Gdy Rubin Kazań sfinalizował transfer związanego sześć lat z Lechem Darko Jevticia, w Poznaniu zaczęto poważnie zastanawiać się nad przyszłością klubu. Czas do rozpoczęcia rundy wiosennej upływał nieubłaganie, a „Kolejorz” pozostawał bez zastępcy swojego byłego lidera. Na parę dni przed powrotem do grania działaczom udało się dopiąć swego i pozyskać z ŁKS-u Daniego Ramireza. I z perspektywy pierwszych kilku spotkań Lecha w lidze ten ruch wydaje się w pełni trafiony.
Od dwóch sezonów Hiszpan błyszczał w biało-czerwono-białych barwach, ale to, czy odnajdzie się w Poznaniu, nie było sprawą oczywistą. Inne otoczenie, większe wymagania, znacznie poważniejsze cele. To wszystko nie przerosło jednak Ramireza i od początku gry w Lechu prezentuje topowy poziom na warunki PKO Ekstraklasa.
Odbicie od dna
Ramírez do Polski trafiał jako piłkarz szukający ostatniej deski ratunku po dobrze zapowiadającej się, lecz ostatecznie nieudanej, przygodzie w wielkich hiszpańskich klubach takich jak Real Madryt czy Valencia. Z metką zmarnowanego talentu trafił do I-ligowego Stomilu Olsztyn, w którym miał wrócić do stałej gry na wysokim poziomie. Rzeczywistość jednak ponownie nie okazała się dla Hiszpana łaskawa. – W Olsztynie miałem problemy zarówno boiskowe, jak i związane z finansami. Problemy finansowe sprawiały, że nie mogłem pokazać na boisku najlepszej wersji siebie. Kiedy widzisz, że nie dostajesz pieniędzy za swoją pracę, trudno jest w pełni skoncentrować się na grze – mówił Ramírez w wywiadzie, którego nam udzielił jeszcze w barwach ŁKS-u, w przeddzień wyjazdu na zgrupowanie do Side.
Cały wywiad tutaj:
Koniec końców Olsztyn nie był dla Daniego trampoliną do ekstraklasy. Stał się nią dopiero ŁKS. Tam Hiszpan okazał się zupełnie inną postacią. Wziął na siebie odpowiedzialność za grę ofensywną zespołu i był kluczowym zawodnikiem w kwestii awansu na najwyższy szczebel rozgrywkowy. W I lidze prezentował poziom spokojnie pozwalający podbić ekstraklasę, ale musiał jeszcze w praktyce udowodnić swoją wartość. I udowodnił. Bardzo szybko czołowe polskie kluby przekonały się o możliwościach Ramireza.
Sześć goli i cztery asysty zebrane w ciągu 20 spotkań rundy jesiennej to wynik bardzo dobry, mając na uwadze fakt, że 27-latek dokonał tego w barwach ostatniej drużyny ligi. Ciągnął za uszy, ile mógł, swoich kolegów z drużyny, ale nie wystarczyło to, aby ŁKS odbił się od dna. Ugrzązł w nim na dobre, a Ramireza dręczyła w związku z tym coraz większa frustracja. Na boisku pracował za wielu, a Łódzkiemu Klubowi Sportowemu i tak nie przynosiło to efektów. – Seria ośmiu porażek z rzędu w lidze była dla nas bardzo bolesna. Takie momenty są bardzo trudne, bo rozgrywasz spotkania z różnymi rywalami, a i tak niedziela w niedzielę przegrywasz. Masz cały czas w głowie te nieudane mecze i do tego nie wiesz, co zrobić, żeby w końcu wygrać – mówił iGolowi.
I już wtedy pojawiały się głosy, że Ramirezowi niekoniecznie w takiej sytuacji będzie uśmiechało się pozostanie przy Alei Unii 2. Kluczowe dla jego przyszłości w ŁKS-ie miały być dni przed wylotem na obóz do Side, bo w klubie zapewniano, że kto poleci do Turcji, to wiosnę spędzi w Łodzi. Obietnicy jednak dotrzymać się nie udało. Co prawda Ramírez w Turcji normalnie rozegrał spotkania kontrolne, pozostawał cały czas z drużyną, ale w tym czasie rozmowy na linii ŁKS–Lech były bardzo intensywne. I do porozumienia oba kluby doszły w tygodniu poprzedzającym powrót do gry ekstraklasy. Hiszpan otrzymał od prezesa Tomasza Salskiego pamiątkowy miecz symbolizujący zamiłowania hobbystyczne Ramireza i podziękował za jego wkład w życie zespołu. 27-latek pozostawił po sobie 500 tysięcy euro w budżecie klubu, a także obraz zmartwionych sympatyków łódzkiej drużyny.
