Anglicy we wczorajszym półfinale okazali się za mocni i to ostatecznie „Synowie Albionu” zmierzą się z Włochami w finale mistrzostw Europy. Dania jednakże może opuszczać Londyn z podniesionym czołem. To podopieczni Kaspera Hjulmanda zapracowali na sławetny ostatnimi czasy tytuł czarnego konia.
Futbol uwielbia romantyczne historie. Szczególnie na dużych imprezach reprezentacyjnych. Kostaryka 2014, Walia 2016, Chorwacja 2018. Do tego grona z czystym sumieniem można dopisać Duńczyków, którzy po dwóch spotkaniach mieli zero punktów, lecz ostatecznie udało im się dojść aż do półfinału. Można naturalnie mieć obiekcje do tego sukcesu – łatwa drabinka oraz uniknięcie faworyzowanych rywali. Formuła turnieju jest jednakże taka, a nie inna, na czym Dania tylko mogła skorzystać.
Dania zaczyna od dreszczowca
O wydarzeniach w spotkaniu z Finlandią napisano już bardzo dużo. Duńczycy na samym początku swojej przygody z mistrzostwami Europy wsiedli do emocjonalnego rollercoastera – od szoku, niepewności do ostatecznego szczęścia, że Eriksen przeżył. Mecz z Finlandią trzeba było jednakże dograć. Przed wymuszoną przerwą Dania była zespołem lepszym. Po długiej przerwie gospodarze nadal dominowali, lecz Finowie wykorzystali swoją jedyną tak naprawdę okazję.
Kilkanaście minut po nieoczekiwanej stracie bramki Pierre-Emile Hojbjerg stanął przed dużą szansą na doprowadzenie do remisu. Gracz Tottenhamu przystąpił do „jedenastki”, lecz uderzył bardzo słabo, dobrze dysponowany Lukas Hradecky bez większych problemów obronił bowiem jego strzał. Dania nieoczekiwanie przegrała z drużyną, której wieszczono przed startem zerowy dorobek punktowy. Okoliczności tego spotkania natomiast sprawiły, że wynik nie był tego dnia najważniejszym wydarzeniem.
Świetny mecz z Belgią
W drugim spotkaniu przed Duńczykami jawiło się zadanie z kategorii niemożliwych. Zawodnicy Kaspera Hjulmanda mierzyli się bowiem z Belgią, jednym z faworytów całego turnieju. Dania jednakże, niesiona przez publiczność, rozegrała świetną pierwszą część spotkania, nie dając dojść do głosu „Czerwonym Diabłom” i już w 2. minucie spotkania wychodząc na prowadzenie za sprawą trafienia Yussufa Poulsena.
Po zmianie stron geniusz Kevina De Bruyne oraz Romelu Lukaku przechylił szalę zwycięstwa na korzyść Belgów. Trafienia Thorgana Hazarda oraz De Bruyne przypieczętowały awans zawodników Roberto Martineza. Dania jednakże, po dwóch porażkach, wciąż miała szanse na awans. Wygrana Rosji z Finlandią sprawiła, że Skandynawowie musieli pokonać w ostatnim spotkaniu „Sborną”, a Finowie nie mogli zdobyć punktu w starciu z Belgią.











