Piłkarze, grający na tej pozycji, zwykle nie rzucają się w oczy. Nazywani są zawodnikami od czarnej roboty. Nie mówi się o nich zbyt wiele, a jednak często to dzięki nim drużyna osiąga korzystny rezultat. Defensywny pomocnik na boisku zostawia całe serce. Nie inaczej jest z Dimitrije Injacem, serbskim pomocnikiem Lecha.

Od kilku lat mam okazję bywać na meczach Ekstraklasy i europejskich pucharów. Bardzo często mając okazję zobaczyć mecz na żywo, przyglądam się przez cały pojedynek jednemu zawodnikowi, podziwiając jego kunszt, technikę, waleczność. W swoim życiu widziałem już grę kilku klasowych piłkarzy takich, jak: Del Piero, Silva, Adebayor, Smolarek, Boruc i wielu innych. Najczęściej mam jednak okazję obserwować piłkarzy Lecha Poznań. Dawniej wielki podziw budził u mnie Rafał Murawski. „Muraś” w Lechu miał fantastyczny okres. Niejednokrotnie prowadził „Kolejorza” do zwycięstw. Nawet gdy zdarzył mu się słabszy mecz nie można było odmówić mu ambicji, chęci do walki. Gdy inni zawodnicy padali ze zmęczenia, Murawski strzelał, podawał, atakował, walczył. Jego gra w 90. minucie niewiele różniła się od gry w pierwszych dziesięciu minutach. Ponadto pomocnik reprezentacji Polski miał dar do zdobywania niezwykle ważnych bramek. Oczywiście najważniejszą była ta strzelona Austrii Wiedeń w 120. minucie rewanżowego meczu eliminacji Pucharu UEFA, która dała Lechowi upragniony awans do fazy grupowej.

Murawski z Poznania jednak odszedł. W Lechu pozostał Dimitrije Injac, stojący zawsze gdzieś z boku Serb, znajdujący się w cieniu Peszki, Stlicia, Kriwca czy wcześniej Lewandowskiego. Injac urodził się 12 sierpnia 1980 roku w Kikindzie. Swoje pierwsze kroki stawiał w miejscowym OFK, ale po przeprowadzce do Nowego Sadu zaczął trenować w FK Kabel. W młodości uważany był za wielki talent. Z tego względu znalazł się w młodzieżowej reprezentacji Jugosławii, w której był nawet kapitanem. Wróżono mu grę w kadrze i dobrym klubie europejskim. Kolejnym krokiem do wielkiej kariery miało być przejście do Vojvodiny. Tam Injac nie zdołał się wybić i został wypożyczony do drugiej ligi, do drużyny FK Becej. Gra na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej pozwoliła „Dimie” ograć się w seniorskiej piłce. Nie dostał jednak kolejnej szansy w Vojvodinie. Dostał jednak propozycję z bośniackiego FK Slavija Sarajewo. Dobra gra zaowocowała zainteresowaniem kilku klubów z wyżej notowanych lig. Jednym z nich był Lech Poznań. Injac przybył do tej drużyny z 10-osobową grupą bałkańskich piłkarzy. To właśnie on przypadł do gustu ówczesnemu trenerowi „Kolejorza”, Franciszkowi Smudzie. W rundzie wiosennej sezonu 2006/2007 zagrał 14 spotkań w lidze, w których zaliczył swoje premierowe trafienie. Było to w meczu z Widzewem, który poznaniacy wygrali 6:1. Nowy sezon Injac rozpoczął już jako podstawowy zawodnik. Od tego czasu jest pewnym ogniwem w jedenastce Lecha. To również dzięki niemu „Kolejorz” wywalczył w zeszłym sezonie tytuł mistrza Polski oraz zaliczył wiele udanych występów w europejskich pucharach.












