Oczy kibiców w Europie są już skierowane na Francję, gdzie lada chwila rozpoczną się mistrzostwa Europy. Nieco w cieniu, a właściwie pod osłoną nocy w Stanach Zjednoczonych odbywa się inny wielki turniej – jubileuszowe Copa America, w którym, wyjątkowo, grają ekipy z obu amerykańskich federacji. Za nami pierwsza kolejka gier. Czego się z niej dowiedzieliśmy?
Bez Messiego można żyć!
Argentyna, czyli wicemistrz poprzedniej edycji Copa America, już w pierwszej kolejce musiała się zmierzyć z innym wielkim faworytem – Chile – obrońcą tytułu. Kibice z kraju tanga obawiali się tego starcia, gdyż z powodu kontuzji nie mógł w nim wystąpić Leo Messi. Nie przeszkadzało to jednak „Albicelestes”. Podopieczni Gerarda Martino byli drużyną zdecydowanie lepszą, przeważali nad Chilijczykami w każdym aspekcie gry. Ofensywne trio stworzyli w tym meczu Nicolas Gaitan, Angel Di Maria oraz Gonzalo Higuain. W pierwszym składzie zabrakło więc również Kuna Aguero.
Patrząc na dyspozycję Argentyny, do głowy przychodzi pytanie: czy Messi jest im w ogóle potrzebny? Gdy piłkarz Barcelony jest na boisku, oczy wszystkich są zwrócone w jego stronę, to od niego koledzy wymagają najwięcej. Gdy Messiego zabrakło, każdy dawał z siebie dziesięć procent więcej. Jeszcze bardziej starał się Gonzalo Higuain, którego z trybun obserwował Juergen Klopp.
Copa America nie jest wielkim świętem soccera
Gdy w 1994 roku w USA odbyły się mistrzostwa świata, byliśmy świadkami wielkiego boomu na „soccer”. Wobec rosnącego zainteresowania piłką nożną za oceanem wszyscy spodziewali się, że również tym razem stadiony będą przepełnione. Tak się jednak nie stało. Na większości spotkań trybuny świecą pustkami. Inaczej było przy okazji meczu Meksyku z Urugwajem, który odbył się w Phoenix, w stanie Arizona znajdującym się przy granicy z Meksykiem. University of Phoenix Stadium utonęło w zielonych koszulkach kibiców reprezentacji „Tricolore”. Wobec bardzo licznej społeczności meksykańskiej w Stanach „Chicharito” i spółka mogą się czuć, jakby grali u siebie. To czyni ich śmiertelnie groźnymi.
https://twitter.com/Francklegunner/status/739955277550608384
Życie bez Luisa Suareza istnieje tylko teoretycznie, a wysłuchanie cudzego hymnu zdecydowanie nie pomaga…
We wspomnianym wyżej spotkaniu Urugwaju z Meksykiem zabrakło zdobywcy Złotego Buta, który podobnie jak jego klubowy kolega – Leo Messi – nabawił się urazu. Bez swojego najlepszego zawodnika Urugwaj zagrał źle. Można nawet powiedzieć, że głupio. Samobójczy gol Alvaro Pereiry, czerwona kartka dla Matiasa Vecino, którą piłkarz Fiorentiny obejrzał już w 44. minucie meczu, tylko potwierdzają tę tezę.











