Ekstraklasa wróciła. Pierwsza kolejka rundy to też pierwszy test dla nowych zawodników. Obserwatorzy przyglądają się im szczególnie dokładnie, żeby ocenić, co mogą wnieść do ekstraklasy. Jak sobie poradzili? Postanowiliśmy to sprawdzić i wyciągnąć wnioski z ich pierwszego występu w tym sezonie.
Jak po każdym oknie transferowym, także i po tym naszą ekstraklasę zasiliło kilku interesujących zawodników. Niektórzy z nich zaliczyli debiuty już w minionej kolejce. Jak zwykle byli tacy, którzy nas oczarowali, ale też tacy, którzy rozczarowali. Postanowiliśmy przeprowadzić wstępną analizę ich gry i tego, jak może wyglądać ich dalsza kariera w Polsce.
Vahan Bichakhchyan
Pięknie zaczyna się kariera Ormianina w Polsce. Bichakhchyan nie dostał od Kosty Runjaicia dużo czasu – wszedł dopiero w 76. minucie, ale już zdążył wpisać się na listę strzelców. Nie był to piękny gol, tylko zwykłe dostawienie nogi, ale zawsze trzeba umieć znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Bichakhchyan swoją bramką zamknął mecz i postawił pieczęć na zwycięstwie Pogoni. Cieszy to, że od początku pokazuje dobrą grę i nie potrzebuje czasu na aklimatyzację.
Można było spodziewać się, że Ormianin rozpocznie pojedynek z Piastem w podstawowym składzie, ale trener Kosta Runjaić znany jest z ostrożnego wprowadzania nowych graczy do składu. Widać jednak, że Bichakhchyan będzie ważną postacią w zespole – pokazywał to już w sparingach, a teraz potwierdził to w meczu o stawkę. Ormianin został sprowadzony z zadaniem zastąpienia Kacpra Kozłowskiego. Wydaje się, że kibice nie będą długo tęsknić za Polakiem, bo Bichakhchyan może dać tę samą kreatywność, a dodatkowo dołożyć do tego lepsze liczby.
Dawid Kownacki
Nie był to występ, po którym możemy powiedzieć, że Kownacki będzie gwiazdą tej ligi. Można nawet powiedzieć, że był to występ bardzo przeciętny. Polak dostał od Macieja Skorży pół godziny i nie wniósł właściwie nic do ofensywnej gry Lecha. Kibice na pewno spodziewali się po nim więcej i nic dziwnego – Kownacki w pewnym momencie swojej kariery wydawał się być na dobrej drodze, by w przyszłości zostać czołowym polskim piłkarzem. Kiedy ekstraklasa go żegnała, Polak był nadzieją polskiej piłki.
Przejdźmy jednak samej gry Kownackiego. Trener Skorża wpuścił go na prawe skrzydło za Michała Skórasia. Polak był odcięty od gry zespołu. Był niewidoczny, nie pokazywał się do podań. Nie zepsuł żadnej okazji, ale nie jest to powód do dumy dla zawodnika tego pokroju jak na polskie warunki. Można było oczekiwać, że Polak będzie wartością dodaną do ofensywy Lecha. W tym meczu absolutnie tak to nie wyglądało.











