Podczas letniego okienka transferowego mało mówiło się o Hiszpanie. Nikt nie spodziewał się, że Lucas Vazguez stanie się ulubieńcem Rafy Beniteza, a później ważnym zawodnikiem Zinedine’a Zidane’a. Filigranowy piłkarz świetnie odnajduje się pośród wielkich gwiazd i wykorzystuje każdą szansę otrzymaną od trenera.
Słaba forma Realu Madryt od początku obecnego sezonu sprowadziła krytykę na wielkie gwiazdy, nie wyłączając nawet Cristiano Ronaldo. W lidze Barcelona szybko odjechała na kilka punktów, a w Lidze Mistrzów – choć zespół grał i osiągał lepsze wyniki – nie mierzył się z klasowymi rywalami. Właściwie był tylko jeden, PSG, z którym „Królewscy” dwumecz mają korzystny (1:0), ale szczególnie drugie spotkanie było bardzo słabe w ich wykonaniu. Gdyby nie słaba postawa bramkarza paryżan, Real nie wygrałby tego meczu, a i tak żegnały go przeraźliwe gwizdy. Jeśli chodzi o Puchar Króla, to tutaj nawet nie ma o czym wspominać, bo każdy wie, jaką głupotą się popisał.
https://twitter.com/CriterioFutbol/status/703638628094889984
Nie pomogła nawet zmiana trenera na Zinedine’a Zidane’a, którego efekt skończył się bardzo szybko i jego zespół dalej nie gra na miarę oczekiwań. W zespole zaczęło pojawiać się coraz więcej kontuzji i szkoleniowiec musiał wprowadzać zmienników. Ale jak tu zastąpić graczy, którzy wyceniani są na ponad 60 mln euro? Ciężką pracą można dokonać wszystkiego, a najlepszym tego przykładem jest Lucas Vazquez.
Urodził się poza Madrytem, ale gdy miał 16 lat, przyjechał do szkółki Realu, aby zacząć poważną karierę. Swój debiut zaliczył w drużynie C, gdzie w 23 meczach zdobył cztery bramki. Dobra forma przeniosła go do Castilli, gdzie miał pomóc wrócić rezerwom do Segunda Division. W 2014 roku został wypożyczony do Espanyolu, aby tam zdobywać doświadczenie, i być może w przyszłości wrócić, ale już na Santiago Beranabeu. Niedługo po przyjeździe do klubu z Barcelony zdobył swojego pierwszego gola w La Liga w wygranym meczu z Realem Sociedad. Po roku spędzonym w Espanyolu Florentino Perez razem z Rafą Benitezem chcieli Hiszpana z powrotem w stolicy. Spragnieni sukcesów „Królewscy” liczyli przed sezonem na wygranie ligi, do czego potrzebna była długa ławka rezerwowych. I właśnie po to sprowadzono Vazqueza – gdy gwiazdy będą odpoczywać, on ma wkraczać do gry i zapewnić drużynie trzy punkty. Szybko stał się ulubieńcem trenera, który cenił sobie poświęcenie dla drużyny i pomaganie kolegom w grze defensywnej.











