednak zamykający ją Soerensen uderzył piłkę niczym amator. Zupełnie inaczej strzelał po chwili z dystansu Bernard Mendy, ale i jemu ostatecznie zabrakło dokładności. Podobnie było z Andrażem Kirmem, który po świetnym, prostopadłym podaniu Bitona znalazł się w niepowtarzalnej okazji na zdobycie bramki otwierającej. Słoweniec źle przyjął piłkę i jeszcze gorzej próbował strzelać nad (a konkretnie w) interweniującego golkipera gości. Ta sytuacja, a także kolejne minuty świadczyły o tym, że Wisła zaczyna powoli dochodzić do głosu.
W 33. minucie świetnie z głębi pola dośrodkował Dragan Paljić, a ładny i mocny strzał głową, oddał Dudu Biton. Sędzia dopatrzył się jednak spalonego. Chwilę później ponownie z Utaką musiał zmagać się Jaliens, skończyło się strzałem po rykoszecie, który z trudem sparował Pareiko. W kolejnej akcji znowu pokazał się Biton, najpierw ładnie odbierając piłkę, a potem podręcznikowo niwecząc akcję bezmyślnym podaniem do rywala. Podobnie postąpił Gervasio Nunez, który zachował się niczym słup soli, nie przyjmując podania od Sobolewskiego. Piłka niestety trafiła do doświadczonego Johanssona, który mimo asysty obrońców nie miał kłopotów z pokonaniem Pareiki. 0:1 przy Reymonta! Swój kardynalny błąd próbował chwilę później naprawić Nunez, jednak jego strzał z rzutu wolnego okazał się minimalnie niecelny. Tymczasem kolejne okazje na zdobycie bramki mieli Duńczycy, jednak za każdym razem brakowało im nieco dokładności (w ostatniej minucie niemal stuprocentową szansę, po błędzie Chaveza, miał Utaka, jednak po raz kolejny powstrzymał go Pareiko). Wisła grała słabo, Odense było co najmniej o klasę lepsze, co odzwierciedlał wynik do przerwy.











