Mecz na szczycie ligi szkockiej, pomiędzy Glasgow Rangers i Celtikiem, nazywany Old Firm Derby, był wspaniałym widowiskiem. Twarda gra, momentami na granicy fauli, i emocje, które rosły z minuty na minutę, mogły rozbudzić nawet najbardziej powściągliwych kibiców. Jednak ostatecznie zabrakło tego, co kibice kochają najbardziej, czyli bramek.
Pojedynki Celtiku z Rangersami są jednymi z najbardziej elektryzujących meczów derbowych na całym świecie. Jak zawsze już przed pierwszym gwizdem sędziego emocje sięgały zenitu, a atmosferę wielkiego piłkarskiego święta można było wyczuć w całym Glasgow. Dodatkowego smaczku dodawała sytuacja w tabeli obu klubów. Przed tym spotkaniem Rangersi wyprzedzali o jeden punkt zespół Celtiku, lecz ten miał o jeden mecz rozegrany mniej. To spotkanie mogło więc zadecydować o tym, która z tych drużyn zdobędzie mistrzostwo Szkocji.

Zawodnicy obu klubów od samego początku pokazywali, że nie zamierzają odpuszczać przeciwnikom. Walka toczyła się o każdy centymetr boiska, a główni aktorzy tego widowiska nie przebierali w środkach, żeby powstrzymać rywali. W pierwszych 20. minutach nie było jednak piłkarskich fajerwerków. Obie ekipy szukały sposobu na odnalezienie drogi do bramki, stosując górne piłki, co przyniosło jedynie kilka rzutów rożnych. Dopiero w 26. minucie zawodnicy Celtiku przeprowadzili ładną akcję, którą minimalnie niecelnym strzałem zakończył Scott Brown. Odpowiedź „The Gers” była bardzo szybka. Tym razem jedno z górnych podań odnalazło swojego adresata, którym był Naismith, lecz jego potężny strzał z bliskiej odległości poszybował obok bramki.
W kolejnych minutach gra coraz bardziej się zaostrzała i choć nie można powiedzieć, że mecz stał na niskim poziomie, to jednak kibice obu drużyn nie mogli być zachwyceni z takiego przebiegu sytuacji. Szczególnie zapamiętany po tym spotkaniu zostanie Giorgios Samaras, który nie tylko był w stanie stworzyć ciekawą akcję, ale też agresywną postawą dać się we znaki piłkarzom Rangers.
Druga połowa to już zupełnie inny mecz. Tempo, podobnie jak w pierwszej połowie, było bardzo szybkie, lecz piłkarze w końcu skupili się na grze, a nie na walce wręcz z przeciwnikiem. Efekty mogły przyjść bardzo szybko, bo już w 51. minucie po znakomitym podaniu Mulgrewa świetnie główkował Lafferty, lecz piłka o kilka centymetrów minęła prawy słupek bramki Forstera. W odpowiedzi znakomita akcja Celtiku zakończyła się strzałem nad poprzeczką Kayala. Kilka chwil później znów w roli głównej wystąpił Kayal, ale jego uderzenie zza pola karnego było zbyt lekkie, żeby sprawić problem Allanowi McGregorowi. Jednak najlepszą sytuację miał w 56. minucie Majstorović. Po dośrodkowaniu z prawej strony Szwajcar miał wyśmienitą okazję do strzelenia gola, lecz jego uderzenie głową w dużym zamieszaniu podbramkowym jakimś cudem na rzut rożny wybił golkiper gospodarzy.











