FJW: Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski – zraniony, lecz niezabity dyskobol


W dniu swoich 98. urodzin przypominamy Dyskobolię, dwukrotnego wicemistrza Polski. Jak dziś radzi sobie ten zasłużony klub?

30 kwietnia 2020 FJW: Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski – zraniony, lecz niezabity dyskobol
wikipedia.org

Jesteśmy niejako przyzwyczajeni do tego, że futbol potrafi być okrutny. Niektóre kluby, chociaż mają sukcesy i historię, muszą ustąpić miejsca bogatszym. Tak stało się z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski, którą powinni kojarzyć nawet nie najstarsi kibice polskiej piłki klubowej. Ostatnie jej lata pełne są wzlotów i upadków.


Udostępnij na Udostępnij na

Chociaż klub ten odnosił spore sukcesy w latach 2002–2008, obecnie jest niemalże zapomniany. Warto więc odkurzyć „Dyskoboli” oraz ich sukcesy. Szczególnie że dzisiaj „Biało-zieloni” obchodzą swoje 98. urodziny.

Dyskobolia i jej początki

Klub Sportowy Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski powstał 30 kwietnia 1922 roku. Założony został przez grupę gimnazjalistów. Jednym z nich był późniejszy porucznik rezerwy Wojska Polskiego oraz ofiara zbrodni katyńskiej, Zdzisław Kozłowski. Nazwa „Dyskobolia”, dość niecodzienna jak na standardy nazewnictwa polskich klubów, wywodzi się od greckiego lekkoatlety rzucającego dyskiem. Widnieje on również w herbie, a sama postać wzorowana była na słynnej rzeźbie autorstwa Myrona pochodzącej z około 450 roku przed naszą erą.

Aż do lat 90. klub z 15-tysięcznego miasteczka występował w niższych ligach rozgrywkowych. Przełom nastąpił w 1996 roku, kiedy to Dyskobolia po raz pierwszy w swojej historii awansowała do II ligi. Mało tego, drużyna z Grodziska Wielkopolskiego postanowiła nie czekać długo i już jako beniaminek zajęła pierwsze miejsce w grupie zachodniej. „Dyskobole” uzyskali aż 72 punkty, mając pięć oczek przewagi nad drugą Pogonią Szczecin oraz dziewięć nad trzecią Elaną Toruń. To oznaczało pierwszy, historyczny awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Za nagłym sukcesem klubu stała firma Groclin, która w międzyczasie stała się sponsorem tytularnym.

Zderzenie z I ligą

Premierowy sezon w I lidze okazał się nie lada wyzwaniem. Historyczny, pierwszy mecz w ekstraklasie pokazał, że nie będzie łatwo. 9 sierpnia 1997 roku Dyskobolia podejmowała bowiem Widzew Łódź. Skończyło się na 0:3 dla mistrza Polski oraz hat-tricku Jacka Dembińskiego. Ostatecznie drużyna prowadzona wówczas przez Jana Stępczaka uzyskała 29 punktów. Pozwoliło to zająć dopiero 16. lokatę w 18-zespołowej lidze, co oznaczało spadek. Do bezpiecznego 14. miejsca „Dyskobolom” zabrakło aż 14 oczek. To sprawiło, że pożegnano się z trenerem Stępczakiem, chociaż wyprowadził Groclin od III ligi aż do ekstraklasy.

W jego miejsce zatrudniono Marcina Bochynka. Celem był naturalnie powrót do najwyższej ligi. Założenie zostało osiągnięte, lecz nie było o to łatwo. W sezonie 1998/1999 Dyskobolia ponownie wygrała swoją grupę, lecz będący ostatecznie na drugim miejscu Raków Częstochowa oraz Śląsk Wrocław liczyli się w walce o awans do samego końca.

Po powrocie do ekstraklasy nowym trenerem został Jerzy Kasalik, lecz pracował w Grodzisku zaledwie miesiąc. Na jego miejsce przyszedł Janusz Białek. Pod jego wodzą udało się pierwszy raz utrzymać w I lidze. Sezon 1999/2000 Groclin zakończył na 11. miejscu, uzyskując 36 punktów. Liga już wtedy liczyła sobie 16 drużyn, więc spadały tylko dwa zespoły. Momentami nie było jednak łatwo – Franciszek Smuda zadebiutował na ławce trenerskiej Legii Warszawa w meczu właśnie z grodziszczanami, a „Wojskowi” wygrali aż 5:0. Trzy bramki zdobył Sylwester Czereszewski. Drużyna Białka wypracowała sobie jednak ostatecznie przewagę ośmiu oczek nad żegnającym się z ligą ŁKS-em.

