W Premier League zdominowanej przez zagranicznych graczy pojawienie się Bournemouth, zespołu opartego na zawodnikach z Wysp, było sporą niespodzianką. Za sprawą beniaminka nadzieja Anglików na porzucenie dotychczasowego trendu budowy drużyn na rzecz rodzimych graczy znacznie wzrosła. Eddie Howe szybko został namaszczony przez brytyjskie media reformatorem i uosobieniem nowej myśli szkoleniowej. Przepłaceni piłkarze, brak pomysłu i wyniki poniżej oczekiwań zweryfikowały jednak obraną przez menedżera politykę transferową.
Awans Bournemouth do Premier League odbił się w Anglii szerokim echem. „The Cherries” po raz pierwszy w historii klubu wywalczyli promocję na najwyższy poziom rozgrywkowy w kraju, co dodatkowo spotęgowało rozgłos. Nie tylko jednak nieobfitująca w sukcesy historia na tle rywali z Premier League wyróżniała zespół z Vitality Stadium. Trzon drużyny menedżera Eddiego Howe’a w przeciwieństwie do reszty stawki tworzyli przede wszystkim zawodnicy pochodzący z Wysp. Tak miało pozostać również w debiutanckim dla Bournemouth sezonie w angielskiej ekstraklasie.
– Przeważnie będziemy grać w Wielkiej Brytanii. W naszej sytuacji wchodząc do nowej ligi z tyloma niewiadomymi, chcemy niezawodnych piłkarzy, których znamy. Dlatego myślę, że skład naszej drużyny będzie oparty na brytyjskich graczach – deklarował przed letnim oknem transferowym w rozmowie ze Sky Sport News Eddie Howe.
W letnim oknie do Bournemouth dołączyło, łącznie z graczami wypożyczonymi, dziesięciu nowych zawodników. Zgodnie ze słowami menedżera „The Cherries” postawili na piłkarzy z Wielkiej Brytanii lub z doświadczeniem w angielskich ligach. Ruchy klubu z Vitality Stadium na transferowym rynku na nikim jednak nie zrobiły wrażenia. Bournemouth skazano na rychły spadek jeszcze przed rozpoczęciem sezonu.
Eddie Howe – wzlot i upadek prawie selekcjonera
Wbrew oczekiwaniom drużyna z Vitality Stadium zdołała jednak utrzymać się w Premier League, prezentując przy tym ofensywny futbol. Otwarty styl gry kosztował „The Cherries” stratę 67 bramek, lecz wniósł wiele świeżości do rozgrywek angielskiej ekstraklasy. Praca Eddiego Howe’a zaczęła być doceniana przez liczne grono ekspertów i kibiców. Podobnie jak filozofia oparcia zespołu na graczach z Wysp Brytyjskich. Bournemouth stało się nadzieją Anglików na odwrócenie trendu stawiania na obcokrajowców.
Zakończona powodzeniem walka o utrzymanie tylko utrwaliła menedżera zespołu z Vitality Stadium w słuszności obranej drogi. Kolejnego lata Bournemouth ponownie sięgnęło głównie po angielskich graczy, wydając tylko na Jordona Ibe’a ponad 16 milionów funtów. Przeprowadzone transakcje miały docelowo wzmocnić pozycję zespołu w Premier League. Tym bardziej że drugi sezon zazwyczaj bywa dla beniaminków znacznie trudniejszy od poprzedniego. Bournemouth okazało się jednak wyjątkiem, niespodziewanie zajmując wysokie, dziewiąte miejsce w tabeli.
Skład naszej drużyny będzie oparty na brytyjskich graczach.Eddie Howe na temat budowy zespołu












