Fot. Radość piłkarzy Lecha po golu Manuela Arboledy
Europejska klubowa piłka nożna to nie tylko piękno futbolu, wspaniałe bramki i walka do ostatniej minuty. To także matematyka i statystyka, co widać w postawie Lecha Poznań w europejskich pucharach. Zapraszam do lektury notowań krajów i klubów Europy po dwóch kolejkach rozgrywek faz grupowych.
Najwięcej punktów do rankingu krajowego: FC Kopenhaga (Dania)
Zasady tworzenia rankingu krajowego UEFA przybliżyłem w artykule w ramach cyklu „Matematyka po europejsku”.
Choć pozornie może się wydawać, że w rankingach powinny dominować drużyny takie, jak Chelsea lub Arsenal, które wygrały dwa mecze w Lidze Mistrzów. W początkowych fazach rozgrywek europejskich na pierwszym planie powinny być drużyny, które zdobywały punkty do rankingu w meczach kwalifikacyjnych. Tak jest w przypadku Kopenhagi, która do współczynnika Danii dorobiła już 10,5 punktu, czyli tylko pół oczka mniej niż dotychczas wszystkie kluby naszego kraju! Duńczycy uzyskali 2,5 za dwa zwycięstwa i remis w kwalifikacjach do LM, cztery za udział w fazie grupowej Champions League i kolejne cztery za zwycięstwa z Rubinem i Panathinaikosem.
Lech Poznań wciąż walczy o lepsze jutro polskiej piłki nożnej (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Punkt mniej zdobył Besiktas, który w ośmiu meczach pucharowych tego sezonu ani razu nie przegrał! „Czarne Orły” za wyeliminowanie Vikingura, Viktorii Plzen i HJK Helsinki (pięć zwycięstw i jeden remis) otrzymały notę 5,5. Kolejne cztery przyniosły zwycięstwa w fazie grupowej Ligi Europejskiej z CSKA Sofia i Rapidem Wiedeń.
Ostatnie miejsce na podium tej klasyfikacji zajmuje Partizan Belgrad, który grę w europejskich pucharach zaczął od II rundy kwalifikacyjnej! Po wyeliminowaniu Pjunika, HJK Helsinki i Anderlechtu Serbowie za cztery zwycięstwa i dwa remisy otrzymali łącznie pięć punktów. Wprawdzie dorobku tego nie poprawili swoimi występami w Lidze Mistrzów, jednak za sam udział w fazie grupowej tych elitarnych rozgrywek przyznaje się cztery punkty, co w sumie daje mistrzowi Serbii dziewięć.
41. miejsce w tym rankingu przypada w udziale Lechowi Poznań, który zgromadził jak na razie 5,5 punktu, a więc tyle, co grecki PAOK Saloniki. „Kolejorz” po oczku dostawał za zwycięstwa z Interem Baku i Dnipro Dnipropietrowsk oraz pół za remis z Ukraińcami przy Bułgarskiej. Kolejny punkt lechici otrzymali za remis w Turynie, a dwa za pokonanie Red Bulla Salzburg w meczu 2. kolejki fazy grupowej.
Wnioski nasuwają się same: wcześniejszy start w europejskich pucharach ma swoje pozytywy. Dzięki pokonywaniu rywali w fazach kwalifikacyjnych, zespoły nie tylko szybciej wchodzą w rytm meczowy, ale też wydatnie pracują na konto danej federacji. Z tego względu po dwóch kolejkach faz grupowych europucharów w czołówce nie ma mistrzów czołowych krajów na świecie, którzy rozegrali dopiero dwa mecze w tym sezonie.
Najwięcej punktów do rankingu krajowego: Anglia
1. Anglia 43,5 pkt 2. Włochy 37 pkt 3. Niemcy 36 pkt 25. Polska 11 pkt
Z racji tego, że Anglicy i Włosi wystawiają rokrocznie po siedem drużyn do walki o trofeum Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej, kraje te mają większe szanse na zdobycie punktów rankingowych. Pomimo tego, że pozycję synów Albionu osłabia fatalna postawa Aston Villi, która do dorobku Anglii dołożyła marne pół punktu za remis z Rapidem, fakt posiadania czterech drużyn w fazie grupowej LM, osiem zwycięstw, cztery remisy i ani jednej porażki w fazach grupowych LM i LE daje im wyraźną przewagę nad Włochami i Niemcami. Ci pierwsi legitymują się kompletem swoich reprezentantów w obu pucharach, jednak sam bilans 5-7-2 w fazach grupowych (zwycięstwo – dwa pkt, remis – jeden pkt) daje im 17 punktów, czyli o trzy mniej niż Anglicy. Oczko mniej niż Włosi mają nasi zachodni sąsiedzi, którzy w porównaniu z klubami Półwyspu Apenińskiego rozegrały w fazach grupowych europucharów dwa mecze mniej.