Lata świetności

Jak wiadomo, najlepsze lata w historii grodziskiego klubu dopiero nadejdą. Sezon 2000/2001 zawodnicy Groclinu zakończyli na dziesiątym miejscu, mając zaledwie trzy punkty przewagi nad Stomilem Olsztyn, który musiał walczyć o utrzymanie w barażach. Kolejna kampania również była nieudana – Dyskobolia zakończyła zmagania w grupie spadkowej i zaledwie trzypunktowa zaliczka nad KSZO Ostrowiec Świętokrzyski pozwoliła jej na utrzymanie się w lidze.

Wszystko odmienił sezon 2002/2003. Drużyna prowadzona wówczas przez Bogusława Kaczmarka była rewelacją sezonu i zakończyła zmagania na drugim miejscu. Zwłaszcza świetna wiosna przyczyniła się do tego wyniku. Po zakończeniu rundy jesiennej grodziszczanie znajdowali się na piątej lokacie w tabeli. „Dyskobole” okazali się istnymi rycerzami wiosny, uzyskując w piętnastu meczach aż 36 punktów. Historyczne wicemistrzostwo Polski pozwoliło naturalnie na grę w Pucharze UEFA. Ówczesny prezes Groclinu, Zbigniew Drzymała, wykazał się nosem, jeśli chodzi o wybór trenera – Kaczmarek w ciągu półtora roku praktycznie całkowicie przebudował drużynę. Szczególnie udanym ruchem było pozyskanie Andrzeja Niedzielana, Radosława Sobolewskiego czy Ivicy Kriżanaca. To sprawiło, że choć Dyskobolia nie grała pięknej piłki, to była do bólu skuteczna.

Kolejny sezon potwierdził, że wicemistrzostwo nie było przypadkiem – czwarte miejsce nie pozwoliło na grę w europejskich pucharach, lecz pokazało, że trzeba się liczyć z tą drużyną. Rozgrywki 2004/2005 były za to najlepsze w historii klubu. Powtórzone wicemistrzostwo oraz zdobyty Puchar Polski pozwoliły ponownie zagrać w europejskich pucharach. Piękny sen grodziskich kibiców trwał. Czołowymi zawodnikami Groclinu byli Bartosz Ślusarski czy Sebastian Mila. Obaj zawodnicy po dobrych występach w barwach Dyskobolii otrzymali szansę wyjazdu za granicę – Mila zasilił Austrię Wiedeń, a Ślusarski odszedł do West Bromwich Albion. Co więcej, późniejszy bohater meczu z Niemcami zadebiutował w drużynie narodowej, grając w drużynie z Grodziska Wielkopolskiego. W grudniu na naszym portalu pojawiła się recenzja biografii Sebastiana Mili.

Piękna Dyskobolia w europejskich pucharach

Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski jest pamiętana przez polskich kibiców nie tylko ze względu na sukcesy na krajowym podwórku. Do dziś wspominana jest przygoda Groclinu z Pucharem UEFA w sezonie 2003/2004, w której to odpadł dopiero w III rundzie. Pierwszy w historii dwumecz nie był jednak udany. W czerwcu 2001 roku w I rundzie pucharu INTERTOTO jego przeciwnikiem był bułgarski Spartak Warna. Chociaż polski zespół wygrał pierwszy mecz 1:0, to w rewanżu uległ aż 4:0. To oznaczało szybkie odpadnięcie debiutanta.

Kolejna szansa nadeszła we wspomnianym sezonie 2003/2004 po wywalczeniu pierwszego wicemistrzostwa Polski. Dyskobolia rozpoczęła występy w Pucharze UEFA od rundy wstępnej, w której rywalem był litewski Atlantas Kłajpeda. Grodziszczanie bez większych problemów przeszli do następnej rundy poprzez zwycięstwa 2:0 oraz 4:1. Kolejnym przeciwnikiem okazała się Hertha Berlin. W pierwszym meczu padł bezbramkowy remis, o wszystkim więc decydował rewanż. Groclin musiał wygrać, a Niemcom wystarczał bramkowy remis. Skończyło się sporą niespodzianką i zwycięstwem Polaków 1:0 po golu w 85. minucie Grzegorza Rasiaka. Grający wówczas w Hercie Artur Wichniarek czy Gabor Kiraly wracali do Niemiec z niczym.

