Chyba nikt się nie spodziewał, że rewanżowy pojedynek pomiędzy Barceloną a Realem może być tylko formalnością. Wszystko jednak na to wskazuje. Szanse „Królewskich” w spotkaniu na Camp Nou są minimalne, mimo to nie należy zbyt wcześnie przekreślać Jose Mourinho i jego podopiecznych.
Wielki czteroetapowy maraton Gran Derbi dobiega końca. Czy spełnił oczekiwania? W poprzednich trzech meczach widzieliśmy wszystko. Piękne akcje Barcelony, geniusz Messiego, wyrachowaną taktykę Mourinho, konsekwentną grę w defensywie Realu. Oprócz spraw stricte boiskowych byliśmy świadkami kontrowersji ze strony arbitrów, wybuchów temperamentów zawodników, którzy kilkukrotnie byli o krok od przejścia do rękoczynów, a także utarczek słownych szkoleniowców obu ekip. Czego chcieć więcej?

Aż trudno uwierzyć, ale rewanżowe spotkanie na Camp Nou wydaje się tylko dopełnieniem formalności. Trudno bowiem wyobrazić sobie dwubramkowe zwycięstwo Realu na stadionie, który ostatnią porażkę w fazie pucharowej Ligi Mistrzów widział w 2007 roku. Aby myśleć o korzystnym rezultacie, „Królewscy” będą musieli zagrać otwarty futbol, co w starciach z Barceloną nie zawsze przynosi profity (słynna manita), zważywszy na to, iż Jose Mourinho to strateg znany raczej z zimnej kalkulacji niż z ofensywnego futbolu. Co nie znaczy, że to drużyna, która nie umie atakować. W pierwszej jedenastce zobaczymy zapewne któregoś z trójki napastników: Benzemę, Higuaina lub Adebayora. Do tej pory portugalski szkoleniowiec największym zaufaniem darzył tego ostatniego i to on prawdopodobnie zostanie desygnowany do gry od pierwszej minuty. Togijczyk wybiegnie na murawę kosztem jednego z defensywnych pomocników. W środku pola wystąpią Xabi Alonso i Lassana Diarra. Niezdolni do gry z powodu kontuzji są Khedira i Gago, Pepe został ukarany w poprzednim spotkaniu czerwoną kartką. Na placu gry nie pojawi się także Ramos, pauzujący z powodu nadmiaru żółtych kartek. Straty nie powinny być jednak bardzo odczuwalne. Do składu powraca Carvalho, na środku defensywy pojawi się także Albiol.
Barcelonie do awansu wystarczy remis lub jednobramkowa porażka. Nie wydaje się jednak, aby Katalończyków satysfakcjonował awans wywalczony po linii najmniejszego oporu. Tym bardziej że będą dysponować jeszcze większym potencjałem niż w pierwszym spotkaniu. Do treningów z drużyną powrócił Iniesta, którego brak w środku pola był bardzo widoczny na Santiago Bernabeu. Niezdolny do gry do końca sezonu będzie za to Milito, który odniósł kontuzję w meczu ligowym przeciwko Realowi Sociedad. Wykluczony jest także występ Adriano, którego brakowało już w pierwszym meczu. Dodatkowo wciąż w niepełnej dyspozycji jest Puyol, ale kapitan „Blaugrany” będzie zapewne na tyle zdeterminowany, by mimo urazu wystąpić we wtorkowym pojedynku. Wydarzeniem tego spotkania może być powrót na boisko Abidala. Francuz dostał zielone światło od katalońskiego sztabu medycznego i wreszcie ma szanse wybiec na boisko. Przypomnijmy, że defensor mistrza Hiszpanii w ostatnich miesiącach toczył walkę z guzem wątroby. Za Barceloną przemawia fakt, iż żaden z piłkarzy nie jest zagrożony wykluczeniem z gry w finale za nadmiar żółtych kartek, co oznacza, iż nie będzie odstawiania nogi. W drużynie „Królewskich” uważać powinni Ronaldo, Di Maria, Albiol i Adebayor. Powinni, bo satysfakcjonujący będzie awans do finału za wszelką cenę, nawet wykluczenia czterech podstawowych piłkarzy.











