Po przerwie na mecze reprezentacji przyszedł czas na wznowienie walki o mistrzostwo Hiszpanii. Przetrzebiony kontuzjami Real Madryt podejmie u siebie Celtę, Barcelona wyjedzie zaś do La Coruni. Mamy jednak nadzieję, że ciekawie będzie również na innych stadionach. Valencia zagra bowiem z Athletikiem, a Sevilla z Mallorcą.
Malaga – Real Valladolid
Mourinho chyba sam nie wierzy w liczbę kontuzjowanych zawodników (fot. Skysports.com)
Bardzo możliwe, że nadchodzą tygodnie prawdy dla Malagi. Pomimo splotu niefortunnych wydarzeń i wszelkich przeciwności losu Andaluzyjczycy znakomicie rozpoczęli sezon 2012/2013 i po siedmiu kolejkach zajmują trzecie miejsce w ligowej tabeli. Pytanie tylko, jak drużyna Manuela Pellegriniego rozpocznie kolejny etap w Primera Division po przerwie na mecze reprezentacyjne. Chilijski trener nie miał zbyt wielkich ubytków kadrowych i wszyscy gracze, którzy wyjechali na zgrupowania kadr, wrócili do klubu w pełnym zdrowiu. Na spotkanie z Realem Valladolid ciągle nie będą gotowi jedynie Julio Baptista i Jeremy Toulalan. Ten drugi dochodzi już powoli do pełni sprawności i możliwe, że już w przyszłym tygodniu ponownie zamelduje się w pierwszej jedenastce. Oprócz wyżej wspomnianej dwójki niepewni występu w sobotnim meczu są jedynie Roque Santa Cruz i Diego Buonanotte. Ich absencje nie będą jednak wielkim osłabieniem. Drugą, a może nawet trzecią młodość przeżywa Javier Saviola, który może wyrosnąć na pierwszoplanową postać „Los Boquerones”. Do Argentyńczyka trzeba dodać świetnie spisujących się jak do tej pory Isco, Camacho czy Monreala. Real Valladolid również zaskakująco dobrze rozpoczął obecne rozgrywki i traci do swojego najbliższego przeciwnika tylko cztery punkty. Wydaje się jednak, że beniaminek nie będzie miał czego na La Rosaleda szukać. Do Malagi przyjedzie co prawda w praktycznie najsilniejszym składzie (kontuzjowany jest jedynie Lluis Sastre), ale to gospodarze pozostają bezsprzecznym faworytem tej konfrontacji. Walka toczy się o utrzymanie trzeciej lokaty w tabeli – za plecami Andaluzyjczyków czyhają bowiem Real Betis, Real Madryt, Mallorca czy Sevilla.
Real Madryt – Celta Vigo
Bielsa nie rozumie z kolei, dlaczego jego piłkarze grają w tym sezonie tak słabo (fot. Marca.com)
Przerwa na mecze reprezentacyjne nie oszczędziła z kolei „Królewskich”. Wirus FIFA zaatakował z niespotykaną do tej pory siłą. Fabio Coentrao, Marcelo, Alvaro Arbeloa, Raphael Varane, Sami Khedira, Gonzalo Higuain i Karim Benzema to zawodnicy, którzy nabawili się mniej lub bardziej poważnych urazów. Jakby tego było, mało problemy mięśniowe dokuczają także Sergio Ramosowi i Pepe, a Cristiano Ronaldo ciągle odczuwa skutki spotkania z Barceloną, w którym uszkodził bark. Sprawia to, że Jose Mourinho będzie miał nie lada kłopot z obsadą formacji defensywnej. Wszystko wskazuje na to, że do kadry włączeni zostaną gracze ze szkółki. W obronie szansę występu może trzymać lewy obrońca Jorge Casado. Jese Rodriguez z kolei może zastąpić kontuzjowanych Higuaina i Benzemę. W pierwszej drużynie od początku sezonu znajduje się również Nacho, który także może zostać oddelegowany do gry na jednym z boków obrony. Hiszpańska prasa spekuluje nawet, że wobec tak licznych kontuzji Mourinho zdecyduje się na ultraofensywną jedenastkę z Di Marią czy Callejonem na bokach obrony. Gdybanie na temat wyjściowego składu „Los Blancos” nie ma absolutnie żadnego sensu. „The Special One” ciągle ma mnóstwo możliwości, bo – jak sam wielokrotnie powtarzał – ma piłkarzy wszechstronnych, którzy poradzą sobie w sytuacjach kryzysowych. Nawet wobec takich braków kadrowych stołeczna drużyna będzie faworytem w starciu z kolejnym beniaminkiem La Liga. Trener Celty może mieć do dyspozycji wszystkich swoich podopiecznych. Niepewni występu są tylko Javi Varas, Toni i Andres Tunez. – – mówił na przedmeczowej konferencji trener Celty, Paco Herrera, który zaznał już smaku zwycięstwa nad „Królewskimi”, będąc jeszcze trenerem Numancii.
