Dariusz Mioduski na ratunek futbolu [FELIETON]


Według doniesień Polak może wystartować w wyborach na prezydenta FIFA

15 lipca 2026 Dariusz Mioduski na ratunek futbolu [FELIETON]
Rafał Oleksiewicz / PressFocus

Według amerykańskiego dziennikarza Bena Jacobsa, UEFA ma zamiar wystawić własnego kandydata w przyszłorocznych wyborach na prezydenta FIFA. Aleksander Ceferin? Skupia się na Europie. Nasser Al-Khelaifi? Niezainteresowany. Wybór padł na Dariusza Mioduskiego.


Udostępnij na Udostępnij na

Gianni Infantino „przekroczył czerwoną linię” – grzmiała w swoim komunikacie kilka dni temu UEFA. Nie jest to stwierdzenie odkrywcze. Przekraczanie „czerwonej linii” u Infantino nie jest niczym nowym, zjawisko istnieje od dawna. Infantino linię o bordowym kolorze przekracza, następnie linia przesuwa się jeszcze dalej, a prezydent FIFA pozwala sobie jeszcze więcej. Chciałoby się rzec, standard.

Ale jednak, idąc za głosem europejskiej federacji, linia tym razem została już przekroczona. Ostatecznie. Pokłosiem tego rozgoryczonego obwieszczenia, że Infantino dalej posunąć się nie może, jest odwołanie czerwonej kartki Folarinowi Balogunowi. Wzajemne umizgi amerykańskiego prezydenta z prezydentem futbolu (bo tak można go nazwać, na wyższy szczyt w tej dyscyplinie wdrapać się nie da) przechyliły czarę goryczy.

Jak dobrze wiemy, Donald Trump i Gianni Infantino pałają do siebie miłością nieokiełznaną. Są jak dwie krople wody – obaj kochają władzę i pieniądze. Dobrali się perfekcyjnie. Obaj również, mniej lub bardziej, wykazują postawy narcystyczne. Unoszą się ponad regułami wyznaczonymi dla przeciętnych śmiertelników, wykorzystują piastowane przez siebie urzędy do rozpieszczania i budowania swojego „ja”. W kontekście sprawowania władzy, mimo dwóch różnych ekosystemów, są wyraźnie podobni.

A kto nie zna lepiej potrzeb narcyza niż drugi, identyczny narcyz? Infantino wie najlepiej, jak usatysfakcjonować swojego amerykańskiego przyjaciela. Dla niego i tylko dla niego stworzył nawet Pokojową Nagrodę FIFA, wzorowaną rzecz jasna na Pokojowej Nagrodzie Nobla. Tej drugiej nikt mu jednak nie przyznał, ku zdziwieniu całego świata – w końcu, tu cytuję, „zakończył siedem wojen i we wszystkich przypadkach one szalały, a niezliczone tysiące ludzi ginęły”. Mesjasz XXI wieku.

UEFA na białym koniu

Tą relacją obustronnego uwielbienia i naginania przepisów Gianni Infantino rozzłościł europejskich działaczy. Do tego stopnia, że na białym koniu na ratunek FIF-ie postanowiła ruszyć UEFA. Na nasze kibicowskie szczęście postaci kontrowersyjne, nie mniej niż Infantino zatopione w skandalach, zainteresowane wyścigiem o fotel prezydenta FIFA nie są.

Obecny prezydent UEFA Aleksander Ceferin, otoczony skandalami podobnie jak Infantino, w wyborach nie wystartuje. Nie chce ryzykować porażki z urzędującą głową FIFA, zamierza kontynuować wygasającą w 2027 roku kadencję. Jeden wypada z listy.

Według doniesień „talkSPORT” posadą nie jest zainteresowany również Nasser Al-Khelaifi – m.in. minister bez teki w rządzie Kataru, szef Paris Saint-Germain oraz przewodniczący ECA (Europejskiego Stowarzyszenia Klubów). Jedna z najbardziej wpływowych osób w futbolu, ze świata futbolu najbardziej utopiony w kontrowersjach. W przeszłości został oskarżony o porwanie i tortury Tayeba Benabderrahmane, francusko-algierskiego biznesmena. Powodem miały być posiadane przez niego kompromitujące dokumenty, dowodzące korupcji Katarczyka. Najmroczniejsza postać w piłkarskim ekosystemie. Tym samym inwazja katarskiego mocarstwa na futbol się nie dopełni, przynajmniej oficjalnie. Drugi wypada z listy.

Dariusz Mioduski i wybory na prezydenta FIFA

Trzecie nazwisko, które pojawiło się w doniesieniach angielskiego portalu, było polskie – Mioduski. W strukturach UEFA i ECA cieszy się dobrą reputacją. Jest jednym z głównych pomysłodawców Ligi Konferencji, która – warto wspomnieć – otworzyła polskim klubom furtkę do europejskiego świata i dzięki niej Polacy goszczą w Europie częściej niż okazjonalnie. Pomysł rewolucyjny.

