Z pewnością fanatycy Lecha nie pogardzą wzbogaceniem klubowej gabloty z pucharami. Pytanie, czy ich ulubieńcy uczynią to w tym sezonie? Wszystko i wszyscy przemawiają za tym, aby było to właśnie teraz. No bo… dlaczego nie? Kiedy? Zawsze może być nie ta pora. Może ona właśnie już nadeszła?
Wiele czynników składa się na końcowy sukces drużyny. Dobra dyspozycja zawodników, spokój w klubie, odpowiedni trener. Wymieniać można dalej… A co, jeśli te założenia są spełnione, a i tak coś nie działa? Czy nasza liga jest aż tak silna? Czegoś brakuje, zawsze jest jakieś „ale”. Dlatego w Poznaniu ciśnienie na sukces narasta – czas już na to najwyższy…
Godni następcy?
Robert Gumny w dużej mierze, a Kamil Jóźwiak to już w ogóle, byli kluczowymi postaciami w ubiegłym sezonie. Oczywiście, nie ma ludzi niezastąpionych, ale… No właśnie! Wydaje się, że w tym przypadku trzeba się trochę nagłowić, aby znaleźć równowartościowe zastępstwo. Mawia się też: „sam meczu nie wygrasz”. Akurat tutaj szczególnie bramki i asysty „Józia” często równały się punktom inkasowanym przez Lecha. „Guma” i Jóźwiak wydają się na pierwszy rzut oka najpoważniejszymi stratami. Z jednej strony to wielki sukces Lecha Poznań, który najpierw ukształtował tych chłopaków, wprowadził w świat piłki, a teraz zarabia na swoich wychowankach. Piękna droga. Z drugiej strony pojawia się luka do wypełnienia.
Nie są to pierwsi zawodnicy, którzy zostali wypuszczeni na świat z Akademii Lecha. Kilku już było przedtem, kilku jeszcze będzie. Praca (zarówno szkolących jak i szkolonych) zaowocowała. Z klubem pożegnał się też Christian Gytkjaer. Wraz z nim odeszło około 20 bramek w sezonie. I o ile mogło to być zmartwieniem, to wraz z przybyciem do Poznania Mikaela Ishaka bolączka zniknęła. Szwed prezentuje się naprawdę solidnie i szybko odnalazł się w nowym otoczeniu, pokazując swoje walory na boisku.
Do rywalizowania o najwyższe cele w kraju i próby podboju Europy Lechowi potrzebni są zawodnicy, którzy naprawdę coś wniosą do zespołu. Wszystko po to, aby odnieść w końcu jakiś sukces. A co za takowy można uważać? Swoje spostrzeżenia przekazuje Damian Smyk z portalu Weszło.com.
– Jeśli Lechowi po latach czekania wreszcie udałoby się dostać do fazy grupowej Ligi Europy, to zdecydowanie należałoby to traktować jako sukces. Natomiast wciąż pojawiłyby się komentarze, że jednak meczów z dobrymi europejskimi klubami nie da się włożyć do gabloty. A właśnie fetowania trofeum w Poznaniu wyczekuje się najmocniej. Mistrzostwo? To na pewno realny scenariusz. Ale mówiąc „realny”, mam na myśli to, że „Kolejorz” jest w gronie klubów, które będą się liczyć w walce o mistrzostwo. Nawet mimo kiepskiego początku pod względem punktowym.











