Widzew Łódź pokonuje Elanę Toruń 3:1 i melduje się w 1/16 Pucharu Polski. Niespodzianek w tej konfrontacji brak, choć przez jakiś czas wydawało się, że do Sandecji Nowy Sącz i Pogoni Grodzisk Mazowiecki może dołączyć klub z grodu Kopernika. Rzeczywistość okazała się brutalna.
Spotkanie Elany z Widzewem zostało okrzyknięte świętem futbolu w Toruniu. Do grodu Kopernika przyjechała ekstraklasowa drużyna. Fani obu zespołów żyją także w bardzo przyjaznych relacjach, toteż trybuny na całym stadionie zyskały żółto-niebieskie i czerwone barwy. Zespół znad Wisły był naprawdę bliski sprawienia sensacji – przez długi czas wydawało się, że możemy mieć niespodziankę numer trzy w Pucharze Polski. Widzew w porę się otrząsnął.
– Stracili dziesięć bramek w sezonie, więc to pokazuje, że można strzelić im gola. Postaramy się zaskoczyć rywala. Będziemy też przygotowani na to, żeby cierpieć, bo pewnie tak będzie – ocenił przed meczem Marcin Więckowski, trener Elany Toruń, nazywany w swoim środowisku „toruńskim Papszunem”.
Odważna Elana Toruń
Elana Toruń od początku próbowała przejść do ofensywy i zaskoczyć Widzew Łódź. Były to próby bardzo nieśmiałe, za którymi nie szły wybitnie groźne sytuacje. Parę razy udało się jednak zaznaczyć swoją obecność. Goście mieli kłopoty z przebiciem się przez środek pola „Elanowców”. Nie pokazali wybitnego futbolu w skandalicznie raczej mało ciekawej pierwszej części spotkania.
Prowadzenie torunian i wzrost tempa gry. Wielki futbol w Toruniu
Mało ciekawej, choć przez pewien czas chciało się napisać – skandalicznie nudnej. Spotkanie uratował rzut karny dla Elany Toruń. 18-letni Marcin Kościelecki wyszedł sam na sam z bramkarzem Widzewa Łódź, Mikołajem Biegańskim. Golkiper z Łodzi faulował młodego piłkarza z Torunia, sędzia wskazał na wapno. Karny ze stoickim spokojem został wykorzystany przez Kamila Kuropatwińskiego. Zaczęło pachnieć kolejną sensacją.
Pod koniec pierwszej połowy Widzew postanowił nieco przycisnąć, by nie schodzić do szatni jako przegrany. Ta sztuka się nie udała, Elana wciąż broniła się bardzo mądrze.
– Byliśmy zaskoczeni straconym golem. Chcieliśmy dominować na boisku i robiliśmy to, ale ciężko było nam zdobyć gola. Na szczęście trzy razy nam się to udało i możemy cieszyć się z awansu. Łatwo nie było, bo Elana stanęła nisko i trudno było dostać się pod jej bramkę. Mimo to, sytuacji wykreowaliśmy naprawdę sporo. Cieszę się z występu i otrzymanej szansy. Teraz idę po więcej i mam nadzieję, że otrzymam jeszcze okazję do gry – opowiedział po meczu piłkarz Widzewa Łódź, Paweł Kwiatkowski.
Druga połowa wyglądała dużo bardziej interesująco. Oba zespoły grały mniej asekuracyjny futbol, wpuścił na boisko także paru swoich piłkarzy, którzy na co dzień występują w pierwszej jedenastce. Nic dziwnego, poczuli, że awans do kolejnej rundy rozgrywek oddala się. Piłkarzy obu zespołów należy pochwalić także za imponujące tempo gry. W drugiej połowie działo się dużo więcej niż w pierwszych 45 minutach. Zwiększenie przewagi przez Elanę nie było aż takie odległe, ale bogowie futbolu mieli chyba dość sensacji na dziś.