Jak wiadomo, za udział w fazie grupowej Champions League przyznaje się premię czterech punktów, a z racji tego, że najwięcej reprezentantów na tym etapie rozgrywek ma Anglia, otrzymała ona 16 punktów, czyli o cztery więcej niż Niemcy i Włochy, których w fazie zasadniczej LM reprezentują po trzy drużyny.
Bramki Arboledy i Peszki (z lewej) dały Lechowi zwycięstwo z Salzburgiem i dwa punkty do ważnych rankingów (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Ostatnim źródłem, które zasiliły europejskie konta tych trzech federacji, były mecze kwalifikacyjne do europejskich pucharów, których kluby każdej federacji rozegrały po dziesięć. Po osiem punktów zdobyli Włosi (8-0-2) i Niemcy (7-2-1), których kluby w kwalifikacjach zdobyły pół punktu więcej niż Anglicy (7-1-2).
Na 25. lokatę, jeśli chodzi o dorobek do rankingu krajowego, zapracowały cztery polskie drużyny. Połowa dorobku klubów jest udziałem „Kolejorza”. Trzy punkty za dwa zwycięstwa i dwa remisy zdobył Ruch, punkt mniej za dwa remisy – Wisła, z kolei skromną cegiełkę dołożyła Jagiellonia, która zremisowała i przegrała z Arisem Saloniki.
Największy współczynnik krajowy za sezon 2010/2011: Anglia
1. Anglia 6,214 pkt 2. Portugalia, Niemcy 6 pkt 3. Włochy 5,285 pkt 22. Polska 2,75 pkt
Ze względu na zdobyte punkty pozycja Anglików na szczycie rankingu współczynnika krajowego nie powinna budzić większych wątpliwości. Zastanawiać może jednak wysoka lokata Portugalii, która do rankingów ma tych punktów 30. Sekret drugiego miejsca kraju z Półwyspu Iberyjskiego tkwi w regule tworzenia współczynnika krajowego za dany sezon. Mówi ona, że współczynnik krajowy za dany sezon uzyskujemy, dzieląc punkty zdobyte przez kluby danej federacji przez liczbę reprezentantów danego kraju. Z tego względu kilka linijek wyżej nie ma np. Hiszpanii, która zgromadziła dotychczas 31,5 punktu. Kraj mistrzów świata i Europy do boju wystawił jednak aż siedem zespołów, co powoduje, że jego współczynnik za ten sezon wynosi 31,5 punktu/ siedem (zespołów), czyli 4,5. Portugalczycy na plac boju w obecnym sezonie wysłali FC Porto, Benfikę Lizbona, Sporting Lizbona, S.C. Braga i Maritimo. Kluby te zdobyły dotychczas 30 punktów, jednak z racji tego, że jest ich pięć, współczynnik Portugalii wynosi sześć punktów.
W porównaniu z wcześniejszym zestawieniem, trochę lepiej ma się pozycja klubów z Polski. Z racji tego, że reprezentują nas tylko cztery zespoły, wyprzedzamy w tym notowaniu m.in. Szwecję, Szkocję i Belgię, które na plac boju wysłały po pięć zespołu. Sensacją jest na pewno to, że gorzej od nas spisują się też… Rumuni. Sześć zespołów reprezentujących ten kraj uzyskało do tej pory 14 punktów, co dzielone przez ich liczbę daje współczynnik 2,333.
Z tej sytuacji nasuwa się kolejny wniosek: oprócz tego, że wcześniejszy start w europucharach ma swoje korzyści, pożyteczne dla słabszych federacji jest mieć mniej reprezentantów w europejskich pucharach. Dobrym, choć mającym niewiele wspólnego z rzeczywistością, przykładem jest San Marino. Trzy kluby tego kraju, żeby osiągnąć współczynnik krajowy pięć punktów, musiałyby w sumie zdobyć tych punktów piętnaście. Tymczasem ten sam dorobek punktowy Anglikom i Hiszpanom dałby współczynnik 2,143.
