Mecz Francji z Rumunią zapowiadał się szalenie emocjonująco. Obie ekipy bardzo potrzebowały punktów, żeby myśleć o wyjściu z grupy i w efekcie dały z siebie wszystko, przez co mecz był bardzo atrakcyjny. Ostatecznie zasłużenie wygrali Francuzi 2:0, choć wynik mógł być znacznie wyższy.
Na początku wydawało się, że obie ekipy są sparaliżowane ciężarem tego spotkania. Dopiero po 20 minutach „Trójkolorowi” zdołali osiągnąć przewagę. Jednak mimo licznych strzałów na bramkę Costela Pantilimona, gole nie padały. Uderzenia Nasriego, M’vili, Maloudy i Diarry były najczęściej blokowane przez solidną defensywę Rumunów lub minimalnie niecelne. Szczęście gościom dopisało również w 40. minucie, kiedy to po ładnym strzale Maloudy piłkę z najwyższym trudem wybił rumuński golkiper. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę bliscy szczęścia byli jeszcze Benzema i Nasri, lecz bramka gości pozostała niczym zaczarowana.
Druga połowa rozpoczęła się od groźnego strzału Florescu. To uderzenie było ostrzeżeniem dla Francuzów, że jeśli będą grali tak ofensywnie jak w pierwszej połowie, to mogą zostać boleśnie skontrowani. Ale podopieczni Laurenta Blanca nic sobie z tego nie robili. W ciągu zaledwie pięciu minut rumuńską bramkę ostrzeliwali Malouda, Mexes i Nasri, lecz gospodarzom wciąż brakowało skuteczności. W 59. minucie Francuzi byli o krok od zdobycia prowadzenia. Po strzale Valbueny piłkę odbił Pantilimon, ta odbiła się od poprzeczki i wróciła na boisko. Wydawało się, że była to najlepsza sytuacja do strzelenia bramki, lecz chwilę później jeszcze lepszą okazję miał Nasri. Strzał piłkarza Arsenalu z ostrego kąta sobie tylko znanym sposobem obronił rumuński golkiper, ratując po raz kolejny zespół przed utratą gola. Przez dobre dziesięć minut mistrzowie świata z 1998 roku zamknęli Rumunów na własnej połowie, co chwile testując golkipera.
W 71. minucie Francuzi mogli zostać boleśnie skarceni za zbyt ofensywną postawę. W znakomitej sytuacji znalazł się Sapunaru. Piłkarz Porto posłał piłkę tuż obok interweniującego Llorisa i ta zmierzała do bramki, lecz ostatecznie zatrzymała się na słupku.
Szalone emocje, które zostały wywołane niezwykle szybkim tempem meczu, zaczęły się udzielać piłkarzom. Zamiast szukać lepiej ustawionych partnerów zawodnicy obu drużyn coraz częściej decydowali się na strzały z dystansu, które lądowały wysoko nad bramką. W końcu na osiem minut przed końcem spotkania modlitwy fanów „Trójkolorowych” zostały wysłuchane. W polu karnym do piłki doszedł Remy, silnie strzelił obok rumuńskiego bramkarza i tym razem nic nie uratowało gości przed utratą gola.
Francuzi nie mieli dosyć, mimo prowadzenia, wciąż szukali kolejnej bramki. Na trzy minuty przed końcem w znakomitej sytuacji znalazł się Loic Remy, lecz jego strzał głową z bliskiej odległości poszybował nad bramką. Chwilę później znakomitą sytuacje zaprzepaścił Payet, w końcu jednak udało się dobić rywali. W doliczonym czasie gry po podaniu napastnika St. Ettienne z najbliższej odległości bramkę strzelił Gourcuff, ustalając tym samym wynik spotkania na 2:0.
Podopieczni Laurenta Blanca rozegrali znakomite spotkanie. Jedyne co można im zarzucić to brak skuteczności, choć to w dużej mierze zasługa świetnie broniącego golkipera Rumunii. Ten mecz może być ostrzeżeniem dla największych futbolowych potęg, że Francja się odradza.