Postaramy się stawić im czoła. Możemy zagrać po swojemu i sprawić, że będą mieli problemy. Musimy być odważni
Valencia – Athletic
Vilanova przed meczem z Deportivo też będzie musiał się nagłówkować (fot. Skysports.com)
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że pojedynek na Estadio Mestalla powinien być najciekawiej zapowiadającym się wydarzeniem ósmej serii gier na hiszpańskich boiskach. Sytuacja w tabeli szybko sprowadza nas jednak na ziemię. Obydwie ekipy grają w tym sezonie zdecydowanie poniżej oczekiwań. „Nietoperze” są w tym momencie na czternastym miejscu, „Lwy” zaś o dwie lokaty niżej. O ile słabą formę tych drugich da się wytłumaczyć zamieszaniem z kontraktem Fernando Llorente, odejściem Javiego Martineza czy próbą opuszczenia klubu przez Marcelo Bielsę, o tyle ci pierwsi dołują po prostu dlatego, że grają słabo. Brzmi to co najmniej dziwnie, bo zespół Mauricio Pellegrino już w 1. kolejce pozostawił po sobie dobre wrażenie, wywożąc jeden punkt z Santiago Bernabeu. Niedługo później rozegrał bardzo dobry mecz na Camp Nou, ale to tak naprawdę jedyne pozytywy po pierwszych tygodniach La Liga. Być może na Mestalla zaczną dziać się dobre rzeczy wraz z powrotem Evera Banegi. Argentyńczyk ma szansę wrócić na boisko już w starciu z Athletikiem po półrocznej przerwie spowodowanej złamaniem nogi. Do kadry wracają także Ricardo Costa i Jeremy Mathieu. Poza grą pozostaje ciągle jedynie Sergio Canales, ale w sobotę z powodu kartek nie będzie mógł zagrać także Soufiane Feghouli, który jako jeden z nielicznych w tym sezonie spełniał pokładane w nim nadzieje. Jeśli chodzi o Basków, to do Walencji przyjadą bez kontuzjowanego Xabiera Castillo i zawieszonego Gurpegiego. Bez wątpienia pozytywna rzeczą byłoby, gdyby i jedni, i drudzy zaczęli w końcu grać na miarę oczekiwań, ale mecz na Mestalla może być odskocznią tylko dla jednych.