I co najważniejsze, w przeciwieństwie do wyżej wymienionych, nie ma na sobie ciążących skandali. Nie jest oskarżony o korupcję, o konflikt interesów, nie ma procesów sądowych. Ze strony prawnej jest człowiekiem krystalicznie czystym, nieskazitelnym. Skompromitowana na wielu płaszczyznach UEFA szuka takiej osoby. I prawdopodobnie znalazła.

Mioduski jest światowcem. Ukończył Uniwersytet Świętego Tomasza w Houston z tytułem „Bachelor of Arts” z nauk politycznych i filozofii. Jako pierwszy absolwent teksańskiej uczelni został przyjęty na Harvard, najbardziej prestiżową szkołę prawa na świecie, gdzie uzyskał tytuł doktora prawa. Następnych szczebli jego kariery opisywać nie będę. Niemniej, chodzi mi o jedno – nie posiada statusu zaściankowicza. Wykształcony, angielski na poziomie dwujęzycznym, bez skandali ciągnących się latami za nazwiskiem. Na papierze kandydat idealny.

Legia Dariusza Mioduskiego

Polscy kibice mają jednak szerszy obraz niż europejscy działacze. Legia Warszawa pod władzami Dariuszem Mioduskim to ciągłe pasmo niepowodzeń i klęsk, doprowadził ją do stanu krytycznego.

Legia to przede wszystkim brak długofalowej strategii. Rotacja na stanowisku trenera przez ostatnich kilka lat była ciągła, koncepcja na drużynę zmieniała się z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc. W działaniach Mioduskiego nie było myśli o długoterminowości projektu, od momentu przejęcia przez niego Legii, ta miała aż czternastu różnych szkoleniowców.

Klub został doprowadzony do finansowej ruiny. Z zespołem za darmo tego lata pożegnali się między innymi Jean-Pierre Nsame, Juergen Elitim, Radovan Pankov, Kacper Tobiasz czy Kacper Urbański. Doszło nawet do momentu, w którym sprzedawani muszą być wychowankowie warszawskiej szkółki bez głębszego zadomowienia się w ekstraklasowych realiach, by reperować sytuację finansową klubu. Zaledwie kilka miesięcy po debiucie w pierwszej drużynie z Legią pożegnał się Jan Leszczyński. Za 3 miliony euro ściągnęła go Borussia Moenchengladbach – po paru latach w seniorskiej piłce cena prawdopodobnie by wzrosła, kilkukrotnie.

Warszawski klub bez ładu, wyraźnego planu, pogrążony w degrengoladzie i ligowym marazmie dwukrotnie bił się już o utrzymanie w lidze. O choćby nawiązaniu rywalizacji ligowej z Lechem Poznań nie ma mowy – Kolejorz odjechał im o kilka stacji w przeciągu kilku lat. Istna wielopłaszczyznowa klęska.

Polski prezydent FIFA

Jeśli przez tyle lat Mioduskiemu nie udawało się w Legii – ba, klub szoruje po dnie – to ma mu się udać w zarządzaniu największą piłkarską organizacją na świecie? Będąc całkowicie szczerym, nie mam pojęcia. Być może Dariusz Mioduski został stworzony do celów wyższych. Być może malutka w skali światowej Legia to dla niego za mało, więc celuje w wielką piłkę? Nie znajdę na to odpowiedzi, choćbym myślał nad tym dnie i noce.

W europejskiej federacji ludzi oczarował. Ma tam na tyle dobry status, że UEFA (ponoć, bo choć z bardzo dobrego źródła, nadal jest to plotka) postanawia wystawić go w wyścigu z prawdziwym bożyszczem futbolu. Najprawdopodobniej nie obchodzi ich, że w Legii mu nie idzie; że jeden z największych polskich klubów dołuje. Powiem więcej, zakładam że w ogóle ich to nie obchodzi, bo jest to tylko kropelka w morzu.

Może Dariusz Mioduski będzie czuć się jak ryba w wodzie, podróżując po Vanuatu i Nowej Kaledonii w poszukiwaniu głosów? Możliwe, że dla takiego światowca – pisząc pół żartem, pół serio – klub z Ekstraklasy to jest za mała para kaloszy, by wyeksponować swoje możliwości. Europejczykom je wyeksponował. I ich zachwycił.

Ale drodzy czytelnicy, z pewnością wiem jedno. Polski prezydent FIFA, w dodatku Dariusz Mioduski, to coś, czego w naszym polskim piekiełku potrzebujemy.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze