W niedzielę zakończyła się rywalizacja w 16. kolejce Scottish Premier League. W ostatnim meczu piłkarze Heart of Midlothian podejmowali wicemistrza kraju, Celtic Glasgow. Choć edynburczycy skazywani byli na pożarcie, bardzo niespodziewanie pokonali słynnego rywala.

Zdecydowanymi faworytami starcia na Tynecastle Stadium byli goście. Za podopiecznymi Tony’ego Mowbraya przemawiało w zasadzie wszystko: zdecydowanie silniejsza kadra, większe doświadczenie na arenie ligowej, jak i międzynarodowej oraz prezentowana w ostatnim czasie forma. Zwycięstwa odniesiona nad Saint Mirren, Aberdeenem i Motherwellem zdawały się mówić same za siebie. Za „The Bhoys” przemawiała również statystyka bezpośrednich spotkań. Chyba tylko najwięksi optymiści byli zdania, że ekipa Heart of Midlothian może po starciu ze słynnymi przeciwnikami z boiska w glorii triumfatora.
Potyczka na Tynecastle Stadium od początku układała się zgodnie z planem. Druga najlepsza drużyna poprzedniego sezonu przeprowadzała więcej akcji ofensywnych, raz po raz goszcząc w polu karnym Mariana Kello. Gościom również udawało się zorganizować atak, lecz kończył się on na bloku defensywnym „Celtów” oraz strzegącym ich bramki Arturem Borucem.
W 21. minucie przyjezdni postawili na swoim. Starania całego zespołu zostały nagrodzone bramką, a w siatce Heart of Midlothian piłkę umieścił Georgios Samaras, zdobywając swojego siódmego gola w bieżących rozgrywkach. Prowadzenie uśpiło czujność piłkarzy z Glasgow. W ich grze pojawiło się lekceważenie rywala. Rozluźnili oni szyki obronne, co bez skrupułów wykorzystali gospodarze. Po pół godzinie gry przeprowadzili oni akcję zakończoną przewinieniem w polu karnym Gary’ego Caldwella. Prowadzący zawody arbiter bez mrugnięcia okiem odesłał defensora „The Bhoys” do szatni, karząc go czerwoną kartką, oraz przyznał ekipie Anatolego Korobochki jedenastkę. Piłkę na „wapnie” ustawił Marcus Stewart. Wytrzymał ciążącą na nim odpowiedzialność, doprowadzając do wyrównania. Do przerwy utrzymał się rezultat remisowy.
Choć „Celtowie” grali w osłabieniu, robili, co mogli, by wrócić do Glasgow z trzema oczkami. Nie przestawali atakować, raz po raz urządzając wypady pod pole karne Kello. Brakowało im jednak zimnej krwi, dokładności ostatniego podania i strzału. Im dłużej trwał mecz, tym groźniejsi stawali się miejscowi. Wyraźnie zwietrzyli szansę pokonanie wicemistrza kraju, do czego dążyli. Mieli świadomość, że zdobycie trzech punktów nie tylko znacznie wzmocni ich morale, ale również pozwoli na bezpieczną odległość oddalić się od strefy spadkowej. Z czasem Celtic zaczął słabnąć, co wykorzystali coraz lepiej radzący sobie gospodarze. W 76. minucie piłka po raz drugi znalazła drogę do siatki Artura Boruca. Tym razem jego katem okazał się Ismael Bouzid. „The Bhoys” postawili wszystko na jedną kartę. Musieli atakować, by liczyć na jakąkolwiek zdobycz punktową w Edynburgu. Ich starania nie przyniosły jednak pożądanego rezultatu i ekipa Hearts upokorzyła gości z Glasgow, pokonując ich 2:1. Porażka sprawia, że dystans dzielący aktualnych czempionów i liderów Scottish Premier League od podopiecznych Tony’ego Mowbraya wzrósł do czterech oczek. Drużyna z Celtic Park w następnej kolejce musi bardziej się postarać, by wywalczyć trzy punkty w potyczce z Hamilton Academical. Ich najwięksi przeciwnicy zmierzą się z Hibernianem.