Deportivo La Coruna – FC Barcelona
Falcao główkować też potrafi (fot. almion.es)
Choćby dla takich meczów warto było wyczekiwać powrotu Deportivo do najwyższej klasy rozgrywkowej. Galisyjczycy to oczywiście już nie ta sama drużyna co przed kilkoma laty, ale w meczach z najlepszymi drużynami potrafi wznieść się na wyżyny (umówmy się, że porażka 1:5 z Realem to wypadek przy pracy). Szkoda tylko, że beniaminek Primera Division tak źle rozpoczął ten sezon. Jedno zwycięstwo, trzy remisy i trzy porażki to wynik nienapawający dumą. Na własnym stadionie „El Depor” jest jednak groźne. Katalończycy w ostatnich latach pokazywali z kolei, że po przerwie na mecze reprezentacji nie wiedzie im się zbyt dobrze. W poprzednim sezonie niejako przerwali ten trend, ale czy podobnie będzie i teraz? El Riazor to niesamowicie trudny teren, bez względu na fakt, że ekipa Miguela Lotiny nie błyszcze obecnie formą. „Barca” uda się do La Coruni mocno osłabiona. Podobnie jak w Madrycie, tak i w Katalonii borykają się z problemami w defensywie. Przeciwko Deportivo nie będą mogli zagrać Dani Alves, Gerard Pique, Eric Abidal czy Carles Puyol. Ten ostatni na ostatniej sesji treningowej ćwiczył co prawda na murawie, ale wątpliwe, by Tito Vilanova zaryzykował wystawieniem go w pierwszej jedenastce. Jednak z drugiej strony wszyscy „Tarzana” doskonale znamy i wcale nie zdziwimy się, jeśli zostanie awizowany do gry od pierwszej minuty. Oprócz wspomnianej czwórki z urazami borykają się także Muniesa, Cuenca i Thiago Alcantara. U gospodarzy co prawda kontuzji mniej, ale czy mniej zmartwień? Brak Manuela Pablo to olbrzymi cios dla kibiców „El Depor”. Niepewny występu przeciwko wicemistrzowi Hiszpanii jest ponadto Abel Aguilar, jedna z jaśniejszych postaci zespołu w obecnych rozgrywkach. Jeśli gospodarze marzą o sprawieniu sensacji, to będą musieli wykazać się bezbłędną grą w defensywie. Defensywie, która bez Manuela Pablo nie będzie stanowić już monolitu.
Real Sociedad – Atletico Madryt
A Navasowi wystarczy niesamowita szybkość i zwinność (fot. as.com)
Drużyna, która nie toleruje w tym sezonie remisów, kontra drużynie niepokonana. Wytypowanie zwycięzcy jest raczej proste. Atletico Madryt od początku sezonu imponuje formą, a samego siebie przechodzi Radamel Falcao. Kolumbijczyk strzela bramkę za bramką i wyrasta na największą gwiazdę La Liga obok Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. W niedzielny wieczór „Rojiblancos” udadzą się do Kraju Basków, aby zmierzyć się z Realem Sociedad. Diego Simeone nie będzie mógł skorzystać jedynie z dwóch zawodników. Emre Belozoglu rozegrał w lidze zaledwie jedno spotkanie, więc jego brak nie powinien być odczuwalny. Co innego w przypadku Ardy Turana, który bez wątpienia jest ważnym elementem w układance argentyńskiego szkoleniowca. Zdecydowanie więcej problemów ma jednak Philippe Montanier. Francuski trener przeciwko Atletico nie będzie mógł wystawić takich graczy, jak: David Zurutuza, Claudio Bravo, Gorka Elustondo czy Imanol Agirretxe. Praktycznie każdy z nich mógłby wnieść do gry wiele pozytywnego. Zwłaszcza brak Zurutuzy i Agirretxe może znacząco osłabić potencjał ofensywny gospodarzy. Nie mniejszym problemem jest oczywiście brak Claudio Bravo, doświadczonego chilijskiego bramkarza. Jego miejsce między słupkami zajmie Zubikarai, który na początku tego sezonu rozegrał już dwa mecze w lidze – wygrane 2:0 starcie z Athletikiem i porażka z Betisem w takim samym stosunku bramkowym. Wspomniany Falcao na pewno wyczuwa więc swoją szansę. Na Anoeta żadnej drużynie nie gra się łatwo, ale trudno wyobrazić sobie, by „Los Colchoneros” mieli stracić w niedzielę punkty. Madrytczycy zawzięcie walczą o fotel lidera, sukcesywnie wygrywając swoje mecze, często małym nakładem sił.
