Jagiellonia rundę wiosenną rozpoczęła od porażki z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza, czyli outsiderem ligi. Jednak pomimo przegranej gra zespołu Piotra Nowaka, szczególnie w drugiej połowie, mogła napawać optymizmem. Problem pojawiał się jednak, gdy trzeba było dobre, fajne akcje wykończyć. W Białymstoku bowiem nie ma komu tego czynić. A to spory problem.
Zimą do „Jagi” przyszedł tylko nowym bramkarz – Zlatan Alomerović, choć wydawało się, że nie jest to najpilniejsza pozycja do wzmocnienia. Nowi piłkarze bardziej potrzebni byli, i wciąż, jak się okazuje, są w polu. A szczególnie w ofensywnych formacjach. Bo tam jakości najbardziej brakuje. Były trener, Ireneusz Mamrot, mówił, zanim został zwolniony, że w Jagiellonii potrzeba wietrzenia szatni i transferów nowych zawodników. Faktem jest, że szatnię przewietrzono, ale była to szatnia trenerów.
Kto ma strzelać?
W kadrze zespołu z Białegostoku jest co prawda pięciu nominalnych napastników, więc z ich liczbą nie ma problemu. Tylko co z tego, jeśli większość z nich to młodzieżowcy? Trudno od 17- czy 18-latków oczekiwać, że wezmą oni na siebie ciężar gry w podstawowym składzie oraz zdobywania bramek. Poza nimi w kadrze są jeszcze Michał Żyro i Andrzej Trubeha. Ten pierwszy nie jest stuprocentowym nominalnym napastnikiem. Występował na tej pozycji w Koronie, Stali czy Piaście, ale nigdzie nie był skuteczny. Przynajmniej nie na tyle, aby nazwać go egzekutorem. Andrzej Trubeha to z kolei piłkarz wyciągnięty z Legionovi Legionowo – klubu z czwartego poziomu rozgrywkowego.
Trudno więc, jak widać, spodziewać się po tych zawodnikach gry na pozycji numer „9” na zadowalającym poziomie. Poziomie, który gwarantowałby kilkanaście bramek w sezonie albo chociaż ich liczbę w okolicach dziesięciu. Młodzież, co naturalne, potrzebuje czasu. Żyro lepiej czuje się, gdy ma obok partnera jako drugiego napastnika. Albo gdy jest wpuszczany jako joker. Zaś Trubeha nigdy nie grał nawet na zapleczu ekstraklasy, więc trudno oczekiwać od niego dobrej gry na tym poziomie.
Tu pojawia się pytanie, dlaczego do Jagielloni nie sprowadzono napastnika z prawdziwego zdarzenia. Czy białostoczan na to nie stać? To raczej mało prawdopodobne. Klub z Podlasia może nie jest najbogatszym zespołem ekstraklasy, ale z pewnością środki na wzmocnienia by się znalazły. Może więc zawiodła diagnoza sytuacji i skauting nowych piłkarzy? To już bardziej prawdopodobne. A nawet można pokusić się, że to powód. Nie bez powodu przecież zatrudniony miał być dyrektor sportowy. Transfery „Jagi” w ostatnich kilku okienkach nie należały do najlepszych, czego potwierdzeniem jest sytuacja z napastnikami. Tak więc fakt, że nikt nie ocenił w odpowiednim momencie potrzeb transferowych, odbija się czkawką na grze drużyny. Może gdyby był dyrektor sportowy, to byłoby lepiej?