Największy współczynnik klubowy: Chelsea, Arsenal – 9,248 pkt
1. Chelsea, Arsenal 9,248 pkt 2. Bayern Monachium 9,2 pkt 3. Spartak Moskwa 8,95 pkt 47. Lech Poznań 3,55 pkt
Zasady tworzenia rankingu klubowego UEFA przybliżyłem w artykule w ramach cyklu „Matematyka po europejsku”.
Ciekawe, czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, że „Kolejorz” jest lepszy od takich mocarstw klubowej piłki, jak Juventus, Sevilla, Atletico Madryt, Borussia Dortmund, Anderlecht, Lokomotiw Moskwa, Steaua Bukareszt czy też Fenerbahce Stambuł. Tymczasem na dzień dzisiejszy ta teza jest prawdziwa – Lech Poznań spośród wymienionych zespołów ma na razie największy współczynnik klubowy za sezon 2010/2011! Sytuacja ta oczywiście jest wciąż możliwa do zmiany, zarówno na korzyść, jak i niekorzyść mistrzów Polski, jednak wynik 3,55 pkt za ten sezon można uznać za naprawdę przyzwoity.
Przypomnijmy, że na współczynnik klubowy składają się wyniki danego zespołu (bez punktów za wygrane lub zremisowane mecze kwalifikacyjne) oraz 20% współczynnika krajowego z trwającego sezonu. Poznaniacy dzięki bardzo dobrej postawie w fazie grupowej LE mają już trzy punkty za remis i zwycięstwo, do którego doliczamy 20% z 2,75 pkt – współczynnika krajowego Polski za trwający sezon, co w sumie daje przyzwoity wynik 3,55 pkt i przewagę nad utytułowanymi rywalami.
Tytułu się robią ala onet..W jakiejś statystyce
Lech zdobył więcej pkt i wielkie halo trzeba od
razu robić..Ludzie nie idźcie w tę stronę.
~
~alabaster
Zgadzam sie z kolega lech jest cieniutki
~
~Polak
Tacy z was polacy ? jak polska druzyna wygrywa jakies
mecze to powinniscie sie cieszyc a nie robic z siebie
kre tynow i pisac ze jest slaby trzeba wspierac
naszych zastanowcie sie nad soba
Europejska klubowa piłka nożna to nie tylko piękno futbolu, wspaniałe bramki i walka do ostatniej minuty. To także matematyka i statystyka, co widać w postawie Lecha Poznań w europejskich pucharach. Zapraszam do lektury notowań krajów i klubów Europy po dwóch kolejkach rozgrywek faz grupowych.
Najwięcej punktów do rankingu krajowego: FC Kopenhaga (Dania)
Zasady tworzenia rankingu krajowego UEFA przybliżyłem w artykule w ramach cyklu „Matematyka po europejsku”.
Choć pozornie może się wydawać, że w rankingach powinny dominować drużyny takie, jak Chelsea lub Arsenal, które wygrały dwa mecze w Lidze Mistrzów. W początkowych fazach rozgrywek europejskich na pierwszym planie powinny być drużyny, które zdobywały punkty do rankingu w meczach kwalifikacyjnych. Tak jest w przypadku Kopenhagi, która do współczynnika Danii dorobiła już 10,5 punktu, czyli tylko pół oczka mniej niż dotychczas wszystkie kluby naszego kraju! Duńczycy uzyskali 2,5 za dwa zwycięstwa i remis w kwalifikacjach do LM, cztery za udział w fazie grupowej Champions League i kolejne cztery za zwycięstwa z Rubinem i Panathinaikosem.
Lech Poznań wciąż walczy o lepsze jutro polskiej piłki nożnej (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Punkt mniej zdobył Besiktas, który w ośmiu meczach pucharowych tego sezonu ani razu nie przegrał! „Czarne Orły” za wyeliminowanie Vikingura, Viktorii Plzen i HJK Helsinki (pięć zwycięstw i jeden remis) otrzymały notę 5,5. Kolejne cztery przyniosły zwycięstwa w fazie grupowej Ligi Europejskiej z CSKA Sofia i Rapidem Wiedeń.