Sevilla – Mallorca
Ostatni pojedynek ósmej kolejki Primera Division zostanie rozegrany w poniedziałkowy wieczór. Emocji powinno być w nim co niemiara. O grze Sevilli mówiło się w tym sezonie już bardzo wiele. Andaluzyjczycy rozegrali świetnie mecze przeciwko Realowi Madryt i Barcelonie, udowadniając, że ich celem jest walka o prawo gry w Lidze Mistrzów. Znakomicie rozumiejący się duet Cicinho – Navas może okazać się zbyt wielkim wyzwaniem dla gości z Majorki. Ci jednak też zaliczyli naprawdę udany start w rozgrywkach. Drużyna Joaquina Caparrosa ma na swoim koncie tyle samo punktów co Sevilla, jednak ustępuje swojemu rywalowi z powodu gorszego bilansu bramkowego. W obydwu zespołach nie można nie doszukać się licznych braków. W ekipie gospodarzy zagrać nie będą mogli kontuzjowani Perotti i Trochowski, a także zawieszeni za kartki Gary Medel i Alberto Botia. Jeszcze bardziej przetrzebieni kadrowo zaprezentują się nam goście z Balearów. Z urazami zmagają się bowiem Antonio Lopez, Joao Victor, Javier Marquez czy Alvaro. Jakby tego było mało, zawieszony jest Emiliano Nsue. Nie można jednak nie wspomnieć o jednym ciekawym fakcie. Mallorca otrzymała bowiem zgodę od zarządu ligi hiszpańskiej na przeprowadzenie nagłego transferu. Z powodu długotrwałych kontuzji Joaquin Caparros mógł dokonać jednego wzmocnienia, mimo że nie jest otwarte obecnie okno transferowe. W ten sposób na Iberostar Estadio trafił Andreu Fontas, wypożyczony z FC Barcelona. Młody Hiszpan prawie na pewno wybiegnie w poniedziałkowym pojedynku od pierwszej minuty.
To może nie w temacie… Ale… Jak można uważać
hiszpańska ligę silniejsza od angielskiej… No
Boże… Ludzie to chyba całkiem zwariowali… Przez
2 kluby? Schowajcie się z tym…
Dodaj komentarz
Po przerwie na mecze reprezentacji przyszedł czas na wznowienie walki o mistrzostwo Hiszpanii. Przetrzebiony kontuzjami Real Madryt podejmie u siebie Celtę, Barcelona wyjedzie zaś do La Coruni. Mamy jednak nadzieję, że ciekawie będzie również na innych stadionach. Valencia zagra bowiem z Athletikiem, a Sevilla z Mallorcą.
Malaga – Real Valladolid
Mourinho chyba sam nie wierzy w liczbę kontuzjowanych zawodników (fot. Skysports.com)
Bardzo możliwe, że nadchodzą tygodnie prawdy dla Malagi. Pomimo splotu niefortunnych wydarzeń i wszelkich przeciwności losu Andaluzyjczycy znakomicie rozpoczęli sezon 2012/2013 i po siedmiu kolejkach zajmują trzecie miejsce w ligowej tabeli. Pytanie tylko, jak drużyna Manuela Pellegriniego rozpocznie kolejny etap w Primera Division po przerwie na mecze reprezentacyjne. Chilijski trener nie miał zbyt wielkich ubytków kadrowych i wszyscy gracze, którzy wyjechali na zgrupowania kadr, wrócili do klubu w pełnym zdrowiu. Na spotkanie z Realem Valladolid ciągle nie będą gotowi jedynie Julio Baptista i Jeremy Toulalan. Ten drugi dochodzi już powoli do pełni sprawności i możliwe, że już w przyszłym tygodniu ponownie zamelduje się w pierwszej jedenastce. Oprócz wyżej wspomnianej dwójki niepewni występu w sobotnim meczu są jedynie Roque Santa Cruz i Diego Buonanotte. Ich absencje nie będą jednak wielkim osłabieniem. Drugą, a może nawet trzecią młodość przeżywa Javier Saviola, który może wyrosnąć na pierwszoplanową postać „Los Boquerones”. Do Argentyńczyka trzeba dodać świetnie spisujących się jak do tej pory Isco, Camacho czy Monreala. Real Valladolid również zaskakująco dobrze rozpoczął obecne rozgrywki i traci do swojego najbliższego przeciwnika tylko cztery punkty. Wydaje się jednak, że beniaminek nie będzie miał czego na La Rosaleda szukać. Do Malagi przyjedzie co prawda w praktycznie najsilniejszym składzie (kontuzjowany jest jedynie Lluis Sastre), ale to gospodarze pozostają bezsprzecznym faworytem tej konfrontacji. Walka toczy się o utrzymanie trzeciej lokaty w tabeli – za plecami Andaluzyjczyków czyhają bowiem Real Betis, Real Madryt, Mallorca czy Sevilla.
