Skoro znamy już komplet uczestników przyszłorocznych mistrzostw świata, można wrócić do powszechnie uwielbianych rozgrywek ligowych. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się godzina 20:45 w sobotę – pora derbów Madrytu, pierwszych na Estadio Wanda Metropolitano. Zapowiada się wyrównane starcie, ponieważ jego uczestnicy spisują się tak samo… przeciętnie.
Oczywiście w tabeli trzecie miejsce Realu i czwarte Atletico na tym etapie sezonu i przy tak grających Valencii i Barcelonie nie jest powodem do bicia na alarm, ale kibice obu madryckich zespołów nie są w tej kampanii przez swoich podopiecznych rozpieszczani zarówno wynikami, jak i stylem. Ogólny obraz na Metropolitano i Bernabeu jest na razie (niewiele) oddalony od co najmniej dobrego.
Niech ten rok się kończy
Chyba nikt tak nie wyczekuje 1 stycznia 2018 jak Atletico Madryt. Wtedy to wreszcie przestanie obowiązywać transferowy zakaz nałożony nieco ponad rok temu na „Rojiblancos” (na Real też, choć „Królewscy” z karą się względnie uporali). Będzie więc szansa na dokonanie niezbędnych wzmocnień, aby uporać się z dwoma istotnymi problemami ekipy Diego Simeone – krótką, niedostarczającą wystarczającej jakości ławką i wiekowością kadry. Bo czy kadra Atletico na papierze może robić wrażenie? Nawet jeśli, to ostatecznie weryfikują to boisko i metryczka.
I te weryfikacje jak na frazie nie wypadają dla „Atleti” korzystnie. Z ośmiu zawodników, którzy mają co najmniej 30 lat, połowa to filary pierwszego składu (Gabi – 34 lata, Juanfran i Filipe Luis – 32, Diego Godin – 31; poza tym Fernando Torres i Migel Angel Moya – 33, Augusto Fernandez – 31, Kevin Gameiro – 30). W lutym (jeśli zostanie na Metropolitano) może do tego grona dołączyć Nico Gaitan, który ma już 29 lat. Z jednej strony, jest to oczywiście spora porcja doświadczenia na boisku. Z drugiej jednak, upływającego czasu, a wraz z nim ubywających sił do gry, się nie powstrzyma.
Atletico, które dusiło rywala pressingiem, grając niesamowicie fizycznie, i na końcu wygrywało 1:0, nie widać. Najprościej można powiedzieć, że w tym sezonie „Colchoneros” w ogóle nie mają pomysłu na spotkania. Będąca znakiem firmowym ekipy „Cholo” defensywa nie jest potężnym monolitem, a drużynę często musi ratować Jan Oblak; w pomocy widać, jak starzeje się Gabi, a sam Koke nie zorganizuje gry w środku; ofensywa kuleje – Yannick Carrasco jak nie znika w meczach, to zmienia się w jeźdźca bez głowy, a Antoine Griezmann na liczniku minut bez gola dla „Atleti” ma już szóstkę przed dwoma zerami. Nie ma stylu, nie ma zadowalających wyników i choć jest pierwsza czwórka ligi hiszpańskiej, jest też widmo Ligi Europy. Przypominając, że derby odbędą się na Metropolitano, warto zaznaczyć, że Atletico po pokonaniu Malagi i Sevilli nie wygrało czterech kolejnych meczów u siebie – w ostatniej chwili zwyciężyła Chelsea i w sumie trzy punkty wywiozły ekipy Barcelony, Villarrealu i Quarabagu (wszyscy zremisowali po 1:1).












