Chelsea Londyn zremisowała bezbramkowo na własnym stadionie z zespołem FC Kopenhaga. Fani „The Blues” mogą być zadowoleni z takiego wyniku, gdyż dzięki zwycięstwu 2:0 w pierwszym spotkaniu to Chelsea wywalczyła awans do kolejnej rundy Ligi Mistrzów.
Spotkanie pomiędzy Chelsea Londyn i FC Kopenhaga miało tyko jednego faworyta. Po wygranym 2:0 meczu w stolicy Danii spotkanie rewanżowe na Stamford Bridge wydawało się jedynie formalnością. Jednak już w 8. minucie przyjezdni nieco nastraszyli faworyzowanych gospodarzy. Około osiemnastego metra od bramki faulowany był Martin Vingaard, z rzutu wolnego bezpośrednio próbował strzelać Claudemir, lecz Brazylijczyk posłał piłkę prosto w mur. Chelsea odpowiedziała dopiero po dziesięciu minutach. Koronkowa akcja Drogby, Cole’a i Żrirkowa zakończyła się minimalnie niecelnym strzałem tego ostatniego.

Od tej pory inicjatywę przejęli londyńczycy. Doskonałą szansę na zdobycie gola miał kat Kopenhagi z pierwszego spotkania, Nicolas Anelka, lecz Johan Wiland jakimś cudem wyłuskał piłkę spod nóg Francuza. Po chwili goście zupełnie nieoczekiwanie mogli objąć prowadzenie. Kolejny rzut wolny wykonywany tuż zza pola karnego zakończył się potężnym strzałem N’Doye’go, Cech nawet nie zdążył zareagować, lecz na szczęście dla niego piłka trafiła w słupek.
Kolejne minuty stały pod znakiem przewagi Chelsea, jednak Nicolas Anelka w kilku sytuacjach nie znalazł sposobu na pokonanie Wilanda. Grający w różowych strojach mistrzowie Danii szukali okazji do kontrataku, lecz londyńczycy nie pozwolili im w pierwszej połowie na zbyt wiele, z wyjątkiem dwóch stałych fragmentów gry.
W drugiej połowie dominacja „The Blues” nie podlegała dyskusji. Już w 52. minucie piłkarze Chelsea odwdzięczyli się za sytuację, po której piłka uderzyła w słupek bramki Petera Cecha. Po strzale głową Mikela futbolówka wylądowała na poprzeczce i tym razem to piłkarze z Kopenhagi mogą mówić o dużym szczęściu.
Trener gości, Stale Solbakken, szukał sposobu, żeby odmienić losy spotkania. W 60. minucie wprowadził na boisko jednego z najmłodszych piłkarzy w historii rozgrywek Ligi Mistrzów, Kennetha Zohore’go. Carlo Ancelotti odpowiedział wprowadzeniem na boisko jednego z najdroższych piłkarzy świata, Fernando Torresa. Te roszady nie wpłynęły jednak na obraz gry. Chelsea wciąż mocno naciskała, a Kopenhaga próbowała nieśmiało kontratakować.
Fernando Torres miał szansę rozstrzygnąć losy spotkania w 72. minucie. Hiszpan wpadł z piłką w pole karne i mocno uderzył w długi róg bramki Wilanda, jednak ten po raz kolejny popisał się znakomitą interwencją. Swoją szansę miał także Didier Drogba, który strzelał mocno i celnie z rzutu wolnego, ale wprost w ręce dobrze ustawionego bramkarza. Golkipera Kopenhagi można śmiało uznać za bohatera tego spotkania, bo wiele razy ratował swój zespół dobrymi interwencjami czy wyjściami do piłki. W ekipie gospodarzy na ciepłe słowa zasłużył Didier Drogba, który był aktywny zarówno pod bramką rywali, jak i skuteczny we własnym polu karnym.










