Według amerykańskiego dziennikarza Bena Jacobsa, UEFA ma zamiar wystawić własnego kandydata w przyszłorocznych wyborach na prezydenta FIFA. Aleksander Ceferin? Skupia się na Europie. Nasser Al-Khelaifi? Niezainteresowany. Wybór padł na Dariusza Mioduskiego.
Gianni Infantino „przekroczył czerwoną linię” – grzmiała w swoim komunikacie kilka dni temu UEFA. Nie jest to stwierdzenie odkrywcze. Przekraczanie „czerwonej linii” u Infantino nie jest niczym nowym, zjawisko istnieje od dawna. Infantino linię o bordowym kolorze przekracza, następnie linia przesuwa się jeszcze dalej, a prezydent FIFA pozwala sobie jeszcze więcej. Chciałoby się rzec, standard.
Ale jednak, idąc za głosem europejskiej federacji, linia tym razem została już przekroczona. Ostatecznie. Pokłosiem tego rozgoryczonego obwieszczenia, że Infantino dalej posunąć się nie może, jest odwołanie czerwonej kartki Folarinowi Balogunowi. Wzajemne umizgi amerykańskiego prezydenta z prezydentem futbolu (bo tak można go nazwać, na wyższy szczyt w tej dyscyplinie wdrapać się nie da) przechyliły czarę goryczy.
Jak dobrze wiemy, Donald Trump i Gianni Infantino pałają do siebie miłością nieokiełznaną. Są jak dwie krople wody – obaj kochają władzę i pieniądze. Dobrali się perfekcyjnie. Obaj również, mniej lub bardziej, wykazują postawy narcystyczne. Unoszą się ponad regułami wyznaczonymi dla przeciętnych śmiertelników, wykorzystują piastowane przez siebie urzędy do rozpieszczania i budowania swojego „ja”. W kontekście sprawowania władzy, mimo dwóch różnych ekosystemów, są wyraźnie podobni.
A kto nie zna lepiej potrzeb narcyza niż drugi, identyczny narcyz? Infantino wie najlepiej, jak usatysfakcjonować swojego amerykańskiego przyjaciela. Dla niego i tylko dla niego stworzył nawet Pokojową Nagrodę FIFA, wzorowaną rzecz jasna na Pokojowej Nagrodzie Nobla. Tej drugiej nikt mu jednak nie przyznał, ku zdziwieniu całego świata – w końcu, tu cytuję – „zakończył siedem wojen i we wszystkich przypadkach one szalały, a niezliczone tysiące ludzi ginęły”. Mesjasz XXI wieku.
UEFA na białym koniu
Tą relacją obustronnego uwielbienia i naginania przepisów Gianni Infantino rozzłościł europejskich działaczy. Do tego stopnia, że na białym koniu na ratunek FIF-ie postanowiła ruszyć UEFA. Na nasze kibicowskie szczęście postaci kontrowersyjne, nie mniej niż Infantino zatopione w skandalach, zainteresowane wyścigiem o fotel prezydenta FIFA nie są.
Obecny prezydent UEFA Aleksander Ceferin, otoczony skandalami podobnie jak Infantino, w wyborach nie wystartuje. Nie chce ryzykować porażki z urzędującą głową FIFA, zamierza kontynuować wygasającą w 2027 roku kadencję. Jeden wypada z listy.
Według doniesień talkSPORT posadą nie jest zainteresowany również Nasser Al-Khelaifi – m.in. minister bez teki w rządzie Kataru, szef Paris Saint-Germain oraz przewodniczący ECA (Europejskiego Stowarzyszenia Klubów). Jedna z najbardziej wpływowych osób w futbolu, ze świata futbolu najbardziej utopiony w kontrowersjach. W przeszłości został oskarżony o porwanie i tortury Tayeba Benabderrahmane, francusko-algierskiego biznesmena. Powodem miały być posiadane przez niego kompromitujące dokumenty, dowodzące korupcji Katarczyka. Najmroczniejsza postać w piłkarskim ekosystemie. Tym samym inwazja katarskiego mocarstwa na futbol się nie dopełni, przynajmniej oficjalnie. Drugi wypada z listy.











