Rozpoczęła się trzecia kolejka fazy grupowej Ligi Mistrzów. W niej nie zawiódł CSKA Moskwa. Podopieczni Leonida Słuckiego pokonali lidera grupy, Trabzonspor, 3:0. Oprawcą wicemistrzów Turcji okazał się strzelec dwóch goli, Seydou Doumbia.
W początkowych fragmentach gry więcej do powiedzenia mieli „Wojskowi”. Jednak ich lepsza gra nie przekładała się na groźne sytuacje bramkowe. Dopiero po trzech minutach od rozpoczęcia w pole karne Tolgi wpadł Zoran Tosić, którego powstrzymał Ondrej Celustka. 180 sekund później miała tam miejsce kontrowersyjna sytuacja. Po strzale Vagnera Love piłka trafiła w rękę jednego z obrońców. Sędzia jednak nie zdecydował się na odgwizdanie rzutu karnego. W okolicach 10. minuty CSKA dostał poważne postrzeżenie. Goście egzekwowali rzut rożny, po którym Giray Kacar był bardzo bliski pokonania Władimira Gabułowa, ale niewiele przestrzelił. Gospodarze chcieli odgryźć się akcją Seydou Doumbii na lewym skrzydle, lecz ten został zastopowany. Chwilę przed kwadransem bombę z dystansu Jewgienija Ałdonina zablokowali obrońcy. Futbolówkę przejął Siemion Fiedotow, próbując zagrać w kierunku Vagnera, ale Brazylijczyk trafił wprost w ręce Tolgi.
W 19. minucie powinno być 1:0 dla Trabzonsporu. W świetnej sytuacji znalazł się Alanzinho, ale jego strzał instynktownie nogą wybił Gabułow. Futbolówkę trafiła do Halila Altintopa mającego przed sobą jedynie pustą bramkę. Utracie gola fantastyczną interwencją zapobiegł Siergiej Ignaszewicz. 240 sekund później sporo szczęścia miał Tolga. Ałan Dzagojew z rzutu wolnego świetnie minął mur i gdyby nie pomylił się o centymetry, turecki bramkarz oglądałby piłkę w siatce. Po chwili niewiele pomylił się Doumbia. W 28. minucie odetchnęli kibice CSKA. Gabułow dał się pokonać Arkadiuszowi Głowackiemu, lecz sędzia gola nie uznał ze względu na spalonego. Kolejna akcja przyniosła następnego gola. Sytuację sam na sam z golkiperem, tym razem w sposób prawidłowy, wykorzystał Doumbia i „Wojskowi” wyszli na prowadzenie.
Niedługo po tym Trabzonspor zorganizował istne oblężenie bramki Gabułowa. Po uderzeniu Głowackiego po rzucie rożnym mieliśmy kolejnego kornera. Chwilę później kolejne dośrodkowanie z narożnika wywalczył Adrian Mierzejewski. Dopiero w okolicach 40. minuty przebudził się CSKA, skrzydłami próbował szarpać Tosić, ale nie przekładało się to na wrzutki w pole karne Tolgi. Zaraz po tym pomylił się, strzelając głową, Wasilij Bieriezucki. W końcówce szansę na gola do szatni miał Doumbia, lecz uzyskanie drugiego trafienia w tym meczu skutecznym blokiem uniemożliwił mu Serkan Balci.
Już na początku drugiej części mogło być 2:0, gdyby jeden z obrońców nie uniemożliwił dojścia do futbolówki Tosiciowi. Zaraz po tym czujnością popisał się Tolga, ubiegając w wyścigu o podanie Dzagojewa Doumbię. 21-letni pomocnik CSKA spróbował więc zagrania w kierunku serbskiego kolegi z drużyny, ale to przewidział Kacar. Dopiero w 53. minucie składniejszą akcję przeprowadził Trabzonspor, ale zakończyła się ona spalonym. 60 sekund później mocne uderzenie Ałdonina okazało się niecelne. Tuż przed upływem godziny w „szesnastce” gości padł Doumbia, lecz i tym razem arbiter nie zdecydował się na użycie gwizdka.