Ostatnie miejsce na podium tej klasyfikacji zajmuje Partizan Belgrad, który grę w europejskich pucharach zaczął od II rundy kwalifikacyjnej! Po wyeliminowaniu Pjunika, HJK Helsinki i Anderlechtu Serbowie za cztery zwycięstwa i dwa remisy otrzymali łącznie pięć punktów. Wprawdzie dorobku tego nie poprawili swoimi występami w Lidze Mistrzów, jednak za sam udział w fazie grupowej tych elitarnych rozgrywek przyznaje się cztery punkty, co w sumie daje mistrzowi Serbii dziewięć.
41. miejsce w tym rankingu przypada w udziale Lechowi Poznań, który zgromadził jak na razie 5,5 punktu, a więc tyle, co grecki PAOK Saloniki. „Kolejorz” po oczku dostawał za zwycięstwa z Interem Baku i Dnipro Dnipropietrowsk oraz pół za remis z Ukraińcami przy Bułgarskiej. Kolejny punkt lechici otrzymali za remis w Turynie, a dwa za pokonanie Red Bulla Salzburg w meczu 2. kolejki fazy grupowej.
Wnioski nasuwają się same: wcześniejszy start w europejskich pucharach ma swoje pozytywy. Dzięki pokonywaniu rywali w fazach kwalifikacyjnych, zespoły nie tylko szybciej wchodzą w rytm meczowy, ale też wydatnie pracują na konto danej federacji. Z tego względu po dwóch kolejkach faz grupowych europucharów w czołówce nie ma mistrzów czołowych krajów na świecie, którzy rozegrali dopiero dwa mecze w tym sezonie.
Najwięcej punktów do rankingu krajowego: Anglia
1. Anglia 43,5 pkt 2. Włochy 37 pkt 3. Niemcy 36 pkt 25. Polska 11 pkt
Z racji tego, że Anglicy i Włosi wystawiają rokrocznie po siedem drużyn do walki o trofeum Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej, kraje te mają większe szanse na zdobycie punktów rankingowych. Pomimo tego, że pozycję synów Albionu osłabia fatalna postawa Aston Villi, która do dorobku Anglii dołożyła marne pół punktu za remis z Rapidem, fakt posiadania czterech drużyn w fazie grupowej LM, osiem zwycięstw, cztery remisy i ani jednej porażki w fazach grupowych LM i LE daje im wyraźną przewagę nad Włochami i Niemcami. Ci pierwsi legitymują się kompletem swoich reprezentantów w obu pucharach, jednak sam bilans 5-7-2 w fazach grupowych (zwycięstwo – dwa pkt, remis – jeden pkt) daje im 17 punktów, czyli o trzy mniej niż Anglicy. Oczko mniej niż Włosi mają nasi zachodni sąsiedzi, którzy w porównaniu z klubami Półwyspu Apenińskiego rozegrały w fazach grupowych europucharów dwa mecze mniej.
Jak wiadomo, za udział w fazie grupowej Champions League przyznaje się premię czterech punktów, a z racji tego, że najwięcej reprezentantów na tym etapie rozgrywek ma Anglia, otrzymała ona 16 punktów, czyli o cztery więcej niż Niemcy i Włochy, których w fazie zasadniczej LM reprezentują po trzy drużyny.
Bramki Arboledy i Peszki (z lewej) dały Lechowi zwycięstwo z Salzburgiem i dwa punkty do ważnych rankingów (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Ostatnim źródłem, które zasiliły europejskie konta tych trzech federacji, były mecze kwalifikacyjne do europejskich pucharów, których kluby każdej federacji rozegrały po dziesięć. Po osiem punktów zdobyli Włosi (8-0-2) i Niemcy (7-2-1), których kluby w kwalifikacjach zdobyły pół punktu więcej niż Anglicy (7-1-2).
Na 25. lokatę, jeśli chodzi o dorobek do rankingu krajowego, zapracowały cztery polskie drużyny. Połowa dorobku klubów jest udziałem „Kolejorza”. Trzy punkty za dwa zwycięstwa i dwa remisy zdobył Ruch, punkt mniej za dwa remisy – Wisła, z kolei skromną cegiełkę dołożyła Jagiellonia, która zremisowała i przegrała z Arisem Saloniki.
