CSKA Moskwa zremisowało z Realem Madryt na własnym boisku 1:1. Dla Realu bramkę w pierwszej połowie strzelił Cristiano Ronaldo, a dla gospodarzy w ostatnich sekundach meczu Pontus Wernbloom. Był to pierwszy mecz w ramach 1/8 finału Ligi Mistrzów.
Niska temperatura w stolicy Rosji nie przestraszyła kibiców, którzy tłumnie przybyli na stadion, by zobaczyć popularnych „Królewskich” i przede wszystkim wspierać własną drużynę. Gospodarzy czekało niesamowicie trudne zadanie. Trudne, ale – jak niejednokrotnie pokazywała historia – wykonalne.
Rzeczywistość jednak zweryfikowała szumne zapowiedzi piłkarzy Leonida Słuckiego. Real od pierwszych minut meczu starał się przejąć inicjatywę i długo utrzymywał się przy piłce, nie pozwalając tym samym na zbyt wiele swojemu dzisiejszemu przeciwnikowi. Jednak pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie miejscowi za sprawą Ałana Dzagojewa. Ładnie dośrodkował Szcziennikow, a Dzagojew minimalnie przestrzelił. Później CSKA atakowało już tylko poprzez kontrataki. W 14. minucie groźnie uderzał Karim Benzema, który przejął piłkę przed polem karnym, jednak jego strzał okazał się niecelny. Chwilę później Francuza już nie było na boisku. Z powodu urazu, którego doznał przy próbie zdobycia gola, zastąpił go Gonzalo Higuain. Niedługo później Argentyńczyk mocno wstrzelił piłkę w pole karne CSKA, uderzał również Khedira, ale w obu przypadkach górą był bramkarz drużyny z Moskwy.
W 28. minucie jednak skapitulował. Z lewej strony pięknym dośrodkowaniem popisał się Coentrao, po czym piłka trafiła pod nogi niepilnowanego Ronaldo, który uderzeniem z woleja nie dał szans Czepczugowi. Po zdobytej bramce Real nadal atakował, jakby za wszelką cenę chciał sprawy awansu rozstrzygnąć jeszcze w pierwszej połowie pierwszego spotkania! Z gospodarzy zeszło powietrze i do gwizdka oznajmiającego koniec pierwszej części gry właściwie wybijali piłkę na oślep przed siebie, byleby jak najdalej od własnej bramki. Do przerwy mieliśmy więc wynik 0:1, który zwiastował kolejne emocje w drugich 45 minutach meczu.
Piłkarze CSKA wyszli na drugą połowę znacznie wcześniej niż piłkarze Realu, co zwiastowało niesamowite zaangażowanie w grę podczas drugiej połowy. Owe zaangażowanie było widoczne szczególnie w pierwszych minutach, gdy Real musiał ratować się faulami, by zatrzymać groźnie szarżujących Doumbię i Dzagojewa. W 50. minucie dogodną sytuację zmarnowali podopieczni Jose Mourinho. Dobre zagranie Ronaldo fatalnie zaprzepaścił Higuain, który chwilę później raz jeszcze w stuprocentowej sytuacji nie potrafił pokonać bramkarza gospodarzy, Czepczugowa. W kolejnych minutach mecz wyrównał się, a żadna z drużyn nie potrafiła skutecznie zagrozić bramce rywala. Wprawdzie częściej atakował Real, jednak nie były to ataki na miarę Realu, jakiego co weekend oglądamy w Primera Division.
W 62. minucie obrońcom „Królewskich” urwał się Doumbia, którego tym razem nie zatrzymał Pepe. Doumbia strzelił płasko po ziemi, lecz prosto w Casillasa, który nie miał problemu ze złapaniem futbolówki. W miarę upływu czasu CSKA atakowało coraz większą liczbą zawodników, co jednak nadal nie pozwalało przedrzeć się przez skomasowane zasieki obronne Realu, w których rej wodził Pepe. W drugiej połowie na placu gry pojawił się Keisuke Honda, który chwilę po wejściu na murawę sprawdził czujność Casillasa. Bramkarz Realu i reprezentacji Hiszpanii nie miał jednak większych problemów z obroną strzału Japończyka. Na kwadrans przed końcem meczu kapitalną robinsonadą popisał się Czepczugow. Cristiano Ronaldo przejął mierzone prostopadłe podanie i z ostrego kąta strzelił na bramkę CSKA, ale Czepczugow pewnie obronił uderzenie Portugalczyka, po raz kolejny.