W II rundzie trafili na jeszcze cięższego przeciwnika – Manchester City z Davidem Seamanem czy Nicolasem Anelką w składzie. Skazywany na pożarcie kopciuszek pokazał jednak charakter i pierwszy mecz zremisował 1:1. Bohaterem został Sebastian Mila, strzelając piękną bramkę z rzutu wolnego, która wspominana jest do dziś. Remis w Manchesterze sprawił, że przed rewanżem Polacy byli w uprzywilejowanej sytuacji. Anglicy jednak nadal pozostawali pewni siebie. Anegdota głosi, że piłkarze City, gdy przybyli do Grodziska, byli pełni podziwu dla stadionu Groclinu, lecz tylko do momentu, gdy uświadomili sobie, że nie jest to obiekt treningowy, lecz meczowy. Wyspiarze zlekceważyli Dyskobolię, a rewanżowe spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Sensacja stała się więc faktem.

Po wyeliminowaniu Anglików grodziszczanie podejmowali Girondins Bordeaux. Kolejnej niespodzianki nie było. Porażki 0:1 oraz 1:4 sprawiły, że Dyskobolia zakończyła swoją świetną przygodę w Pucharze UEFA na III rundzie. Następne próby w europejskich pucharach były natomiast mniej udane. W sezonie 2005/2006 Groclin odpadł w I rundzie z RC Lens, a w kampanii 2007/2008 z Crveną Zvezdą Belgrad. Jak się okazało, Serbowie byli ostatnim europejskim rywalem Dyskobolii w jej historii.

Początek końca

Chociaż sezon 2006/2007 grodziszczanie zakończyli na piątym miejscu, to kampanię i tak należało uznać za udaną. Do klubowej gabloty można było dodać drugi Puchar Polski oraz Puchar Ekstraklasy (jego pierwszą edycję). Co więcej, trofeum to rok później ponownie padło łupem „Biało-zielonych”. Jako że rozegrano zaledwie trzy edycje turnieju, to Dyskobolia pozostanie prawdopodobnie na zawsze najczęstszym zdobywcą tego pucharu.

Mało kto spodziewał się, że kampania 2007/2008 będzie ostatnią, w której Groclin występował w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dyskobolia wówczas skończyła sezon na trzecim miejscu w tabeli oraz zdobyła wspomniany Puchar Ekstraklasy. Do eliminacji do europejskich pucharów jednak drużyna już nie przystąpiła. Prezes Drzymała szukał bowiem chętnych do fuzji klubu z innym ekstraklasowym zespołem. Na początku 2008 roku bardzo blisko było połączenia Dyskobolii ze Śląskiem Wrocław, lecz prezydent Rafał Dutkiewicz praktycznie w ostatniej chwili zrezygnował z tego pomysłu. Gdy fuzja z „Wojskowymi” nie doszła do skutku, Drzymała rozpoczął negocjacje z Pogonią Szczecin, lecz również bezskutecznie.

Ostatecznie w lipcu 2008 roku podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Groclin Dyskobolia SSA podjęto uchwałę o zmianie nazwy spółki na KSS Polonia Warszawa. Chętnym na fuzję z Groclinem okazał się Józef Wojciechowski, ówczesny prezes Polonii, która dzięki temu zameldowała się w ekstraklasie w miejsce Dyskobolii. Ci natomiast, ze względu na odniesione sukcesy, otrzymali możliwość rozegrania sezonu 2008/2009 w IV lidze, a nie jeszcze niższej.

Niewiele to jednak dało, a kolejne lata były równią pochyłą. Klub spadł do ligi okręgowej, a później do klasy A. Zmiany właściciela oraz sponsorów doprowadziły do sporych problemów finansowych. Po rundzie jesiennej sezonu 2015/2016, będąc w okręgówce, Dyskobolia wycofała się z rozgrywek.

Dyskobolia dzisiaj

Drużyna wróciła za sprawą kibiców. Została utworzona nowa nazwa – Nasza Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski. O szersze wyjaśnienie dzisiejszego działania dwukrotnego wicemistrza Polski postanowiliśmy zaczerpnąć informacji u samego źródła: – W drugiej połowie 2016 jako kibice Dyskobolii czyniliśmy starania w poszukiwaniu kogoś, kto podźwignie rozwiązany wówczas klub Intermarche-Dyskobolia. Staraliśmy się także delikatnie wymóc na władzach miejskich, by utworzyć coś na wzór klubu miejskiego lub seniorską kontynuację Uczniowskiego Klubu Sportowego. W trakcie jednej z rozmów prowadzonych z ówczesnym Burmistrzem Grodziska padła propozycja, byśmy to my zajęli się odbudową Dyskobolii. Otrzymaliśmy wtedy trochę wiatru w żagle, a także wsparcia od strony formalnej. Kilka tygodni później – w styczniu 2017 – otrzymaliśmy decyzję o wpisaniu nas do Ewidencji Klubów Sportowych Starosty Grodziskiego, a w sezonie 2017/2018 rozpoczęliśmy rozgrywki w B-Klasie – wyjaśnia Filip Groszczyk, wieloletni kibic Dyskobolii, a obecnie jej prezes.

