Czasami do pewnych wydarzeń trzeba dorosnąć. W piłce jak w życiu. Pół roku to wieczność – wydarzyło się tysiąc czynników, które spowodowały, że dzisiaj inaczej postrzegamy Lecha, choć ten wciąż ma swoje kłopoty. W lipcu starcie z Karabachem odbierano jak mecz z Realem Madryt. Obecnie to drużyna absolutnie do pokonania, a to pokazuje, że Lech Poznań jednak zanotował progres. Zdecydowanie większa jest też wiara w zespół mistrza Polski, choć wygrany mecz z Koroną 3:2 sprawił, że u niektórych kibiców pojawiło się też pewne powątpiewanie.
Wyniki często nie mówią wszystkiego. Rzecz jasna są w piłce najważniejsze, bo to one definiują, czy sezon jest udany, czy nie. Te w tej rundzie były sinusoidalne – zarówno kibice, jak i dziennikarze zmieniali narrację o grze „Kolejorza” jak Agustin Egurrola stacje telewizyjne. Nawet mecz z Koroną sprawił, że w Poznaniu zapanowały przeróżne nastroje. Na koniec jednak – wpływ na to ma głównie wyjście z grupy Ligi Konferencji – powiemy, że John van den Brom poprzez wyciąganie wniosków i powolną naukę stworzył drużynę, która nie ma co klękać przed Karabachem, gdyby los znów skojarzył ze sobą obie drużyny. Lechici udowodnili, że można zagrać z dobrą europejską drużyną w piłkę i krzyknąć głośne „na nich!”.
Lech Poznań – mało widoczny, ale stały progres
John van den Brom przejmował drużynę mistrzowską po Macieju Skorży, lecz nie była to ta sama ekipa. Mimo że zdecydowana większość piłkarzy została. Dwumecz z Karabachem traktowano priorytetowo. Mecze o życie. Jak pokazała dalsza część rundy, jeszcze wiele było kluczowych spotkań, które mogły zdefiniować ten sezon. Patrząc przez pryzmat lata i jesieni, możemy napisać, że Lech Poznań nie zawiódł. A przecież do lidera traci dziesięć punktów – jeśli doliczyć „Kolejorzowi” trzy oczka za mecz z Miedzią – i odpadł z Pucharu Polski.
Warto wziąć pod uwagę liczbę rozegranych spotkań. Lech jako jedyna drużyna w ostatnich latach poradził sobie z grą co trzy dni. I to dosłownie co trzy dni, bo przecież runda jesienna jest skrócona przez mundial w Katarze. Zdarzyły się słabsze mecze, ale z kolejki na kolejkę „Kolejorz” wyglądał coraz lepiej i się rozkręcał.
Najgorszy w wykonaniu Lecha był początek, kiedy John van den Brom uczył się jeszcze drużyny. Choć personalnie to ten sam zespół co w Baku. Postrzeganie na przykład Kristoffera Veldego z czasem się zmieniło, mimo że to ten sam toporny zawodnik potrafiący zagrać piłkę w niezrozumiały sposób. „Kolejorz” zaliczył progres i pokazują to spotkania w Lidze Konferencji, w której był po prostu lepszy piłkarsko od Happoelu i Austrii. To już jest drużyna zdecydowanie lepiej opakowana psychicznie i mentalnie, która do dwumeczu z Karabachem podeszłaby w zupełnie inny sposób.











