Widzew Łódź już niejednokrotnie pokazał, że potrafi grać do końca. Tak było i w tym meczu, gdy w doliczonym czasie gry wywalczył rzut karny, który zamienił na bramkę. Cracovia już witała się z gąską, lecz finalnie wypuściła zwycięstwo z własnych rąk. Mecz mógł się podobać, chociaż nie strzelono wielu goli. Notabene obydwa padły w samej końcówce spotkania.Taki wynik przed meczem zapewne obie ekipy brałyby w ciemno. Jednakże każdy tutaj chciał zwyciężyć. Być może z perspektywy gry bardziej zdeterminowane, żeby wygrać, były „Pasy”. Były blisko zwycięstwa, jednak gra się do końca, a brak czujności we własnym polu karnym świetnie wykorzystali przyjezdni. Zabrakło koncentracji w samej końcówce i w tabeli dalej Widzew jest przed Cracovią o trzy punkty.
Widzew i Cracovia bez czołowych postaci
Widzew do meczu przystępował bez Ernesta Terpiłowskiego, Patryka Stępińskiego czy Fabio Nunesa. Dodatkowo kilku graczy grających w spotkaniu występowało z różnego rodzaju problemami, co przed spotkaniem na napawało optymizmem Janusza Niedźwiedzia. Z perspektywy meczu było widać, że Widzew nie ma jakości, do jakiej nas przyzwyczaił. Widoczne były braki kadrowe i nie wszyscy zawodnicy, którzy grali, byli w swojej optymalnej dyspozycji.
W Cracovii było podobnie. Z powodu żółtych kartek zabrakło w składzie Patryka Makucha, Jani Atanasova i Jakuba Jugasa. Kontuzjowany jest Arttu Hoskonen, który będzie gotowy na następny mecz. Dodatkowo nie wyleczyli jeszcze kontuzji Jakub Myszor, Hebo Rasmussen i Kamil Pestka. Ławka „Pasów” składała się w połowie z drużyny rezerw. W przypadku Cracovii nie było widać aż tak bardzo brakujących podstawowych zawodników, ponieważ mecz zagrała jak na ostatnie występy naprawdę nieźle.
Pierwsza połowa mogła się podobać
Początek spotkania był spokojny i oba zespoły zbytnio nie ryzykowały. Pierwsza groźna akcja w meczu to słupek piłkarza „Pasów” Konoplyanki. Z krótkiego dośrodkowania wyszedł niecelny strzał. Cztery minuty później Karol Knap celnie główkuje w światło bramki, jednak Henrich Ravas paruje strzał. To był czas dominacji gospodarzy. W 21. minucie meczu goście dają o sobie znać. Martin Kreuzriegler strzela z główki w słupek po dośrodkowaniu Bartłomieja Pawłowskiego. Piłka prawie wpadła do siatki. Minutę później Widzew ponownie miał świetną sytuację, jednak zmarnował ją Julian Shehu, który nie trafił celnie w piłkę.











