Bogusław Cupiał w futbolu działa nie od dziś. Właściciel krakowskiej Wisły na przestrzeni lat wielokrotnie zaskakiwał polskich kibiców. Potrafił zbudować drużynę, która przez długie sezony nie miała sobie równych w ekstraklasie. To tu grali czołowi zawodnicy ligi oraz reprezentanci kraju. Na osiedlowych boiskach łatwo można było spotkać małych: „Żurawskich”, „Frankowskich” czy „Cantoro”. Jednak blask „Białej Gwiazdy” mocno przygasł i nie decydowały o tym tylko sportowe rozstrzygnięcia.Dziennikarskie środowisko zdecydowanie krytycznie oceniło ostatnie posunięcia (a raczej przesunięcia) kierownictwa krakowskiego klubu.

Całe zamieszanie dotyczy sposobu, w jaki potraktowano Radosława Cierzniaka. Golkiper Wisły zgodnie z obowiązującymi przepisami (Prawo Bosmana) na pół roku przed wygaśnięciem obecnej umowy podpisał kontrakt z innym klubem. Na mocy tych ustaleń w lipcu zostanie pełnoprawnym zawodnikiem warszawskiej Legii. Taki obrót spraw wyjątkowo nie spodobał się włodarzom Wisły. Uznali oni, iż zawodnik za swój wybór (przypomnę – zgodny z prawem) musi zostać ukarany. Zbliżającą się rundę wiosenną ma spędzić w trzecioligowych rezerwach klubu.
Jeden z najlepszych bramkarzy ligi z dnia na dzień traci swą pozycję w klubie. Na taką nonszalancję pozwala sobie drużyna, która okupuje dolne rejony tabeli. Naprawdę trudno znaleźć w tym logikę. Tym bardziej, że Legia chętnie widziałaby Cierzniaka u siebie już wiosną. Pod Wawelem zdaje się, że nie są zainteresowani takim rozwiązaniem. Klub wystosował nawet oficjalny komunikat, w którym zastrzegł, iż bramkarz tej zimy nie zmieni pracodawcy. Zatem, zamiast kilkudziesięciu tysięcy euro na koncie, Wisła będzie miała najlepiej opłacanego gracza rezerw. A to nie koniec – drugiemu składowi Wisły wzmocnień może pozazdrościć niejeden klub ekstraklasy. Ostatnio przymierzany jest tu także Łukasz Burliga. Powód ten sam jak w przypadku Cierzniaka. Od przyszłego sezonu (po wygaśnięciu kontraktu) zawodnik przenosi się do Jagiellonii Białystok.











