Już w środę poznamy drugiego finalistę Ligi Mistrzów. O tym, kto stanie naprzeciwko jednej z czołowych hiszpańskich drużyn 28 maja tego roku na Wembley, zadecyduje pojedynek na Old Trafford, na które przyjeżdża Schalke 04 Gelsenkirchen.

Nie było niespodzianki w Gelsenkirchen. Schalke prowadzone przez Ralfa Rangnicka nie powtórzyło swojego wyczynu ćwierćfinału i nawet nie zremisowało z Manchesterem United. „Czerwone Diabły” od początku pierwszego spotkania półfinałowego systematycznie ostrzeliwały bramkę Manuela Neuera, który dwoił się i troił, broniąc nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Golkiper „Koenigsblauen” pomimo świetnej postawy nie uchronił swojego zespołu przed porażką. 0:2 stawia zespół Rangnicka w bardzo trudnej sytuacji. Szanse na awans są bowiem iluzoryczne i chyba mało kto spodziewa się, żeby 28 maja w finale na Wembley zagrał zespół z Bundesligi.
Wszyscy pamiętają o pogromie zgotowanym Interowi przez Schalke na San Siro, które było świadkiem wielkiej klęski ubiegłorocznego triumfatora rozgrywek. Warto mieć jednak na uwadze fakt, że od wyjazdowej dyspozycji Schalke jeszcze większe wrażenie robi passa piłkarzy Aleksa Fergusona u siebie. Kibice na Old Trafford porażkę swojego zespołu po raz ostatni oglądali już ponad rok temu, co daje łącznie aż 29 spotkań z rzędu, w których „Czerwone Diabły” utrzymywały miano zespołu niepokonanego u siebie. Środowe spotkanie da zatem odpowiedź na pytanie, czy Schalke stać na kolejny zryw na miarę meczu z Interem, czy też Manchester swoim doświadczeniem i poparciem rzeszy fanów awansuje po raz kolejny do finału, w którym reprezentowałby kraj, który będzie areną tych zmagań.










