Faza grupowa Ligi Europejskiej wchodzi w decydujący etap. Przed 5. kolejką awansu nie była pewna żadna z drużyn, które znalazły się w grupie G i H. Trwająca seria spotkań przyniosła jednak pierwsze rozstrzygnięcia.
Metalist gromi

Fani Metalistu liczyli na zwycięstwo w spotkaniu z Austrią Wiedeń, mimo że do awansu wystarczałby im remis. Gospodarze od początku ruszyli do ataku. W 16. minucie piłkę w środku pola odzyskał Sosa i zagrał ją do Devicia. Ten, będąc w dogodnej sytuacji, zdecydował się oddać strzał, który znalazł drogę do bramki. Chwilę później mieliśmy jednak remis. Wyrównał Klein, który bramkarza pokonał pięknym trafieniem z 30 metrów. Tuż przed przerwą, za sprawą Edmara, znów ukąsili gospodarze, wychodząc na prowadzenie. W drugiej połowie bramkę dorzucił Gueye, wykorzystując dośrodkowanie Sosy z rzutu rożnego i podwyższając na 3:1. Wynik ustalił Sosa, który w 90. minucie przypieczętował zwycięstwo Metalista.
AZ nie potrafi wygrać
W drugim spotkaniu tej grupy Malmo mierzyło się z AZ Alkmaar. Dotychczas Szwedzi nie zdołali zdobyć nawet punktu, co sprawiło, że nie mieli już szans na awans. Ambicja nie pozwalała im jednak odpuścić tego spotkania i od pierwszego gwizdka arbitra starali się pokazać z jak najlepszej strony. Z kolei goście mimo wielu ataków, szczególnie w drugiej połowie, nie potrafili znaleźć sposobu na pokonanie Dahlina. Ostatecznie spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, co oznacza, że kwestia awansu rozstrzygnie się w ostatniej kolejce.
Wielki mecz Clubu Brugge

Grupa H to bodaj najbardziej wyrównana grupa Ligi Europejskiej. Przed tą serią spotkań aż trzy zespoły miały na swoim koncie po siedem punktów. Club Brugge liczył na pewne zwycięstwo w pojedynku ze słoweńskim Mariborem, który z jednym punktem na koncie zajmował ostatnie miejsce w grupie. Gospodarze zaskoczyli jednak Belgów swoją świetną grą. Już w 11. minucie Volas pięknym uderzeniem w samo okienko bramki wyprowadził Maribor na prowadzenie. W drugiej połowie po akcji Dejana Trajkovskiego piłkę wślizgiem do własnej bramki wbił Donk. Na 3:0 podwyższył Volas, który wpakował piłkę do bramki po zgraniu jej głową przez Marcosa Tavaresa. Wydawało się, że goście polegną z kretesem, jednak ich nadzieje rozbudził gol zdobyty przez Dirara na kwadrans przed końcem. Belgowie pełni wiary w możliwość odwrócenia losów spotkania ruszyli do przodu, czego efektem było kolejne trafienie Dirara w 77. minucie. Rozochoceni zawodnicy Brugge całkowicie panowali na boisku. Gospodarze byli niesamowicie zaskoczeni, że goście zdołali wrócić do gry po tak trudnym knock-downie. Na osiem minut przed końcem wyrównującego gola zdobył Akpala, który przejął prostopadłe zagranie za obrońców i strzałem w samo okienko umieścił piłkę w siatce. W doliczonym czasie gry stała się rzecz niemal nieprawdopodobna. Donk, który wcześniej zaliczył bramkę samobójczą, tym razem trafił do siatki rywali, całkowicie odkupując swoje winy! Po niesamowitym meczu goście w dramatycznych okolicznościach zdołali zwyciężyć. Cztery bramki w odstępie kwadransa muszą robić wrażenie. Dzięki tej wygranej belgijska drużyna objęła prowadzenie w grupie H.











