Ernesto Valverde w sezonie 2017/2018 stanie przed życiowym wyzwaniem. Będzie mu dane poprowadzić w roli pierwszego trenera wielką Barcelonę, co jest dla każdego szkoleniowca ogromną gloryfikacją. To wyjątkowa, ale jednocześnie niezwykle trudna praca. Nieustająca presja na wynik i sukcesy w „Blaugranie” potrafiła spętać nogi niejednemu fachowcowi. O tym przekonał się choćby Gerardo Martino, który brutalnie zderzył się z legendą „Dumy Katalonii”. Kolejnym trenerem, który zmierzy się z historią Barcelony, jest były szkoleniowiec Athleticu Bilbao, Ernesto Valverde. Stoi przed nim zadanie niezwykle trudne, ponieważ już na samym starcie sezonu został pozbawiony jednej z kluczowych postaci zespołu, czyli Neymara.
Jak zatem poradzi sobie Valverde bez znaczących wzmocnień? Umówmy się, transfery Nelsona Semedo czy Paulinho nie są zakupami, które mają dać Barcelonie jakąś gigantyczną jakość. To bardziej uzupełnienia składu. Na ten moment wszystko wskazuje na to, że szumne zapowiedzi dotyczące pozyskania takich piłkarzy, jak: Hazard, Dembele czy Coutinho po prostu spalą na panewce. Co może zatem czekać trenera Valverde w zupełnie nowej sytuacji?
Kierowniku Valverde, czy da się to naprawić?
Kibice Barcelony mogą się obawiać nadchodzącego sezonu. Bynajmniej nie jest to spowodowane zmianą trenera, ponieważ Ernesto Valverde wyrobił sobie solidną markę na rynku szkoleniowców w La Liga. Daje on gwarancję solidności i dobrej gry, co potwierdził już jako trener Athleticu. Tu sytuacja jest jednak zupełnie inna, zdecydowanie bardziej skomplikowana, ponieważ Valverde oprócz braku znaczących transferów za przeciwnika ma w Barcelonie specyficzny zarząd, na czele którego stoi znany wszystkim Bartomeu.
Przy braku jakichkolwiek wzmocnień i z sytuacją w klubie, którą można jedynie porównać do zbieraniny paranoików, trudno zbudować drużynę. Podobnie jak teraz może czuć się Valverde, czuje się Antonio Conte w Chelsea. Niemal identyczna sytuacja związana z brakiem wzmocnień, nieudolnością zarządu i narastającą frustracją menedżera londyńskiej drużyny nieuchronnie powtarza się w Barcelonie. Trudno stwierdzić, co kryje się za nieudolnością Bartomeu i kumpli. Czy jest to nieświadoma głupota, czy może celowe niszczenie marki, jaką na świecie jest Barcelona, od środka?
Valverde potrafił zrobić coś z niczego w Athleticu Bilbao. Zważywszy na ciekawą filozofię klubu z Kraju Basków, która mówi, że w „naszej drużynie mogą grać wyłącznie Baskowie”, tym bardziej należy docenić pracę nowego trenera Barcelony. Były szkoleniowiec drużyny z Bilbao jednak rozpoczyna pracę w ekstremalnie trudnych warunkach, jakimi są presja i sława FC Barcelona. Z pewnością Valverde będzie chciał nawiązać w choćby małym stopniu do sukcesów Guardioli, ale z takimi wzmocnieniami to niełatwe zadanie.
„Krzyk” Ernesto Valverde?
Niektórzy eksperci mają obawy, czy Ernesto Valverde zostanie hiszpańskim Davidem Moyesem. Wydaje się, że raczej nie, ponieważ po pierwsze nie jest Szkotem, a po drugie ma już ukształtowaną pozycję wśród trenerów La Liga w przeciwieństwie do Moyesa. Jednak Barcelona powoduje wśród niektórych menedżerów na rynku paraliż, wręcz krzyk, podobny jak u postaci na słynnym obrazie Edwarda Muncha.