Mamy sformalizowany zarząd, komisję rewizyjną i wynikającą z tych struktur stowarzyszenia hierarchię. Ale nie ma ona kompletnie żadnego znaczenia. Nad Naszą Dyskobolią w mniejszym lub większym stopniu pracuje kilkanaście osób. Każda z tych osób zajmuje się innym elementem funkcjonowania klubu – kontynuuje Groszczyk.

Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że mamy najlepszą ekipę piłkarzy i sztab od 2008 roku, gdy spadliśmy z ekstraklasy.Filip Groszczyk, prezes KS Nasza Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski

Prezes Naszej Dyskobolii zdradza również obecne działanie drużyny: – Klub funkcjonuje dzięki licznemu gronu sponsorów. Dzielimy budżet klubu na trzy filary. Pierwszym z nich jest dotacja ze środków publicznych Gminy Grodzisk. Drugi filar to wsparcie od lokalnych przedsiębiorców, których do pomagania Naszej Dyskobolii zadeklarowało się już kilkunastu na przestrzeni trzech sezonów. W obliczu obecnej sytuacji związanej z tą całą epidemią nie jesteśmy w stanie oszacować, w jakim stopniu finansowanie z dwóch pierwszych filarów uda nam się utrzymać.

W związku z tym w klubie nadal mocno liczy się na wsparcie kibiców, a ci nie zawodzą: – Czekamy na rozwój wydarzeń, zdając sobie sprawę z tego, że w przypadku pieniędzy ze środków publicznych będziemy musieli dostosować się do wytycznych równych dla wszystkich organizacji sportowych, a lokalni przedsiębiorcy z pewnością mają twardszy orzech do zgryzienia. Stąd bardzo mocno inwestujemy swój czas i energię w budowanie trzeciego filaru, jakim są składki i datki od Naszych Kibiców. Liczymy na to, że do końca roku uda nam się sprawić, że to źródło finansowania będzie naszym podstawowym. Organizacyjnie mniej więcej tak. Natomiast sportowo? Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że mamy najlepszą ekipę piłkarzy i sztab od 2008 roku, gdy spadliśmy z ekstraklasy. Czy klub sobie radzi – to już nie mi oceniać, ale chyba nie jest najgorzej.

Co więcej, Dyskobolia aktywnie wspomaga potrzebujących, lecz w czasie epidemii każdy może pomóc klubowi: – W ciągu ostatnich tygodni mocno zaangażowaliśmy się w działania społeczne. Wpierw udało nam się dzięki zabawie na Facebooku zachęcić Kibiców do wpłacania pieniędzy na rzecz Szpitala w Grodzisku. Następnie razem z naszymi sponsorami i partnerami przyłączyliśmy się do dostarczania najbardziej potrzebnych w szpitalu produktów. Przy okazji Świąt Wielkanocnych ponownie przy wsparciu sponsorów Nasi Piłkarze odwiedzili ok. 40 domów z przesyłką, w której znajdowały się świąteczne smakołyki oraz środki do dezynfekcji. W większości byli to ludzie pracujący przed laty na rzecz Dyskobolii.
Staramy się także na wiele sposobów zachęcić Naszych Kibiców do finansowego wsparcia klubu. Sprzedajemy cegiełki – wejściówki na mecze, które się nie odbędą. Jak do tej pory udało nam się zebrać ok. 3000 zł – kończy Filip Groszczyk.

***

W sezonie 2019/2020 Nasza Dyskobolia występowała w lidze okręgowej. Znajdowała się na dziesiątym miejscu w tabeli, a na swoim koncie miała 20 punktów. Chociaż niższe ligi prawdopodobnie nie zostaną dograne, to przykład Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych i kibice dysponują większą siłą, niż można sobie wyobrazić. Klub miał swoje lepsze oraz gorsze momenty, lecz nadal istnieje, a to najważniejsze. Obecne funkcjonowanie drużyny napawa optymizmem i pozwala z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze