Za nami już sześć pojedynków inaugurujących sezon I ligi. Rozgrywek posiadających swój specyficzny klimat, który już od pewnego czasu coraz bardziej nas fascynuje. Jasne, może to nie takie opakowanie jak ekstraklasa, a i poziom nie zawsze powala na kolana. Jednakże zawartość potrafi być czasem równie ujmująca, dlatego też z większą chęcią chcemy spoglądać na zaplecze. Co działo się w trakcie piątkowych i sobotnich spotkań?
Zimny prysznic dla Górnika
Jeśli ktoś jeszcze przypuszczał, że najbliższy rok pierwszej ligi będzie dla spadkowiczów spacerkiem, po pierwszej kolejce chyba na dobre powinien zmienić zdanie. Faktem jest, że w piątek Górnik dość boleśnie zetknął się z nową rzeczywistością. Wprawdzie zabrzanie nie byli tłem w pojedynku z Miedzią, jednak po błędzie na własne życzenie ostatecznie ponieśli porażkę na inaugurację. Dodatkowo obnażyli swoje braki, takie jak np. brak strzelca z prawdziwego zdarzenia. Trenerowi Broszowi nie zazdrościmy, bo przed nim spore oczekiwania, a skład pozostawia trochę do życzenia.
Zawodnicy Ryszarda Tarasiewicza zagrali z kolei na bardzo solidnym poziomie, który tego dnia wystarczył do zgarnięcia pełnej puli. Szczególnie nieźle poczynał sobie Forsell, w którym widzimy naprawdę spory potencjał. Generalnie jeszcze nie pora wyskakiwać z odważnymi deklaracjami wobec zespołu z Legnicy, ale komentujący spotkanie Andrzej Iwan przyznał, że zobaczył chyba najlepszą Miedź, odkąd komentuje I ligę. Odważne słowa.
Wyrachowanie „Górali”
W odmiennych nastrojach mogą być natomiast piłkarze Podbeskidzia, którzy pewnie opuszczają Grudziądz z trzema punktami na koncie. Jeśli szukać odpowiedniego słowa opisującego ten mecz, najlepiej oddaje to hasło cwaniactwo. To właśnie w głównej mierze zimną krwią i rutyną zawodnicy z Bielska bez większych problemów poradzili sobie z ekipą Jacka Paszulewicza, strzelając dwa gole i zachowując czyste konto. Gwoli sprawiedliwości trzeba oddać, że gospodarze mieli swoje okazje, a bardzo dobrze dysponowany był Rafał Leszczyński, który prawdopodobnie będzie golkiperem nr 1, przynajmniej na początku sezonu.
Trudno powiedzieć, na jak długo wystarczy podopiecznym Dariusza Dźwigały gra oparta na doświadczeniu i indywidualnych umiejętnościach, ale nie zmienia to faktu, że tacy gracze jak Demjan czy Podgórski to z pewnością duże atuty w batalii o powrót do ekstraklasy. Pół żartem, pół serio jeden sukces spadkowiczowi udało się już osiągnąć. Piłkarze przełamali to paskudne fatum porażek towarzyszące im od rozpoczęcia fazy play-off w ubiegłym sezonie.
W Katowicach po staremu
Jak co roku w stolicy Górnego Śląska wielkie oczekiwania, a potem gong na start. Na razie zespół zmieniony przybyciem dziesięciu nowych zawodników wywrócił się już na pierwszej przeszkodzie w postaci Wigier Suwałki. I chociaż szanujemy trenera Dominika Nowaka, ponieważ to strateg jakich mało, to jednak nie można pozbyć się wrażenia, że „Gieksa” mając ogromne aspiracje, powinna ugrać trzy punkty. Niestety zamiast miłego otwarcia sezonu, katowiczanie przegrali, a ich występ publika podsumowała gwizdami. A gdy dodamy do tego fakt, że to tak naprawdę już druga porażka, wszak drużyna Jerzego Brzęczka dostała bęcki w Pucharze Polski od Radomiaka, to cóż… zastanawiające, kiedy puszczą pierwsze hamulce. I kto padnie ich ofiarą.











