Końca dobiegły kolejne mecze czwartej kolejki Premiership. Zadowoleni mogą czuć się kibice Blackpool. Ich zespół pokonał na wyjeździe Newcatle United 2:0. Fulham udało się pokonać Wolverhampton, a Wigan i Sunderland podzieliły się punktami.
Fulham – Wolverhampton 2:1
Przed meczem wskazanie faworyta tej konfrontacji wydawało się dość trudne. Za gospodarzami niewątpliwie przemawiało doświadczenie zdobyte w poprzednim sezonie, w którym dotarli do finału Ligi Europejskiej. Natomiast w obecnym nieco lepiej spisywały się „Wilki”, które zaliczyły dwa oczka więcej w tabeli. Mecz fantastycznie rozpoczął się dla byłego klubu Tomasza Frankowskiego. Już w 10. minucie Kevin Doyle obsłużył świetnym podaniem Jelly’ego Van Damme, który trafił do siatki. Gospodarze starali się odgryźć, lecz defensywa przyjezdnych z bramkarze Marcuem Hahnemannem spisywała się bez zarzutu. Po pół godzinie gry trener Mark Hughes dokonał pierwszej zmiany, wprowadzając Zoltana Gerę w miejsce Bobby’ego Zamory. Mimo to do przerwy utrzymał się wynik 0:1. Początek drugiej połowy należał do gospodarzy. Próbkę swoich możliwości pokazał Gera. Węgrowi udało się podać do Marcusa Dembele, który umieścił zagraną piłkę w siatce amerykańskiego bramkarza „Wilków”. Z czasem zaczęła uwidaczniać się przewaga londyńczyków. Przeciwnicy, nie mogąc powstrzymać miejscowych, uciekali się do fauli, czasem dość ostrych. Prowadzący zawody arbiter w drugiej połowie sięgnął do kieszeni po żółtą kartkę aż cztery razy. W doliczonym czasie gry finalista Ligi Europejskiej zadał decydujący cios. Wolverhamptoon pogrążył Dembele, strzelając drugiego gola.
Wigan – Sunderland 1:1

Również i w tej potyczce trudne było wskazania pewniejszego kandydata do zwycięstwa. Obu ekipom udało się wygrać po razie, odpowiednio z Tottenhamem i Manchesterem City. Jednak przyjezdni mieli na swoim koncie dodatkowy punkt za remis z Birmingham City, co stawiało ich w korzystniejszej sytuacji. Zawodnicy obu drużyn od samego początku nie przebierali w środkach, by zatrzymać swoich przeciwników. W połowie pierwszej części spotkania prowadzący zawody arbiter aż cztery razy karał graczy żółtymi kartkami. Myśleniem nie zgrzeszył wtedy Lee Cattermole. W odstępie 240 sekund zarobił dwie i opuścił plac gry. Mający liczebną przewagę gospodarze zaatakowali odważniej. Jednak do przerwy nie przyniosło to spodziewanych rezultatów i piłkarze zeszli na nią przy bezbramkowym remisie. W drugiej części piłkarze nieco spuścili z tonu, nie grali już tak agresywnie. Posiadający w składzie jednego piłkarza więcej gospodarze starali się często atakować bramkę rywali. Jednak defensywa Sunderlandu i bramkarz Simon Mignolet. Mimo to jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście za sprawą jednego z bohaterów mundialu w RPA, Asamoaha Gyana. Miejscowi rozpaczliwie rzucili się do ataku. Na 180 sekund przed końcem spotkania wyrównał Alcaraz. Na więcej obie ekipy tego dnia nie było stać.