Weryfikacja możliwości
Na wszelakich forach kibiców „Kolejorza” po odejściu Darko Jevticia przewijało się głównie jedno nazwisko – Ramírez. Sprawa była postawiona jasno – jeśli ktoś ma sprawić, żeby Lech ponownie włączył się do walki o mistrzostwo kraju, to ma to być Hiszpan. Od strony finansowej „Kolejorz” problemów nie miał, gdyż pieniądze ze sprzedaży Jevticia pokryłyby spokojnie transfer Daniego, ale w Poznaniu chciano możliwie najbardziej zejść z ceny. Ostatecznie następcę nowego pomocnika Rubina Kazań sprowadzono za pół miliona euro – cenę w pełni adekwatną do prezentowanego przez niego poziomu.
Z powodu pauzy za cztery żółte kartki Dani Ramírez i tak nie mógł zagrać w pierwszym meczu Lecha po przerwie zimowej, zatem sztab „Kolejorza” nie musiał w przyspieszonym tempie wdrażać byłego pomocnika ŁKS-u w trening. Spokojnie zaczekał on na swoją szansę. W tym czasie na wszelkie sposoby przedstawiono kibicom sylwetkę Hiszpana, choć w zasadzie takiej potrzeby nie było – wyrobił on sobie wystarczająco dużą markę, żeby być znanym w całej piłkarskiej Polsce. A w Poznaniu miał ją sobie jeszcze bardziej budować.
Pierwszy jego mecz w koszulce Lecha przypadł na przegrany 1:2 pojedynek z Cracovią Kraków. Trudno zatem nazwać to wymarzonym debiutem, bardziej dawne koszmary z ŁKS-u zajrzały Ramirezowi w oczy. Były to jednak złe dobrego początki. Hiszpan zagrał we wszystkich dotychczasowych spotkaniach od 1. minuty, a Lech więcej już z nim w składzie nie przegrał.
Popis swoich umiejętności Dani Ramirez dał w spotkaniu z Górnikiem Zabrze. Szybko otworzył wynik, finalizując akcję, którą sam zapoczątkował, a po przerwie dołożył jeszcze drugą asystę, od kiedy gra w niebieskiej koszulce. Przede wszystkim jednak nie zmienił się jego styl gry od czasu przenosin z Łodzi. Nieustannie pod grą, rzadko w większym niż 10-metrowym promieniu od piłki. Do tego przebojowy, zawsze szukający niekonwencjonalnych rozwiązań, który boiskową odwagą potrafi zrobić znaczną różnicę. Cały czas to ten sam Ramirez z ekstraklasowego topu.
Sam zainteresowany nie stara się być sztucznie skromny, ma świadomość swoich umiejętności. – Jeżeli utrzymam ten poziom profesjonalizmu, ciężkiej pracy i rozegram wszystkie mecze na 100 procent, to będę wyróżniającym się graczem ligi. Pokazałem to już przez cztery miesiące gry na tym poziomie – odpowiadał Ramirez w wywiadzie dla portalu Newonce na pytanie o najlepszych piłkarzy ligi.
Nowe realia
Nowy klub to oczywiście nowe wyzwania, nowe cele, nowe zadania itd. Ale też rzecz jasna nowe środowisko. Z nim na nowo musiał się zmierzyć Hiszpan po przenosinach do Poznania. A jak wiadomo, w jego przypadku sytuacja jest utrudniona ze względu na słabą znajomość języka polskiego oraz angielskiego. W Łodzi piłkarzy hiszpańskojęzycznych było kilku, zresztą w niektórych przypadkach sprowadzanych do ŁKS-u za namową właśnie Ramireza. Pirulo, Guima, Corral, Gracia – w Łodzi hiszpańska kolonia była zatem pokaźna.
