W rewanżowym spotkaniu górą była drużyna z Niemiec, jednak zwycięstwo 2:1 to za mało, by wyeliminować Dynamo. W dwumeczu 4:3 wygrali kijowianie. Pojedynek na Stadionie Olimpijskim mógł się podobać.
Przed meczem w lepszej sytuacji byli gospodarze, którzy w pierwszym spotkaniu wygrali 3:1. Jurij Siemin przeżegnał się tak, jak robią to prawosławni, licząc, że jego podopieczni po ostatnim gwizdku szkockiego arbitra będą się cieszyć z awansu.
Już w 1. minucie Herrmann dostał świetne podanie z głębi pola, jednak nie trafił czysto w piłkę. A szkoda, bo mógł wspaniale dla gości otworzyć wynik. Widać, że Borussia była od początku zdeterminowana i chciała odrobić straty. Kilka chwil później niemieccy obrońcy się pogubili i dopuścili do sytuacji sam na sam. Ideye bardzo niemrawo biegł w stronę bramki ter Stegena i wykończenie akcji pozostawiało wiele do życzenia. Przypominało to nieco zachowanie Mario Balotellego w spotkaniu grupowym z Hiszpanią podczas Euro 2012. Cały czas przewagę mieli goście, którzy stwarzali sobie dogodne sytuacje, jednak dynamicznie grającym piłkarzom Borussii brakowało skuteczności. Poszczególne akcje pokazywały, że przyparci do muru kijowianie bardzo szybko się mylili. W 22. minucie ponownie Herrmann uderzał na bramkę Kovala, a ten sparował strzał. Gdyby Luuk de Jong dopadł futbolówkę, to mógłby być gol. Holender nieco przysnął w polu karnym Dynama.
Po 30 minutach gry mogliśmy zaobserwować przewagę Borussii w posiadaniu piłki, choć to gospodarze wydawali się kontrolować boiskowe zdarzenia. Nawet jeśli dopuszczali do nerwowych sytuacji pod bramką Kovala, to goście liczyli chyba na jeszcze większe prezenty. Strasznie raziła ich nieskuteczność. Kijowianie z każdą minutą się rozkręcali. Kolejną okazję miał Ideye, lecz odważnym wyjściem popisał się ter Stegen i tym samym zażegnał zagrożenie. Obserwując podejmowane przez zespół z Moenchengladbach działania w polu karnym kijowian, odniosłem wrażenie, iż podopieczni Favre’a stosowali słynne rozwiązanie taktyczne „na chaos”.
Do przerwy było 0:0, co cieszyło gospodarzy, choć kibice chętnie zobaczyliby piłkę w siatce.
Na drugą część Dynamo wyszło w nieco zmienionym składzie. Za Vukojevicia wszedł Ninković. Favre natomiast nie dokonał żadnych roszad i na boisku pojawiła się wyjściowa jedenastka. W 50. minucie Hanke dokonał wykopu zza pola karnego i piłka zamiast w światło bramki poleciała w trybuny. Niestety, w piłce nożnej nie przyznaje się punktów za takie zagrania. Kilka chwil później Arango strzelił mocno wprost w bramkarza Dynama. Koval interweniował niepewnie, lecz w tym zamieszaniu Herrmannowi nie udało się dopaść futbolówki i defensorzy zażegnali niebezpieczeństwo. Dwie minuty później gospodarze pokazali, że oni również potrafią się zachowywać niefrasobliwie w „szesnastce” przeciwników. Jarmolenko, z początku nieatakowany przez przeciwników, podjął się rajdu slow motion, po czym bardzo niedokładnie uderzył lub podał. Trudno to rozstrzygnąć. O ile pierwsza część spotkania mogła się podobać, o tyle w drugiej obie drużyny przestały zachwycać. Borussia chyba pogodziła się z brakiem awansu, natomiast kijowianie byli wystarczająco usatysfakcjonowani z wyniku dwumeczu i chyba nie zamierzali zadać ostatecznego ciosu, pomimo że mieli ku temu niejedną okazję.









