Zmiany są nieodłącznym elementem naszego życia. Kupujemy nowy samochód, bo stary był brzydki, wolny albo za dużo palił na sto. Eksperymentujemy z różnymi potrawami, choć wcale nie mamy pewności, że będą lepsze. Zakładamy nowy ciuch, bo w tamtym za mało osób zwracało na nas uwagę. Takie poszukiwania są albo strzałem w dziesiątkę, albo zwykłą stratą pieniędzy.
Nie inaczej było w naszej kadrze. Niemal dwa lata temu przegrywaliśmy z Anglią na Wembley i tym samym kończyliśmy makabrycznie słabe eliminacje do MŚ 2014. Media i społeczeństwo były zgodne, tak samo jak w ostatnich dniach przy zamianie ułożonego Berga na zamordystę Czerczesowa – potrzebujemy iskry, powiewu świeżości, ale nie takiej mydlącej oczy jak na stoisku warzywnym w Biedronce, tylko realnego, nieskażonego! Dość z tym fornalikowym flegmatyzmem!

Prosta kolej rzeczy – jeśli coś nam nie wychodzi, w dowolnej dziedzinie, szukamy impulsu, który to odmieni. Nawałka był takim impulsem na papierze, bo dał się poznać jako ekspresywny szkoleniowiec, mający za sobą niezłą karierę zawodniczą, współpracę z Beenhakkerem i spory wkład w miłą dla oka grę Górnika Zabrze.
Kiedy zastanawiam się nad tym, co udało mu się aktualnie osiągnąć z tą reprezentacją na myśl przychodzi mi jedno słowo. Zaufanie.
Obecnie jednym z najmodniejszych i najbardziej pożądanych zawodów jest trener personalny. Nic dziwnego, bo obecnie na każdym kroku pojawia się społeczna presja związana z byciem fit. Czy to rano, gdy widzimy chmarę biegaczy spalających tłuszcz, czy to w tych bardziej prozaicznych miejscach – przykładowo szkole, gdzie jeszcze do niedawna drożdżówki były nielegalne.
Biorąc się za siebie, najczęściej kierujemy się do specjalistów. Czy obojętnie jakich? Nie, do tych, którzy mają renomę, sukcesy i dobrą opinię. Ale dlaczego? Przecież każdy z nich powie nam to samo. Tak się wykonuje martwy ciąg, tak masz wyciskać sztangę, tu masz dietę, trzymaj ją i będzie fajnie. Jest tylko jedna mała różnica. Większość trenerów przekażę nam tę wiedzę i na tym skończą swoją robotę, a my pragniemy takich, którzy zabiorą nas przed lustro i powiedzą, że widzą w nim człowieka, który jest na świecie po to, by zrobić coś wielkiego, dla którego schudnięcie będzie bułką z masłem. Tacy instruktorzy wierzą w nas bardziej niż my sami i nie szukają osób lepszych, bardziej zdeterminowanych czy doświadczonych. Starają się dotrzeć do tej jednej i pokazać jej, że nie istnieje coś takiego, jak granica własnych możliwości.