Real Madryt – Celta Vigo
Bielsa nie rozumie z kolei, dlaczego jego piłkarze grają w tym sezonie tak słabo (fot. Marca.com)
Przerwa na mecze reprezentacyjne nie oszczędziła z kolei „Królewskich”. Wirus FIFA zaatakował z niespotykaną do tej pory siłą. Fabio Coentrao, Marcelo, Alvaro Arbeloa, Raphael Varane, Sami Khedira, Gonzalo Higuain i Karim Benzema to zawodnicy, którzy nabawili się mniej lub bardziej poważnych urazów. Jakby tego było, mało problemy mięśniowe dokuczają także Sergio Ramosowi i Pepe, a Cristiano Ronaldo ciągle odczuwa skutki spotkania z Barceloną, w którym uszkodził bark. Sprawia to, że Jose Mourinho będzie miał nie lada kłopot z obsadą formacji defensywnej. Wszystko wskazuje na to, że do kadry włączeni zostaną gracze ze szkółki. W obronie szansę występu może trzymać lewy obrońca Jorge Casado. Jese Rodriguez z kolei może zastąpić kontuzjowanych Higuaina i Benzemę. W pierwszej drużynie od początku sezonu znajduje się również Nacho, który także może zostać oddelegowany do gry na jednym z boków obrony. Hiszpańska prasa spekuluje nawet, że wobec tak licznych kontuzji Mourinho zdecyduje się na ultraofensywną jedenastkę z Di Marią czy Callejonem na bokach obrony. Gdybanie na temat wyjściowego składu „Los Blancos” nie ma absolutnie żadnego sensu. „The Special One” ciągle ma mnóstwo możliwości, bo – jak sam wielokrotnie powtarzał – ma piłkarzy wszechstronnych, którzy poradzą sobie w sytuacjach kryzysowych. Nawet wobec takich braków kadrowych stołeczna drużyna będzie faworytem w starciu z kolejnym beniaminkiem La Liga. Trener Celty może mieć do dyspozycji wszystkich swoich podopiecznych. Niepewni występu są tylko Javi Varas, Toni i Andres Tunez. – – mówił na przedmeczowej konferencji trener Celty, Paco Herrera, który zaznał już smaku zwycięstwa nad „Królewskimi”, będąc jeszcze trenerem Numancii.