W Lechu na próżno szukać takiej grupki. Pod względem narodowościowym większy tygiel panuje faktycznie w Poznaniu, porównując z Łodzią, natomiast jest on bardziej zróżnicowany. Holender, Norweg, Słowak, Serb, Ukraińcy, Chorwat, Portugalczyk, Hiszpan, Duńczyk, Rosjanin. Stranierich w Lechu jest mnóstwo, ale, jak nietrudno się domyślić, Hiszpanowi z tej grupy najbliżej do Portugalczyka.
– Był jedną z osób, które najbardziej zabiegały, żebym przeniósł się do Poznania. Dzwonił do mnie, przekonywał, że będę tutaj naprawdę ważny, że będę miał podobny status do niego, że rozmawia po hiszpańsku perfekcyjnie i pomoże mi w aklimatyzacji. Wykazał inicjatywę. Mamy dobry feeling, odkąd się poznaliśmy – mówił o Pedro Tibie Ramirez w rozmowie z Newonce. I jeśli na boisku będzie między nimi tak dobrze jak poza nim, to hiszpańsko-portugalski duet może zawojować polską ligę na dłuższy czas.
Od zera do bohatera
Dokładnie dwa lata temu Dani Ramirez przeżywał kolejny nieudany mecz Stomilu Olsztyn, w którego barwach na próżno szukał dawnej radości z gry. Obecnie Hiszpan znajduje się w kompletnie innym miejscu. W połowie marca 2018 przereklamowany piłkarz, dziś gwiazda ligi. Ciężką pracą wdrapał się na należne mu miejsce. Z marnego rezerwowego pierwszoligowej drużyny stał się podporą środka pola kandydata na mistrza Polski. Napisał i cały czas pisze romantyczną historię swojej przygody z piłką…
Gdy Rubin Kazań sfinalizował transfer związanego sześć lat z Lechem Darko Jevticia, w Poznaniu zaczęto poważnie zastanawiać się nad przyszłością klubu. Czas do rozpoczęcia rundy wiosennej upływał nieubłaganie, a „Kolejorz” pozostawał bez zastępcy swojego byłego lidera. Na parę dni przed powrotem do grania działaczom udało się dopiąć swego i pozyskać z ŁKS-u Daniego Ramireza. I z perspektywy pierwszych kilku spotkań Lecha w lidze ten ruch wydaje się w pełni trafiony.
Od dwóch sezonów Hiszpan błyszczał w biało-czerwono-białych barwach, ale to, czy odnajdzie się w Poznaniu, nie było sprawą oczywistą. Inne otoczenie, większe wymagania, znacznie poważniejsze cele. To wszystko nie przerosło jednak Ramireza i od początku gry w Lechu prezentuje topowy poziom na warunki PKO Ekstraklasa.
Odbicie od dna
Ramírez do Polski trafiał jako piłkarz szukający ostatniej deski ratunku po dobrze zapowiadającej się, lecz ostatecznie nieudanej, przygodzie w wielkich hiszpańskich klubach takich jak Real Madryt czy Valencia. Z metką zmarnowanego talentu trafił do I-ligowego Stomilu Olsztyn, w którym miał wrócić do stałej gry na wysokim poziomie. Rzeczywistość jednak ponownie nie okazała się dla Hiszpana łaskawa. – W Olsztynie miałem problemy zarówno boiskowe, jak i związane z finansami. Problemy finansowe sprawiały, że nie mogłem pokazać na boisku najlepszej wersji siebie. Kiedy widzisz, że nie dostajesz pieniędzy za swoją pracę, trudno jest w pełni skoncentrować się na grze – mówił Ramírez w wywiadzie, którego nam udzielił jeszcze w barwach ŁKS-u, w przeddzień wyjazdu na zgrupowanie do Side.