Największy współczynnik krajowy za sezon 2010/2011: Anglia
1. Anglia 6,214 pkt 2. Portugalia, Niemcy 6 pkt 3. Włochy 5,285 pkt 22. Polska 2,75 pkt
Ze względu na zdobyte punkty pozycja Anglików na szczycie rankingu współczynnika krajowego nie powinna budzić większych wątpliwości. Zastanawiać może jednak wysoka lokata Portugalii, która do rankingów ma tych punktów 30. Sekret drugiego miejsca kraju z Półwyspu Iberyjskiego tkwi w regule tworzenia współczynnika krajowego za dany sezon. Mówi ona, że współczynnik krajowy za dany sezon uzyskujemy, dzieląc punkty zdobyte przez kluby danej federacji przez liczbę reprezentantów danego kraju. Z tego względu kilka linijek wyżej nie ma np. Hiszpanii, która zgromadziła dotychczas 31,5 punktu. Kraj mistrzów świata i Europy do boju wystawił jednak aż siedem zespołów, co powoduje, że jego współczynnik za ten sezon wynosi 31,5 punktu/ siedem (zespołów), czyli 4,5. Portugalczycy na plac boju w obecnym sezonie wysłali FC Porto, Benfikę Lizbona, Sporting Lizbona, S.C. Braga i Maritimo. Kluby te zdobyły dotychczas 30 punktów, jednak z racji tego, że jest ich pięć, współczynnik Portugalii wynosi sześć punktów.
W porównaniu z wcześniejszym zestawieniem, trochę lepiej ma się pozycja klubów z Polski. Z racji tego, że reprezentują nas tylko cztery zespoły, wyprzedzamy w tym notowaniu m.in. Szwecję, Szkocję i Belgię, które na plac boju wysłały po pięć zespołu. Sensacją jest na pewno to, że gorzej od nas spisują się też… Rumuni. Sześć zespołów reprezentujących ten kraj uzyskało do tej pory 14 punktów, co dzielone przez ich liczbę daje współczynnik 2,333.
Z tej sytuacji nasuwa się kolejny wniosek: oprócz tego, że wcześniejszy start w europucharach ma swoje korzyści, pożyteczne dla słabszych federacji jest mieć mniej reprezentantów w europejskich pucharach. Dobrym, choć mającym niewiele wspólnego z rzeczywistością, przykładem jest San Marino. Trzy kluby tego kraju, żeby osiągnąć współczynnik krajowy pięć punktów, musiałyby w sumie zdobyć tych punktów piętnaście. Tymczasem ten sam dorobek punktowy Anglikom i Hiszpanom dałby współczynnik 2,143.
Największy współczynnik klubowy: Chelsea, Arsenal – 9,248 pkt
1. Chelsea, Arsenal 9,248 pkt 2. Bayern Monachium 9,2 pkt 3. Spartak Moskwa 8,95 pkt 47. Lech Poznań 3,55 pkt
Zasady tworzenia rankingu klubowego UEFA przybliżyłem w artykule w ramach cyklu „Matematyka po europejsku”.
Ciekawe, czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, że „Kolejorz” jest lepszy od takich mocarstw klubowej piłki, jak Juventus, Sevilla, Atletico Madryt, Borussia Dortmund, Anderlecht, Lokomotiw Moskwa, Steaua Bukareszt czy też Fenerbahce Stambuł. Tymczasem na dzień dzisiejszy ta teza jest prawdziwa – Lech Poznań spośród wymienionych zespołów ma na razie największy współczynnik klubowy za sezon 2010/2011! Sytuacja ta oczywiście jest wciąż możliwa do zmiany, zarówno na korzyść, jak i niekorzyść mistrzów Polski, jednak wynik 3,55 pkt za ten sezon można uznać za naprawdę przyzwoity.
Przypomnijmy, że na współczynnik klubowy składają się wyniki danego zespołu (bez punktów za wygrane lub zremisowane mecze kwalifikacyjne) oraz 20% współczynnika krajowego z trwającego sezonu. Poznaniacy dzięki bardzo dobrej postawie w fazie grupowej LE mają już trzy punkty za remis i zwycięstwo, do którego doliczamy 20% z 2,75 pkt – współczynnika krajowego Polski za trwający sezon, co w sumie daje przyzwoity wynik 3,55 pkt i przewagę nad utytułowanymi rywalami.