Postaramy się stawić im czoła. Możemy zagrać po swojemu i sprawić, że będą mieli problemy. Musimy być odważni
Valencia – Athletic
Vilanova przed meczem z Deportivo też będzie musiał się nagłówkować (fot. Skysports.com)
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że pojedynek na Estadio Mestalla powinien być najciekawiej zapowiadającym się wydarzeniem ósmej serii gier na hiszpańskich boiskach. Sytuacja w tabeli szybko sprowadza nas jednak na ziemię. Obydwie ekipy grają w tym sezonie zdecydowanie poniżej oczekiwań. „Nietoperze” są w tym momencie na czternastym miejscu, „Lwy” zaś o dwie lokaty niżej. O ile słabą formę tych drugich da się wytłumaczyć zamieszaniem z kontraktem Fernando Llorente, odejściem Javiego Martineza czy próbą opuszczenia klubu przez Marcelo Bielsę, o tyle ci pierwsi dołują po prostu dlatego, że grają słabo. Brzmi to co najmniej dziwnie, bo zespół Mauricio Pellegrino już w 1. kolejce pozostawił po sobie dobre wrażenie, wywożąc jeden punkt z Santiago Bernabeu. Niedługo później rozegrał bardzo dobry mecz na Camp Nou, ale to tak naprawdę jedyne pozytywy po pierwszych tygodniach La Liga. Być może na Mestalla zaczną dziać się dobre rzeczy wraz z powrotem Evera Banegi. Argentyńczyk ma szansę wrócić na boisko już w starciu z Athletikiem po półrocznej przerwie spowodowanej złamaniem nogi. Do kadry wracają także Ricardo Costa i Jeremy Mathieu. Poza grą pozostaje ciągle jedynie Sergio Canales, ale w sobotę z powodu kartek nie będzie mógł zagrać także Soufiane Feghouli, który jako jeden z nielicznych w tym sezonie spełniał pokładane w nim nadzieje. Jeśli chodzi o Basków, to do Walencji przyjadą bez kontuzjowanego Xabiera Castillo i zawieszonego Gurpegiego. Bez wątpienia pozytywna rzeczą byłoby, gdyby i jedni, i drudzy zaczęli w końcu grać na miarę oczekiwań, ale mecz na Mestalla może być odskocznią tylko dla jednych.
Deportivo La Coruna – FC Barcelona
Falcao główkować też potrafi (fot. almion.es)
Choćby dla takich meczów warto było wyczekiwać powrotu Deportivo do najwyższej klasy rozgrywkowej. Galisyjczycy to oczywiście już nie ta sama drużyna co przed kilkoma laty, ale w meczach z najlepszymi drużynami potrafi wznieść się na wyżyny (umówmy się, że porażka 1:5 z Realem to wypadek przy pracy). Szkoda tylko, że beniaminek Primera Division tak źle rozpoczął ten sezon. Jedno zwycięstwo, trzy remisy i trzy porażki to wynik nienapawający dumą. Na własnym stadionie „El Depor” jest jednak groźne. Katalończycy w ostatnich latach pokazywali z kolei, że po przerwie na mecze reprezentacji nie wiedzie im się zbyt dobrze. W poprzednim sezonie niejako przerwali ten trend, ale czy podobnie będzie i teraz? El Riazor to niesamowicie trudny teren, bez względu na fakt, że ekipa Miguela Lotiny nie błyszcze obecnie formą. „Barca” uda się do La Coruni mocno osłabiona. Podobnie jak w Madrycie, tak i w Katalonii borykają się z problemami w defensywie. Przeciwko Deportivo nie będą mogli zagrać Dani Alves, Gerard Pique, Eric Abidal czy Carles Puyol. Ten ostatni na ostatniej sesji treningowej ćwiczył co prawda na murawie, ale wątpliwe, by Tito Vilanova zaryzykował wystawieniem go w pierwszej jedenastce. Jednak z drugiej strony wszyscy „Tarzana” doskonale znamy i wcale nie zdziwimy się, jeśli zostanie awizowany do gry od pierwszej minuty. Oprócz wspomnianej czwórki z urazami borykają się także Muniesa, Cuenca i Thiago Alcantara. U gospodarzy co prawda kontuzji mniej, ale czy mniej zmartwień? Brak Manuela Pablo to olbrzymi cios dla kibiców „El Depor”. Niepewny występu przeciwko wicemistrzowi Hiszpanii jest ponadto Abel Aguilar, jedna z jaśniejszych postaci zespołu w obecnych rozgrywkach. Jeśli gospodarze marzą o sprawieniu sensacji, to będą musieli wykazać się bezbłędną grą w defensywie. Defensywie, która bez Manuela Pablo nie będzie stanowić już monolitu.