Cały wywiad tutaj:
Koniec końców Olsztyn nie był dla Daniego trampoliną do ekstraklasy. Stał się nią dopiero ŁKS. Tam Hiszpan okazał się zupełnie inną postacią. Wziął na siebie odpowiedzialność za grę ofensywną zespołu i był kluczowym zawodnikiem w kwestii awansu na najwyższy szczebel rozgrywkowy. W I lidze prezentował poziom spokojnie pozwalający podbić ekstraklasę, ale musiał jeszcze w praktyce udowodnić swoją wartość. I udowodnił. Bardzo szybko czołowe polskie kluby przekonały się o możliwościach Ramireza.
Sześć goli i cztery asysty zebrane w ciągu 20 spotkań rundy jesiennej to wynik bardzo dobry, mając na uwadze fakt, że 27-latek dokonał tego w barwach ostatniej drużyny ligi. Ciągnął za uszy, ile mógł, swoich kolegów z drużyny, ale nie wystarczyło to, aby ŁKS odbił się od dna. Ugrzązł w nim na dobre, a Ramireza dręczyła w związku z tym coraz większa frustracja. Na boisku pracował za wielu, a Łódzkiemu Klubowi Sportowemu i tak nie przynosiło to efektów. – Seria ośmiu porażek z rzędu w lidze była dla nas bardzo bolesna. Takie momenty są bardzo trudne, bo rozgrywasz spotkania z różnymi rywalami, a i tak niedziela w niedzielę przegrywasz. Masz cały czas w głowie te nieudane mecze i do tego nie wiesz, co zrobić, żeby w końcu wygrać – mówił iGolowi.
I już wtedy pojawiały się głosy, że Ramirezowi niekoniecznie w takiej sytuacji będzie uśmiechało się pozostanie przy Alei Unii 2. Kluczowe dla jego przyszłości w ŁKS-ie miały być dni przed wylotem na obóz do Side, bo w klubie zapewniano, że kto poleci do Turcji, to wiosnę spędzi w Łodzi. Obietnicy jednak dotrzymać się nie udało. Co prawda Ramírez w Turcji normalnie rozegrał spotkania kontrolne, pozostawał cały czas z drużyną, ale w tym czasie rozmowy na linii ŁKS–Lech były bardzo intensywne. I do porozumienia oba kluby doszły w tygodniu poprzedzającym powrót do gry ekstraklasy. Hiszpan otrzymał od prezesa Tomasza Salskiego pamiątkowy miecz symbolizujący zamiłowania hobbystyczne Ramireza i podziękował za jego wkład w życie zespołu. 27-latek pozostawił po sobie 500 tysięcy euro w budżecie klubu, a także obraz zmartwionych sympatyków łódzkiej drużyny.
Weryfikacja możliwości
Na wszelakich forach kibiców „Kolejorza” po odejściu Darko Jevticia przewijało się głównie jedno nazwisko – Ramírez. Sprawa była postawiona jasno – jeśli ktoś ma sprawić, żeby Lech ponownie włączył się do walki o mistrzostwo kraju, to ma to być Hiszpan. Od strony finansowej „Kolejorz” problemów nie miał, gdyż pieniądze ze sprzedaży Jevticia pokryłyby spokojnie transfer Daniego, ale w Poznaniu chciano możliwie najbardziej zejść z ceny. Ostatecznie następcę nowego pomocnika Rubina Kazań sprowadzono za pół miliona euro – cenę w pełni adekwatną do prezentowanego przez niego poziomu.
Z powodu pauzy za cztery żółte kartki Dani Ramírez i tak nie mógł zagrać w pierwszym meczu Lecha po przerwie zimowej, zatem sztab „Kolejorza” nie musiał w przyspieszonym tempie wdrażać byłego pomocnika ŁKS-u w trening. Spokojnie zaczekał on na swoją szansę. W tym czasie na wszelkie sposoby przedstawiono kibicom sylwetkę Hiszpana, choć w zasadzie takiej potrzeby nie było – wyrobił on sobie wystarczająco dużą markę, żeby być znanym w całej piłkarskiej Polsce. A w Poznaniu miał ją sobie jeszcze bardziej budować.
Pierwszy jego mecz w koszulce Lecha przypadł na przegrany 1:2 pojedynek z Cracovią Kraków. Trudno zatem nazwać to wymarzonym debiutem, bardziej dawne koszmary z ŁKS-u zajrzały Ramirezowi w oczy. Były to jednak złe dobrego początki. Hiszpan zagrał we wszystkich dotychczasowych spotkaniach od 1. minuty, a Lech więcej już z nim w składzie nie przegrał.
Popis swoich umiejętności Dani Ramirez dał w spotkaniu z Górnikiem Zabrze. Szybko otworzył wynik, finalizując akcję, którą sam zapoczątkował, a po przerwie dołożył jeszcze drugą asystę, od kiedy gra w niebieskiej koszulce. Przede wszystkim jednak nie zmienił się jego styl gry od czasu przenosin z Łodzi. Nieustannie pod grą, rzadko w większym niż 10-metrowym promieniu od piłki. Do tego przebojowy, zawsze szukający niekonwencjonalnych rozwiązań, który boiskową odwagą potrafi zrobić znaczną różnicę. Cały czas to ten sam Ramirez z ekstraklasowego topu.
Sam zainteresowany nie stara się być sztucznie skromny, ma świadomość swoich umiejętności. – Jeżeli utrzymam ten poziom profesjonalizmu, ciężkiej pracy i rozegram wszystkie mecze na 100 procent, to będę wyróżniającym się graczem ligi. Pokazałem to już przez cztery miesiące gry na tym poziomie – odpowiadał Ramirez w wywiadzie dla portalu Newonce na pytanie o najlepszych piłkarzy ligi.
Nowe realia
Nowy klub to oczywiście nowe wyzwania, nowe cele, nowe zadania itd. Ale też rzecz jasna nowe środowisko. Z nim na nowo musiał się zmierzyć Hiszpan po przenosinach do Poznania. A jak wiadomo, w jego przypadku sytuacja jest utrudniona ze względu na słabą znajomość języka polskiego oraz angielskiego. W Łodzi piłkarzy hiszpańskojęzycznych było kilku, zresztą w niektórych przypadkach sprowadzanych do ŁKS-u za namową właśnie Ramireza. Pirulo, Guima, Corral, Gracia – w Łodzi hiszpańska kolonia była zatem pokaźna.
W Lechu na próżno szukać takiej grupki. Pod względem narodowościowym większy tygiel panuje faktycznie w Poznaniu, porównując z Łodzią, natomiast jest on bardziej zróżnicowany. Holender, Norweg, Słowak, Serb, Ukraińcy, Chorwat, Portugalczyk, Hiszpan, Duńczyk, Rosjanin. Stranierich w Lechu jest mnóstwo, ale, jak nietrudno się domyślić, Hiszpanowi z tej grupy najbliżej do Portugalczyka.
– Był jedną z osób, które najbardziej zabiegały, żebym przeniósł się do Poznania. Dzwonił do mnie, przekonywał, że będę tutaj naprawdę ważny, że będę miał podobny status do niego, że rozmawia po hiszpańsku perfekcyjnie i pomoże mi w aklimatyzacji. Wykazał inicjatywę. Mamy dobry feeling, odkąd się poznaliśmy – mówił o Pedro Tibie Ramirez w rozmowie z Newonce. I jeśli na boisku będzie między nimi tak dobrze jak poza nim, to hiszpańsko-portugalski duet może zawojować polską ligę na dłuższy czas.
Od zera do bohatera
Dokładnie dwa lata temu Dani Ramirez przeżywał kolejny nieudany mecz Stomilu Olsztyn, w którego barwach na próżno szukał dawnej radości z gry. Obecnie Hiszpan znajduje się w kompletnie innym miejscu. W połowie marca 2018 przereklamowany piłkarz, dziś gwiazda ligi. Ciężką pracą wdrapał się na należne mu miejsce. Z marnego rezerwowego pierwszoligowej drużyny stał się podporą środka pola kandydata na mistrza Polski. Napisał i cały czas pisze romantyczną historię swojej przygody z piłką…
Przychodzi moment, kiedy należy podjąć trudną decyzję. Dziękujemy @Dani10Ramirez za wiele radości, które nam dałeś. Powodzenia i pamiętaj, że zawsze jesteś tu mile widziany!
Przychodzi moment, kiedy należy podjąć trudną decyzję. Dziękujemy @Dani10Ramirez za wiele radości, które nam dałeś. Powodzenia i pamiętaj, że zawsze jesteś tu mile widziany!