Real Sociedad – Atletico Madryt
A Navasowi wystarczy niesamowita szybkość i zwinność (fot. as.com)
Drużyna, która nie toleruje w tym sezonie remisów, kontra drużynie niepokonana. Wytypowanie zwycięzcy jest raczej proste. Atletico Madryt od początku sezonu imponuje formą, a samego siebie przechodzi Radamel Falcao. Kolumbijczyk strzela bramkę za bramką i wyrasta na największą gwiazdę La Liga obok Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. W niedzielny wieczór „Rojiblancos” udadzą się do Kraju Basków, aby zmierzyć się z Realem Sociedad. Diego Simeone nie będzie mógł skorzystać jedynie z dwóch zawodników. Emre Belozoglu rozegrał w lidze zaledwie jedno spotkanie, więc jego brak nie powinien być odczuwalny. Co innego w przypadku Ardy Turana, który bez wątpienia jest ważnym elementem w układance argentyńskiego szkoleniowca. Zdecydowanie więcej problemów ma jednak Philippe Montanier. Francuski trener przeciwko Atletico nie będzie mógł wystawić takich graczy, jak: David Zurutuza, Claudio Bravo, Gorka Elustondo czy Imanol Agirretxe. Praktycznie każdy z nich mógłby wnieść do gry wiele pozytywnego. Zwłaszcza brak Zurutuzy i Agirretxe może znacząco osłabić potencjał ofensywny gospodarzy. Nie mniejszym problemem jest oczywiście brak Claudio Bravo, doświadczonego chilijskiego bramkarza. Jego miejsce między słupkami zajmie Zubikarai, który na początku tego sezonu rozegrał już dwa mecze w lidze – wygrane 2:0 starcie z Athletikiem i porażka z Betisem w takim samym stosunku bramkowym. Wspomniany Falcao na pewno wyczuwa więc swoją szansę. Na Anoeta żadnej drużynie nie gra się łatwo, ale trudno wyobrazić sobie, by „Los Colchoneros” mieli stracić w niedzielę punkty. Madrytczycy zawzięcie walczą o fotel lidera, sukcesywnie wygrywając swoje mecze, często małym nakładem sił.
Sevilla – Mallorca
Ostatni pojedynek ósmej kolejki Primera Division zostanie rozegrany w poniedziałkowy wieczór. Emocji powinno być w nim co niemiara. O grze Sevilli mówiło się w tym sezonie już bardzo wiele. Andaluzyjczycy rozegrali świetnie mecze przeciwko Realowi Madryt i Barcelonie, udowadniając, że ich celem jest walka o prawo gry w Lidze Mistrzów. Znakomicie rozumiejący się duet Cicinho – Navas może okazać się zbyt wielkim wyzwaniem dla gości z Majorki. Ci jednak też zaliczyli naprawdę udany start w rozgrywkach. Drużyna Joaquina Caparrosa ma na swoim koncie tyle samo punktów co Sevilla, jednak ustępuje swojemu rywalowi z powodu gorszego bilansu bramkowego. W obydwu zespołach nie można nie doszukać się licznych braków. W ekipie gospodarzy zagrać nie będą mogli kontuzjowani Perotti i Trochowski, a także zawieszeni za kartki Gary Medel i Alberto Botia. Jeszcze bardziej przetrzebieni kadrowo zaprezentują się nam goście z Balearów. Z urazami zmagają się bowiem Antonio Lopez, Joao Victor, Javier Marquez czy Alvaro. Jakby tego było mało, zawieszony jest Emiliano Nsue. Nie można jednak nie wspomnieć o jednym ciekawym fakcie. Mallorca otrzymała bowiem zgodę od zarządu ligi hiszpańskiej na przeprowadzenie nagłego transferu. Z powodu długotrwałych kontuzji Joaquin Caparros mógł dokonać jednego wzmocnienia, mimo że nie jest otwarte obecnie okno transferowe. W ten sposób na Iberostar Estadio trafił Andreu Fontas, wypożyczony z FC Barcelona. Młody Hiszpan prawie na pewno wybiegnie w poniedziałkowym pojedynku od pierwszej minuty.